sobota, 6 kwietnia 2013

Ósmy rozdział


Pierwszy trening

     Amy szła korytarzem na spotkanie przed wielką salą z Fredem. Czuła, że ktoś ją obserwuje, że ktoś za nią idzie.
-Sir Nikolasie.- Wypowiedziała, a przed jej oczami pojawił się duch.
-Skąd wiedziałaś, że to ja?- Zapytał uśmiechając się do dziewczyny.
-Tak dostojnego ducha nie trudno rozpoznać.
-Schlebiasz mi.- Sir Nikolas uśmiechną się jeszcze szerzej i ruszył w stroną Freda razem z dziewczyną.
-I widziałam cię za oknem.- Zaczęli się cicho śmiać. Duch musiał odejść, a blondynka szła dalej. Gdy w końcu doszła chłopak już siedział na schodach. Zobaczył ją, jednak nie wstał. Amy przysiadła się do niego. Zaczęli rozmawiać. Niektórzy uczniowie już zaczęli schodzić na śniadanie. Jednak przyjaciele nie zwracali na nich uwagi. Rozmawiali głośno. Śmiali się na cały głos. Brian zauważył dziewczynę z gryfonem i postanowił powiedzieć jej o dzisiejszym treningu.
-CO!!!- Krzyknął Fred wstając gwałtownie z ziemi, tuż po tym jak ślizgon poinformował dziewczynę o dzisiejszym spotkaniu.- Jesteś w drużynie ślizgonów! Jak mogłaś! Przecież będziesz rywalizować ze mną!- Chłopak był wściekły na dziewczynę. Nie wiedział co myśleć.
-Myślałam, że chcesz, żebym grała w Quidditch.- Powiedziała spokojnie, lecz wstała dość gwałtownie.
-Ale myślałem, że będziesz gryfonką!- znów krzyknął.
-Czyli mogę grać w Quidditcha tylko z tobą!.- Amy zaczęła podnosić głos na przyjaciela.- Proszę powiedz mi czego jeszcze nie mogę robić bez ciebie!.- Krzyknęła oburzona. Tłum uczniów przyglądał się ich kłótni. Oczy Amy zaczęły wypełniać się jadem, co Fred od razu zauważył. Uspokoił się. Próbował uspokoić i przytulic przyjaciółkę, lecz ona się wyrywała. Była na niego wściekła. W końcu odeszła z Brianem na śniadanie.
     Po południu Amy szła na trening. Była tak podekscytowana, że zapomniała o Fredzie i kłótni z nim. Podążała pewnym krokiem w zielonym stroju do Quidditch. Nie myślała o innych ślizgonach z drużyny, ani o Draco, który na pewno będzie się awanturował o to, że Amy jest w drużynie. Jej głowę zaprzątała tylko jedna myśl- Quidditch. Szybowanie na miotle wśród błękitnych obłoków sprawiało, że Amy nie myślała o problemach. Wręcz odrywała się od świata teraźniejszego.
     Na boisku już na nią czekali. Twarze mieli skwaszone. Dziewczyna wiedziała co to znaczy, ale nie przejmowała się tym. Gdy tylko do nich podeszła Malfoy się na nią rzucił.
-Gdzie ty byłaś!- Ryknął jej prosto w twarz.
-Miałam być o 16, a jest 15:30. To nie moja wina, że wy przyszliście o wiele za wcześnie.- Odpowiedziała pewnie patrząc prosto w oczy chłopaka.
-Trening miał się rozpocząć o 15 Fas.
-Brian mi mówił, że o 16. To chyba on jest kapitanem w drużynie.
-Plany się zmieniły. Kazałem Mattowi ci przekazać o której masz przyjść.- Powiedział kapitan stając między blondynem, a dziewczyną.
-Dzisiaj widziałam się z Matem chyba z dziesięć razy i nic mi nie mówił.- Odpowiedziała niepewnie Amy, ale po chwili spojrzała ze wściekłością na resztę drużyny. Trochę się zdziwiła, że była jedyną dziewczyną w drużynie, ale jej to nie przeszkadzało. Nie bała się żadnego upadku, potrącenia, złamania, ani nawet śmierci. Nie pozwoli zniszczyć im, a głównie Malfoy’ owi jej pierwszego roku w Hogwarcie.
-Oj zapomniałem.- Powiedział czarnowłosy i machnął lekceważąco ręką.- Dobra, skoro przyszła to może zaczniemy trening. Musimy ją w końcu sprawdzić.- Powiedział i wstał, co też uczyniła reszta chłopaków.
     Draco spojrzał na Briana jakby chciał powiedzieć- idź już, tak jak się umawialiśmy, ja się wszystkim zajmę- i kiwnął lekko głową wskazując szkołę.
-Przypomniało mi się… Eee… że…- Brian mówił powoli, żeby wymyślić jakąś dobrą wymówkę.- Już wiem…- wykrzyczał.- Że musze porozmawiać ze Snapem.- Powiedział dumny, a wszyscy patrzyli się na niego jakby powiedział, że idzie zjeść brodę Hagrida. Spojrzał  się na nich bez wyrazu i szybko pobiegł w stronę zamku.
     Fred nie mógł zapomnieć o dzisiejszej kłótni przed śniadaniem. To go po prostu męczyło. Udał się do pokoju wspólnego gryfonów. Byli tam wszyscy- Harry, Ron, Hermiona, George, Luna. Wszyscy się głośno śmiali, rozmawiali, po prostu się cieszyli, a on miał tam wmaszerować ze smętną miną. To nie w jego stylu. Powoli zaczął się rozchmurzać i ruszył dość dziarskim krokiem.
-Fred!- Krzyknęli chórem i uśmiechnęli się.
-Hej.- Powiedział trochę zdziwiony.
-O co się znów pokłóciłeś z Amy?- Spytał George.
-No… o…- Zaczął, ale nie pozwoliła mu dokończyć Luna.
-Pewnie o jakiś nonsens.
-Właściwie to…- Znów mu przerwano. Tym razem był to Harry.
-Dajcie mu powiedzieć co się stało.- Powiedział chłopak próbując wszystkich uciszyć.
-Uciszcie się.- Krzyknął Ron, w nadziei, że pomoże Harremu.
     W pomieszczeniu zrobił się jeszcze większy harmider niż wcześniej.
-Ciiiiiiiiiiiiiiiiiiiiszaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa.- Piskliwie krzyknęła Hermiona, a na jej głos wszyscy się uciszyli. Przyjaciele spojrzeli na dziewczynę i spokojnie usiedli.
-No mów. O co się znowu pokłóciliście?- Spytała jeszcze raz spokojnie. Teraz wzrok wszystkich był skierowany na Freda.
-No bo ona będzie w drużynie ślizgonów. Będzie z nami rywalizować podczas meczy Quidditcha.- Powiedział niepewnie, bo wiedział, że to nonsens się o cos takiego pokłócić. Przeczesał włosy ręką i spojrzał na bliźniaka. George był całkiem skołowany. Wszyscy pobladli i wyglądali jak prawie bez głowy Nick.
-CO!!!- Krzyknęła Hermiona i wytrzeszczyła oczy. Fred był gotowy przyjąć jej całe kazanie, ale ona wybiegła z pokoju wspólnego szybciej niż Harry na miotle.
     Amy właśnie zawstydzała chłopaków z drużyny swoją gracją, stylem, zwinnością, szybkością i sprytem, podczas lotu na miotle. Malfoy zmarszczył nos i na chwilę odwrócił głowę. Dla dziewczyny to była tylko zwykła zabawa. Od dziecka była zwinna i giętka. Powiew wiatru we włosach dodawał jej tylko chęci do piruetów i akrobacji. W ogóle nie czuła lęku. Śmiała się. Nawet przez chwilę zapomniała, że jest na treningu. Gdy usłyszała krzyki Draco, co oznaczało, że ma wracać na ziemie, wylądowała. Wszyscy byli zachwyceni jej występem, ale to ukrywali.
     -100 pompek i to już!- Ryknął jej w twarz Malfoy i wskazał palcem ku ziemi. Nie minęło pół minuty, a blondynka już wykonała zadanie.
-Nawet się nie zgrzałam.- Powiedziała, co było i dla niej i dla blondyna, rzuceniem rękawicy. Chłopak przyjął wyzwanie. Zadawał jej wiele trudnych zadań. Raz musiała z nim się ścigać, a raz wejść na najwyższe drzewo w pobliży. Oboje nie wiedzieli jaki to miało związek z Quidditchem, ale po pięciu minutach Amy była znów na ziemi i trzymała w ręku gałązkę z samego czubka drzewa. Wszystkie polecenia dziewczyna wykonała w mgnieniu oka.
     Draco nie wierzyła w to. Musiało być jakieś zadanie, którego nie zdoła wykonać. Już wiedział co musi zrobić.
-Teraz musisz mnie powalić na łopatki.- Powiedział pewny siebie. Zdioł przeszkadzającą pelerynę i podwinął rękawy.- Bez różdżek, bez magii, a ze względu na to, że jesteś dziewczyną dam ci fory.- Uśmiechnął się do niej szyderczo.
-Weź te swoje fory dla siebie.- Powiedziała i jednym eleganckim ruchem zrzuciła pelerynę na ziemie.- Przyda ci się każda pomoc.- Tak że uśmiechnęła się szyderczo, a twarz Dracona zmieniła się z pewnej siebie na „lepiej uważaj mała”.
     Hermiona dotarła już na boisko. Zastała tam Draco i Amy tarzających się po trawie, a reszta kibicowała Malfoy’ owi.
-Kamień z serca.- Powiedziała do siebie z ulgą. Usiadła na trybunach z myślą, że to się za chwile skończy. Przecież co może się stać. Nawet Draco nie pobił by dziewczyny, a Amy mimo iż jest silna to pewnie nie zrobi chłopakowi krzywdy. Walka wciąż trwała. Chłopcy z drużyny się już znudzili i usiedli na trawniku obok. Bójka zrobiła się bardziej niebezpieczna niż wcześniej. Hermiona postanowiła ich rozdzielić, jednak nie udało jej się. W końcu Draco odepchnął dziewczynę od siebie. Oboje stanęli i patrzyli na siebie ze wściekłością w oczach. Zaczęło kropić. Rozpętała się burza. Nagle oboje zasłabli, zrobili się bladzi i zemdleli. 

Mam nadzieja, że spodobał się wam kolejny rozdział :D Od razu mówię, że następny rozdział będzie na blogu gdy moja przyjaciółka go przeczyta. Ona dostaje je wcześniej i daje mi opinie, ewentualnie proponuję małe zmiany. Możemy zrobić też tak, że jeśli będzie co najmniej 5 komentarzy od razu wstawię dziewiąty rozdział. ;D
P.S. Często zamiast "George" jest pewnie "Georg". Dowiedziałam się tego od kuzynki, a zbytnio nie mam czasu szukać jego imienia i zmieniać, więc mam nadzieje, że mi to wybaczycie :)

8 komentarzy:

  1. Proszę wstaw 9 rozdział

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czekaj. Wstawiaj!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest 5. Wstawiaj

    OdpowiedzUsuń
  4. Podejrzewam, ze te 4 komentarze są od tej samej osoby, ale nie będę robić śledztwa. ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. BLOG ZAWIESZONY ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie do końca, bo w każdej wolnej chwili myślę o rozdziale i już go mam całego w głowie, ale jeszcze potrzebuje czasu do napisania go. Mam fragment, ale on nie wystarczy na rozdział...

      Usuń