czwartek, 26 września 2013
To koniec!
Ogłaszam, że usuwam bloga (gdy tylko zajarzę jak). Nikt nie komentuję, oprócz jednej osoby i to też rzadko. Przez to nie wiem czy ktoś tak naprawdę to czyta i mu się podoba. Wiecie jest też tak, że niektórzy czytają i się nabijają. Wstawię jeszcze ostatni rozdział, ale nie wiem kiedy. Oczywiście nie rezygnuję z pisania mej historii tylko z bloga, więc jeśli komuś naprawdę się podoba Amy i jej historia to niech da jakiś znak.
niedziela, 25 sierpnia 2013
Dwunasty rozdział
Niedługo bal
Tego dnia na lekcji eliksirów uczniowie
pracowali w parach. Za oknem panowała straszliwa burza, a przy niej ślizgoni i
krukoni musieli się skupić przy tworzeniu eliksiru skurczającego. Amy pracowała
z Malfoyem. Czuli się jak skuci kajdanami. Dziewczyna odwalała całą robotę, a
Draco tylko podawał jej składniki.
-Sok z pijawek.-
Powiedziała sucho wyciągając rękę w stronę chłopaka.
-Skoro już musimy
pracować razem to mogła byś być milsza.- Odpowiedział znudzony opierając się
ręką o ławkę.
-Dobrze.- Zaczęła
słodkim głosem i delikatnym uśmiechem na twarzy.- Jeśli zaraz nie dasz mi soku
z pijawek to wypijesz go z moją pomocą.- Dokończyła wyciągając rękę jeszcze
raz, a Draco podał jej szybko napuj.
-Dżdżownica.- Gdy
Blondyn chciał jej podać robala dziewczyna odsunęła się i kazała jemu to dodać
do wywaru.
-Śledziona szczura.
-Prosz…
-To nie jest śledziona
szczura tylko wiewiórki!- Krzyknęła.
-Jakiej wiewiórki! Co
ty ślepa jesteś.
-Ja to ty nie
odróżniasz narządów zwierzęcych.- Odpowiedziała i prychnęła.
-Ja! Weź się
przyjrzyj.- Chłopak złapał za śledzionę i rzucił nią Amy w twarz.
-Wiesz co masz rację to
szczurza śledziona, a co sądzisz o tej śledzionie?- Blondynka wrzuciła organ do
wywaru i rzuciła w ślizgona innym narządem.
-To nawet nie
śledziona! To jest nerka idiotko.
-Pan arystokrata jak
widzę jest specem od anatomii zwierzęcej.
Wkrótce po całej sali walały się flaki, wątroby,
żołądki, trzustki i inne organy. Mimo krzyków Snape’a i całej klasy, która była
w śluzie z wnętrzności i soku z pijawek, spółka Fas&Malfoy kontynuowała
swoje przedstawienie. Gdy w chaosie jeden z krukonów przebiegł obok ławki z
eliksirem niechcący ją trącił, po czym cały wywar oblał Dracona i o mały włos
wylądował by także na ślizgonce, gdyby nie Brian, który złapał ją za rękę i
przycisnął twarzą do siebie, dzięki czemu na Amy nie spoczęła ani kropla
napoju. Blondyna dopadł nieopanowany śmiech tak samo jak Pannę Fas.
-Dlaczego się śmiejesz?- Spytała Pansy, która pomagała wstać ślizgonowi.
-Dlaczego się śmiejesz?- Spytała Pansy, która pomagała wstać ślizgonowi.
-Nie mam pojęcia.-
Odpowiedział jej na chwilę powstrzymując śmiać.
-Bałwany!- Ryknął
profesor i rzucił książką o podłogę.- Pomyliliście strony. Zamiast eliksiru
skurczającego zrobiliście eliksir rozśmieszający.
-Ale dlaczego Amy też
się śmieje?- Spytał Brian i dopiero teraz puścił dziewczynę.- Przecież eliksir
nawet jej nie dotknął.
-Ja śmieje z niego.-
Odpowiedziała dusząc się i wskazując na Malfoya.
-Dałbym wam szlaban
gdyby nie te głupie próby.- Wysyczał Snape i z hukiem opuścił książkę na swoje
biurko.
Wszyscy wymienili się jakimiś uwagami. W
klasie było słychać tylko jeden wielki szept. Amy zaczęła się zastanawiać o co
chodzi- właściwie jak wszyscy. Tyle, że inni zdziwili się, że jeszcze nikt ich
o tym nie informował. Na ogół takie informacje są oznajmiane parę dni
wcześniej, ewentualnie na śniadaniu. Profesor podniósł się gwałtownie i zaczął
wszystkim tłumaczyć, że Dumbledore kazał nauczycielom przekazać informację o
dzisiejszych próbach. Dodał, że będzie je prowadzić profesor McGonagal i
zwolniła wszystkich wcześniej z lekcji, żeby Filch mógł wszystko posprzątać.
Dziewczyna wróciła z kapitanem drużyny do
salonu ślizgonów, jednak tuż przed końcem lekcji ślizgonka już czekała przed
salą w której Anieze miała historie magii. Gdy uczniowie zaczęli wychodzić z
klas, ni stąd, ni sowiąt pojawili się Fred i George. Złapali Amy pod ramiona i
ruszyli przed siebie.
-Hej Amy!- Powiedzieli
równocześnie.
-Hej wiecie…- Zaczęła,
ale chłopaki od razu jej przerwali.
-Wiesz mamy w planach zrobić extra numer Filchowi i potrzebujemy twojej pomocy.
-Wiesz mamy w planach zrobić extra numer Filchowi i potrzebujemy twojej pomocy.
W tym samym momencie złotowłosa wyszła z
sali. Ślizgonka od razu pobiegła do niej zostawiając bliźniaków i krzycząc:
-Muszę lecieć. Anieze!
-Do kiedy ona nas zostawia dla Niez?- Spytał się brata George
-I to w chwili kiedy chcemy zrobić numer Filchowi. Ona nie opuściła by takiej okazji!- Odpowiedział mu Fred.
-Do kiedy ona nas zostawia dla Niez?- Spytał się brata George
-I to w chwili kiedy chcemy zrobić numer Filchowi. Ona nie opuściła by takiej okazji!- Odpowiedział mu Fred.
Dziewczyny zaczęły iść w stronę Wielkiej
Sali, gdzie miały zacząć się próby dla ślizgonów i gryfonów. Burza nie ustała.
Grzmoty i pioruny straszyła część uczniów w Hogwarcie, między innymi Hermione
Granger, którą spotkały na schadach. Siedziała z Harrym i Ronem. Cała trójka
rozmawiała o czymś czego Amy w ogóle nie rozumiała. Blondynki podeszły do
złotej trójcy i przysiadły się do nich.
-Hej o czym
rozmawiacie?- Anieze się spytała i uśmiechnęła szeroko.
-O dzisiejszym
spotkaniu. Będziesz, prawda?- Hermiona wydawała się unikać tego tematu jak
najbardziej. Najwidoczniej spowodowała to obecność Amy.
-Czemu się tak dziwnie
zachowujesz? No oczywiste, że będę dziś w pokoju życzeń. Przyjdę z Luną i Cho.-
Odpowiedziała szeptem Niez, rozglądając się jednocześnie, czy w pobliżu nie ma
nauczycieli lub nie proszonych ślizgonów.
-Zamknij się! Przecież
Amy tu jest.- Włączył się do rozmowy Ron. Tak samo jak reszta mówił półszeptem.
-A niby dlaczego Amy
miała by o tym nie wiedzieć. Przecież jest naszą przyjaciółką. W ogóle nie wiem
czemu nie chcieliście jej o tym powiedzieć.
-Ponieważ jest
ślizgonką!- Oznajmił Harry.
-I co w związku z tym.
Przecież znasz ją. Można jej zaufać.- Anieze dalej broniła pewnie przyjaciółki.
-Ale i tak wciąż jest
ślizgonką. Nawet jeśli by nie chciała mogła by niezauważalnie nasz im wydać.-
Znów głos przejęła Hermiona.
-Dobra o co chodzi!
Przecież mi można zaufać i wy o tym dobrze wiecie. Przecież jestem uważna nie
wydam was nikomu nawet przez przypadek. Wiesz Herma nie sądziłam, że ty mi nie
będziesz ufać.- Uniosła się zielonooka.
-Po pierwsze nie mów do
mnie Herma. To dziwnie brzmi, a po drugie… Niech ci już będzie… Niez powiedz
jej.
-Więc tak.- Panna
Bonieze wzięła głęboki wdech i zaczęła wszystko opowiadać.- Kiedy byłaś w
śpiączce to Umbridge była coraz bardziej nieznośna. Nie chciała nas uczyć
prawdziwej obrony przed czrną magią. Musieliśmy wziąć sprawy w swoje ręce.
Stworzyliśmy „Gwardię Dumbledora”. Harry uczy nas tam OPCM. Wszystko odbywa się
w pokoju życzeń. Zobaczysz go dziś wieczorem na pierwszej spotkaniu. Wtedy
zobaczysz jak działa. Pójdziesz tam ze mną i dziewczynami o 19, tu na schodach.-
Powiedziała wszystko jednym ciągiem i skończyła szerokim uśmiechem.
Parę minut później dziewczyny wybrały się
na próbę, a złota trójca ruszyła później z Nevillem. Anieze złapała Amy za dłoń
i spytała się:
-Co ci się stało w
rękę?
-Co? A nic. Umbridge mnie zaciągnęła do gabinetu i…- Dziewczynie przerwało zdanie głośny śmiech gryfonki.- No kurde! Ty to we wszystkim znajdziesz podtekst.- Podniosła głos jednocześnie śmiejąc się i tupnęła nogą.- Dobra kontynuując. Kazała mi napisać ileś tam razy „Nie będę się więcej kłócić z nauczycielami”, czy coś takiego. Stwierdziłam, że nie będę pisać kłamstw, więc zaczęłam pisać „Jestem zajebista”. Poczułam jakieś łaskotanie na łapie, patrzę i mam ten napis wyryty w skórze.
-Co? A nic. Umbridge mnie zaciągnęła do gabinetu i…- Dziewczynie przerwało zdanie głośny śmiech gryfonki.- No kurde! Ty to we wszystkim znajdziesz podtekst.- Podniosła głos jednocześnie śmiejąc się i tupnęła nogą.- Dobra kontynuując. Kazała mi napisać ileś tam razy „Nie będę się więcej kłócić z nauczycielami”, czy coś takiego. Stwierdziłam, że nie będę pisać kłamstw, więc zaczęłam pisać „Jestem zajebista”. Poczułam jakieś łaskotanie na łapie, patrzę i mam ten napis wyryty w skórze.
-Ale jak to łaskotanie?
Przecież normalnie to powinno cię boleć.
-Serio? Może to
dlatego, że ja mam tak, że właściwie to nie czuje bólu.- Odpowiedziała jej i
machnęła lekceważąco ręką.
-Niby jakim cudem.-
Niez uważała, że blondynka znowu sobie z niej żartuje. Jednak tym razem mówiła
prawdę.
-No bo czuję, że coś
czuję i wiem, że to ból, ale mnie to nie boli. Rozumiesz?- Spytała tuż przed
wejściem do Wielkiej Sali.
-Ej aniołku.-
Zarechotał jakiś puchon za dziewczynami. Spojrzał na swojego kolegę, który stał
za nim, a gdy znów odwrócił głowę w stronę Amy dostał z pięścią prosto w twarz.
Chłopak padł na ziemię, a blondynka oparła prawą nogę o jego klatkę piersiową i
pochyliła się nad nim. Położyła ręce na biodrach, uśmiechnęła się szyderczo
niczym wszyscy ślizgoni i otworzyła usta:
-Anielica nie taka anielska. Co?- I weszła do Sali z przyjaciółką.
-Anielica nie taka anielska. Co?- I weszła do Sali z przyjaciółką.
W środku pomieszczenia stoły były
rozsunięte na boki. Ślizgoni i gryfoni chodzili w te i z powrotem. Jedynie stół
nauczycieli został na swoim miejscu, a przy nim stał prefekt naczelny- krukon.
Razem z nim stało trzech innych krukonów, wszyscy patrzyli jak prefekt jeździ palcem
po jakiś planach i wskazuje na różne miejsca w sali. Hermiona właśnie
konfiskowała Fredowi petardy, a Georg kłócił się z Draco.
Do wielkiej Sali weszła Minerwa McGonagall,
zamykając za sobą z wielkim hukiem, który uciszył tłum. Uczniowie na rozkaz
profesorki usiedli na swoich miejscach. Chłopcy po prawej, a dziewczęta po
lewej.
-Jak wiecie bal jest
urządzany co roku, z okazji świąt. Mimo iż w zeszłym rok też uczyliście się
kroków tanecznych, musimy je dalej ćwiczyć.- Zaczęła profesor McGonagall.-
Więc, czy jest ktoś na ochotnika?
Nikt się nie zgłosił, więc McGonagall
złapała któregoś ze ślizgonów i zaczęła z nim tańczyć.
-Dobrze, że nie wzięła
mnie.- Mrukną Ron do Harrego. Gdy profesorka skończyła poprosiła, by chłopcy
poprosili dziewczęta do tańca.
Nikt się nie ruszył ze swoich miejsc.
Słychać było tylko dość cichy głos prefekta i szepty dziewczyn. Chłopcy zaczęli
rozglądać się i udawali, że ich nie ma. Minerwa chrząknęła i patrząc na uczniów
wskazała ruchem głowy dziewczęta. Nagle wszyscy usłyszeli jak ktoś wstaje.
Szepty ucichły, a oczy wszystkich były skierowane na stojącą z kamienną miną
Amy. Blondynka zrobiła trzy kroki do przodu, obróciła się w lewo, minęła
Hermionę, pochyliła się nad Anieze z opuszczoną głową i wyciągnęła rękę, a drugą
elegancko trzymała zgiętą przy plecach.
-Milej di, czy nie
zechciałabyś ze mną zatańczyć?- Spytała wciąż kłaniając się jej bez ruchy. Nikt
nie spuszczał z niej wzroku, a Fred i George zastanawiali się czy nie zabrać
jej do skrzydła szpitalnego. Zresztą Brian sądził, że to jakiś późny uraz po
jej upadku, który dopiero teraz się ukazał.
-Ach milordzie.-
Odpowiedziała gryfonka. Powachlowała się dłonią i podała rękę przyjaciółce.
Obie wyszły na środek sali, a wszyscy
zgromadzeni zaczęli śmiać się w głębi duszy. Nauczycielka postanowiła, że na
razie nie będzie interweniować. Przecież przez jeden taniec nie zniszczą całego
Hogwartu.
Dziewczyny zaczęła tańczyć. O ile można to
było nazwać tańcem. Powtarzały kroki profesor McGonagall, niezdarnie, ale jednak.
Co chwila patrzyły na swoje stopy i sprawdzały czy aby na pewno jeszcze je
mają.
-Co my robimy…-
Powiedziała Anieze powstrzymując śmiech.
-Chyba tańczymy, ale
nie jestem pewna.- Ślizgonka odpowiedziała jej także śmiejąc się.
Panna Bonazzi potknęła się i upadła na
ziemię, przewracając przy okazji Amy. Wszyscy wybuchli nieopanowanym śmiechem. Przyjaciółki
śmiały się i tarzały po podłodze. Słychać ich było w całym Hogwarcie.
McGonagall nie miała sił by coś zrobić. Załamała się całkowicie. Usiadła obok
prefekta i obserwowała co się dzieje.
Podczas gdy cała sala się śmiała Theodore
wstał i podszedł do dziewczyn. Kucnął obok gryfonki, wyciągnął rękę i
powiedział:
-Tańczysz beznadziejnie. Będę cię musiał tego nauczyć.- Pomógł wstać Anieze, lecz nie mógł pomóc jej stać stabilnie, ponieważ ona wciąż się śmiała. Stawiał powoli kroki, a ona podążała za jego stopami. Panna Fas wciąż się śmiała na podłodze i próbowała wstać. Para przyśpieszyła. Wszyscy im się przyglądali. Szło im wspaniale, lecz Niez znów się potknęła i przewróciła się na Theodora.
-Tańczysz beznadziejnie. Będę cię musiał tego nauczyć.- Pomógł wstać Anieze, lecz nie mógł pomóc jej stać stabilnie, ponieważ ona wciąż się śmiała. Stawiał powoli kroki, a ona podążała za jego stopami. Panna Fas wciąż się śmiała na podłodze i próbowała wstać. Para przyśpieszyła. Wszyscy im się przyglądali. Szło im wspaniale, lecz Niez znów się potknęła i przewróciła się na Theodora.
-Oj chyba będziemy
musieli długo trenować.- Powiedział po czym pocałował swoją dziewczynę w nos.
Gdy McGonagall odzyskała siłę psychiczną,
pozwoliła wszystkim się rozejść. Wszyscy już wychodzili, ale Anieze zatrzymała
zielonooką łapiąc ją pod ramię.
-Wiesz mam dla ciebie
mały zakładzik.- Oznajmiła chytrym głosem.
-Dajesz.
-Znasz prefekta
naczelnego? Oczywiście, że nie. Wiem z kim się zadajesz. Więc nasz zakład
polega na tym, że masz dwa miesiące na poderwanie go. Stoi?- Wypowiedziała
warunki umowy w mgnieniu oka. Jej głos nie brzmiał jak głos słodkiej wariatki
Anieze. Bardziej przypominał wrednego spryciarza Draco.
-Nie.- Odpowiedziała
stanowczo.- Nie wolno się tak bawić uczuciami chłopaków. Ani nikogo innego.
-Oj weź. To tylko mały
zakładzik. Jakby co ze wszystkiego cie wyciągnę. To jak?
-No nie wiem. To może
go zranić.- Powiedziała już niepewnie i spojrzała na niego.
-Powiedziałam „Ze
wszystkiego cię wyciągnę”. Nawet jak złamiesz mu serce.
-Serce…
-No nie pękaj. Nie
zachowuj się jak Draco. On też nie chciał się ze mną założyć, że poderwie taką
jedną.
-Draco?! Nie będę
gorsza od tego arystokraty! Stoi.- Zgodziła się nie myśląc i podały sobie ręce.
Ślizgonka
szła już w stronę stołu przy, którym pracowali krukoni. Szturchnęła w ramię
prefekta o kruczo czarnych włosach, a przyszła pani Not wszystko obserwowała ze
środka sali.
-Buuu!!!- Dziewczyna
nagle ktoś złapał za ramiona i krzykną jej do ucha. Odwróciła się i ujrzała Theodora.
On ją uścisnął.
-Jesteś okropna.
-A ty nie będziesz miał
dziewczyny jak dalej tak będzie.- Zaśmiała się gryfona.
-Dobra, dobra…
Przestaje, ale naprawdę założyć się z przyjaciółką o uczucia innej osoby. To
nie jest okey.
-A od kiedy to jest z
ciebie taki grzeczny chłopczyk.- Powiedziała i oparła ręce na jego ramionach.-
Nie mów, że stałeś się grzecznym gryfonem. Gdzie ten ostry ślizgon.- I zaczęła
go całować, co prawdzie mówiąc jemu nie przeszkadzało.
-Hej- Przywitała się Amy. Krukon się odwrócił
i ukazała się blondynce dziewczęca twarz i błękitne oczy. Wysoki chłopak okazał
się wysoką dziewczyną z krótkimi włosami.
-Ty jesteś dziewczyną.- Wydukała i zrobiła duże oczy.
-Ty jesteś dziewczyną.- Wydukała i zrobiła duże oczy.
Hej, hej, hej... Mój wielki powrót, może nie wielki, ale powrót! Mam nadzieje, że wam się spodobał nowy rozdział. Komentujcie, komentujcie chcę poznać waszą opinię ;D
sobota, 13 lipca 2013
Trochę oficjalnie o_O
Niniejszym teraz i uroczyście zawieszam bloga. Ze względu na mój długi wyjazd (tak miesiąc) nie będę mogła, ani wstawiać, ani pisać nowych rozdziałów. Trochę oficjalnie, ale cóż- tak wyszła ;D Życzę wszystkim udanych wakacji ;)
sobota, 22 czerwca 2013
Jedenasty rozdział
„Olać to!!!”
W salonie gryfonów siedziała cała paczka. Fred, George,
Harry, Ron, Hermiona i Amy. Brakowało
tylko Anieze, która niewiadomo co robiła w swoim pokoju. Mimo iż bliźniaki
opierali się faktowi, że są zmęczeni( zwłaszcza po tej bijatyce z blondynką gdy
tylko przyszła), Amy cięgle się z nimi kłuciła.
-George jesteś zmęczony
i ty Fred też, nie próbujcie zaprzeczać.- Amy spojrzała na nich spod łba i
uśmiechnęła się uroczo.
-Nie! Ile razy mamy ci
to powtarzać.- Chłopcy zaczęli się unosić, a „złota trójca” się im przyglądała.
-Dobra jak sobie
chcecie…- Odpowiedziała i jednym zwinnym ruchem przykryła ich obu kocem i od
niechcenia zaczęła śpiewać cichym i kojącym głosem.
-Śpij i zamknij oczy
śnij… Śnij… Śnij… Śnij… Śpij i zamknij oczy śnij… Śnij… Śnij… Śnij… A ja będę
tym aniołem, twą radością, smutkiem, żalem… Będę gwiazdą na twym niebie, będę
zawsze obok ciebie… Jak wytłumaczyć tobie mam, że jesteś wszystkim tym co mam…
Tym co jest dobre i co złe. Uwierz tak bardzo kocham cię…- Nim blondynka się
obejrzała wszyscy obecni w Sali zasnęli. Jedynie Fred mruknął coś typu „jesteś
aniołeeeeem”. Amy przykryła resztę kocami i zaczęła kierować się do wyjścia.
Gdy przechodziła obok schodów zauważyła Anieze, która spała rozwalona na
schodach, a obok niej leżało pudełko pełne jakiś bibelotów. Prawdopodobnie
złotowłosa też usłyszała kołysankę i padła schodząc do pokoju wspólnego.
Wracając dziewczyna napotkała po drodze
profesor Umbridge. Amy jedynie jej pomachała z szyderczym uśmieszkiem.
-Panno Fas, proszę do
mnie!- Ryknęła i obie odwróciły się do siebie. Blondynka przewróciła oczami i
skrzyżowała ręce.
-Słucham…-
Wypowiedziała lekceważąco i oparła się o zimną ścianę.
-Nie przyszłaś do
mojego gabinetu dwa razy z rzędu. To jest obu…
-Proszę się wyczilować
pani psor… Nie samą pracą człowiek żyje.- Rzuciła arogancko przeciągając
końcówki wyrazów.
- -5 punktów dla
slytherinu. Za arogancję i nie wykonywanie poleceń!- Twarz Dolores Umbridge stała
się czerwieńsza od jej rubinowej broszki przypiętej do różowego szala. Landryna chciała już odejść
gdy ślizgonka wykrzyczała na cały korytarz:
- -10, za
niewyobrażalny brak luzu i beznadziejne ubranie!
-Co proszę?
- -10, za brak luzu i
beznadziejne ubranie. Kobieto mogła byś choć raz ubrać coś co nie jest różowe.-
Korytarze były od dawna puste, a ich kłótnia stawała się coraz bardziej
„ostra”.
- -15, za obrażanie
nauczyciela.
- -20, ja mogę tak całą
noc, a pani widocznie już pada.- Amy mrugnęła do profesorki. Obie kłóciły się
tak jeszcze pół godziny, aż w końcu Umbridge zaprowadziła ślizgonkę do jej
dormitorium.
Następnego ranka przy śniadaniu Dumbledore
ogłosił, że slitherin dostaje -65 punktów. Różowa kula wełny zabrała dziewczynę
tuż po śniadaniu prosto do swojego gabinetu.
-Proszę napisz na
pergaminie zdanie „zawsze będę wykonywała polecenia nauczycieli”.- Oznajmiła i
podała zielonookiej pióro. Ona ze znudzeniem położyła twarz na ławce i nie
patrząc zaczęła pisać. Po paru minutach poczuła łaskotanie na ręce i zaczęła
się śmiać.
-Z czego się tak
śmiejesz.- Zapytała gwałtownie zdziwiona profesorka.
-Dłoń mnie łaskocze.-
Odpowiedziała jej dziewczyna podnosząc głowę i dusząc się ze śmiechu.
-Pokaż.- Umbridge
złapała ją za rękę i ujrzała napis „Jestem zajebista!!!”- Co to ma być!
-Hę- Ziewnęła i
spojrzała na dłoń.- Prawda.- Odrzekła po chwili i wyszła bez czekania na
odpowiedź profesorki, której buchała para z uszu.
Po zajęciach Panna Fas szła w stronę
stadionu do Quidditcha. Każdy kogo mijała witał się z nią słowami „hej aniele”.
Dziewczynę to dziwiło. Nie wiedziała o co chodzi do póki nie zauważyła dwójki
Weasleyów stojących przed wejściem do korytarza i śmiejących się.
-Hej aniołku.- Odrzekł
Fred gdy ślizgonka się do nich zbliżyła.
-To wy wymyśliliście
tego „aniołem”!- Krzyknęła uderzając rudzielca w ramie.
-Tak. Nie mów, że cię
to denerwuje…- Odezwał się George i uśmiechną szyderczo.
-Nie no skąd. Przecież
tylko ¼ Hogwartu mnie tak nazywa. Wystarczy to olać.- Amy odgarnęła kosmyk
włosów z twarzy i znów ruszyła na trening Quidditcha.
Podczas
treningu drużynie ślizgonów szły świetnie przygotowania do zbliżającego się
meczu z gryfonami. Co chwila chłopcy naśmiewali się z Amy, ale jednak całkiem
nieźle się zgrali. Dziewczyna leciała na miotle prosto w stronę bramek z piłką
w ręku. Wiatr świszczał jej w uszach, a włosy powiewały. Obrońca zdawał się być
gotowy na każdy jej ruch. Był gotowy na wszystko. Patrzył jej prosto w oczy, z
niebywałą pewnością. Ślizgonka stanęła na miotle. Zgięła kolana gotowa do skoku…
-Tylko nam nie odleć aniołku.- Krzyknął złośliwie Matt. Amy odwróciła głowę ich stronę i zawarczała, wyszczerzając kły. Wtedy straciła równowagę i spadła z miotły. Po upadku na twardy piach Brian od razu do niej zleciał. Dziewczyna leżała bez ruchy. Wyglądała jakby nie oddychała.
-Tylko nam nie odleć aniołku.- Krzyknął złośliwie Matt. Amy odwróciła głowę ich stronę i zawarczała, wyszczerzając kły. Wtedy straciła równowagę i spadła z miotły. Po upadku na twardy piach Brian od razu do niej zleciał. Dziewczyna leżała bez ruchy. Wyglądała jakby nie oddychała.
-Amy! Amy coś ci się
stało?!- Powiedział zdenerwowany łapiąc ją za ramiona. Wtedy Panna Fas zaczęła
się śmiać. Podparła się na rękach i usiadła.
-No co ty.- Mówiła
śmiejąc się jednocześnie.- To było zabawne. Mam chyba twarde kości. Hahaha.
-Ale jak to?- Chłopak
był całkowicie skołowany.- Nic cię nie boli. Dziewczyno czy ty w ogóle jesteś
normalna. Po bójce z Draco wpadłaś w śpiączkę, a po takim upadku śmiejesz się!
-Tak.- Odpowiedziała i
uśmiechnęła się.
Wieczorem kiedy Malfoy siedział rozłożony
na kanapie w pustym salonie ślizgonów, nagle ze swojego dormitorium wyszła
rozwścieczona Panna Fas ściskająca w ręku poduszkę. Bez zahamowania weszła do
dormitorium Theodora. Po chwili czarnowłosy wyskoczył ze swojego pokoju jak
oparzony i krzycząc wybiegł na korytarz. Amy wyszła tuż po nim i podeszła do
Dracona.
-Spadaj stąd. Jestem
zmęczona.- Rzuciła ziewając i położyła rękę na biodrze.
-Czemu nie położysz się
w swoim łóżku?- Spytał lekceważąco blondyn.
-Ponieważ Theodor ułożył
spać węże w moim łóżku.
-A dlaczego on tak
wyskoczył z sypialni?
-Dlatego, że wsadziłam
mu dziesięć węży pod koszulkę, a jeśli ty zaraz nie zejdziesz z kanapy będziesz
miał nie jednego węża w spodniach, lecz 16!- Krzyknęła, a chłopak szybko zwiał
do swojego dormitorium. Dziewczyna położyła się wygodnie na kanapie, po czym
myśląc o swojej porażce podczas treningu zasnęła.
Siemanko... Wiem długo nie było nic nowego, ale w końcu znalazłam czas na napisanie tego rozdziału (I Anieze mnie przyciskała czwartku). Mam nadzieje, że wam się spodoba. A i mam pytanie... Ktoś z was lubi "Pora na przygodę"? Bo ja tak i to bardzo. Oprócz tego polecam stronkę moich znajomych ------> https://www.facebook.com/PoraNaPrzygodeCosWiecejNizZwyklaBajka <------- Sama ją obserwuje i mi się podoba. Na prawdę ją polecam ;D
P.S. Dopiero zaczynają.
poniedziałek, 27 maja 2013
Powiadomienie dla czytelników...
Wybaczcie, że nie ciągle nie ma nowych rozdziałów, ale jakoś nie mam czasu na pisanie. Wiem, że niedawno pisałam, że postaram się to napisać w weekendy, ale na prawdę z czasem u mnie krucho. Wiecie wczoraj miałam pogrzeb i musiałam wyjechać na cały weekend do Nowych Skalmierzyc. Oprócz tego muszę się poprawiać z paru przedmiotów. :( Miałam mały problem z nauką podczas roku szkolnego przez przeprowadzkę do Wawy ;'C i teraz muszę to nadrobić w parę dni. Więc jeszcze raz was przepraszam za to i od razu mówię, że nie wiem kiedy będzie następny rozdział.
wtorek, 7 maja 2013
Zdjęcie
Nudziło mi się, a jeszcze nie skończyłam nowego rozdziału, więc postanowiłam wam wstawić to zdjęcie. Pewnie nie raz je widzieliście, ale co tam ;D
niedziela, 5 maja 2013
Jedenasty rozdział i URODZINKI ANIEZE!!!
Wreszcie wolna!!!
Po tych trzech dniach awantur, bójek i
agresji, w końcu wypuścili pannę Fas i pana Malfoya. Wszyscy dobrze pamiętają
te dni. Jak to w nocy było słychać ich krzyki w całym Hogwarcie. Jak Umbridge
przyszła ich uspokoić, gdy się siłowali na środku korytarza, tuż przed
Skrzydłem Szpitalnym. Nie było przerw między kłótniami, a bijatyką. Czasem było
słychać jak jedno przyznaje drugiemu racje, ale chwile później była wywoływana bójka
, którą próbował powstrzymać Snape.
Nie ma to jak kręcenie się bezmyślnie po
schodach. Co chwila zmieniały kierunek, zamykając Lunę i Amy w klatce.
-No proszę cię. Zaraz
spóźnimy się na lekcje, a teraz mamy obrone przed czarną magią.- Wydyszała
wściekła ślizgonka.
-Jak się spóźnimy to
mamy przechlapane. Umbridge jest bezlitosna. Niby taka miła, różowa nauczycielka,
ale jak cię dorwie to koniec. Nie wiesz co zrobiła Harremu.- Odpowiedziała
przestraszona Luna biegnąc w te i we wte, próbując odnaleźć wyjście z tej
pułapki.
-Co mu niby zrobiła?-
Spytała.- To mój przyjaciel. Nie pozwolę tknąć moich przyjaciół nikomu! Jak ją
tylko dorwę…- Blondynka tak się zdenerwowała, że złapała przyjaciółkę za rękę i
przeskoczyła przez barierkę schodów. Wylądowały bezpiecznie na podłodze, mimo
to panna Lovegood była wystraszona.
-Co to miało być?!-
Krzyknęła gdy się zorientowała, że jeszcze żyją.
-Pod wpływem złości
jestem zdolna do wszystkiego.
Wszyscy siedzieli już w sali. Krzyki
rozmów, które opętały klasie były całkiem odmienne od krzyków kłótni w skrzydle
szpitalnym. Amy bardzo ucieszył fakt, że już nie musi codziennie oglądać
Dracona, tak samo ucieszył się ślizgon i pani Pomfrey. Do pomieszczenia weszła
ubrana cała na różowo profesor Umbridge. Zaczęła mówić jednak Amy jej nie
słuchała. Usiadła wygodnie z pergaminem na twarzy i w około słyszała tylko
jakieś brzęczenie. O mało nie spadła z krzesła gdy Harry i „różowa landryna”
zaczęli się sprzeczać o to, że Voldemort naprawdę powrócił.
-Profesor Umbridge…
Skąd pani niby wie, że Voldemort nie powrócił.- Zaczęła mówić spokojnie Amy i
weszła na ławkę,- Czy widziała pani Voldka? Nie? To skąd pani wie, że on nie
wrócił. Harry go widział i ja mu wierze. To, że pani uwarza inaczej nie znaczy,
że tak jest!- Krzyknęła. Klasa siedziała cicho zdziwiona przestawieniem, które
odstawiała blondynka.
-Panno Fas myli się
pani. Jeszcze jedno słowo… i… i…- Powiedziała lecz nie dokończyła ponieważ Amy
jej przerwała.
-Vlodemort powrócił! Ja
wierze Harremu! Tak! Ktoś się pani sprzeciwił! I co pani na to!.- Dziewczyna
zaczęła krzyczeć jednak Ron podniósł ją i próbował uspokoić.- Sprzeciwiłam się
pani! I co ty na to! On powrócił! Powrócił rozumiesz!
-DOSYĆ!!!- Krzyknęła profesor Umbridge, a Amy się
uciszyła i uśmiechnęła złośliwie.- Po zajęciach masz przyjść do mojego
gabinetu.- Oznajmiła, a twarz miała tak różową jak jej strój.
-Proszę się wyczilować.
Jest pani czerwona jak pomidor.- Odpowiedziała ślizgonka i położyła nogi na
ławce. Umbridge podeszła do niej, zepchnęła jej nogi na ziemie, spojrzała
wściekle i powtórzyła:
-Po lekcjach w moim
gabinecie.
Wraz ze stopniałym śniegiem wróciło słońce,
a w jego promieniach ogrzewała się Anieze. Siedział na trawie i łapała blask,
który padał na dziedziniec. Gdy zauważyła Freda i Georga za wielkim łukowatym
oknem korytarza, zerwała się na równe nogi i do nich pobiegła.
-Hej!- Krzyknęła w ich
stronę.- Weźcie, Amy zaczęła się wykłócać z Umbridge na lekcji.
-I co? Harry na prawie
każdej lekcji się z nią wykłóca.- Odpowiedział jej Fred.
-Tak, ale Amy nie dość,
że się z nią kłóciła i to na temat Sami- Wiecie- Kogo. Najpierw prawie usypiała
z zeszytem na twarzy. Później zaczęła się spokojnie wykłócać, aż w końcu
wskoczyła na ławkę i zaczęła się wydzierać na całą klasę. Ron musiał ją ściągać
i uspokajać. Dostał po mordzie, ale ją uspokoił. Amy w końcu olała sytuacje i
rozłożyła nogi na ławce, po czym Umbridge kazała jej przyjść po lekcjach do jej
gabinetu.- Dziewczyna opowiedziała chłopakom całą historie, a oni wybuchli nie
opanowanym śmiechem.- Wszyscy podejrzewają, że zrobi jej to co Harremu. No
wiecie ten napis na ręce.
-Ej Fred mieliśmy jej
przekazać, że ma przyjść do Dumbledora.- Oznajmił George.
-Lecimy Eze.- Krzyknął
Fred i obaj pobiegli szukać Amy.
-Eze?- Powtórzyła blondynka.
Tuż przed wejściem do Wielkiej Sali Draco
i Amy zaczęli swoją specyficzną kłótnię. Jak zwykle chłopakowi towarzyszył
Zabini i Theodor.
-Ej Fas…- Zaczął
wścibsko Malfoy.-… Nie dziwie się, że nie chcieli cie w niebie, ale nie musieli
cię wyrzucać. Chyba nieszczęśliwie walnęłaś twarzą o beton.
-Też się nie dziwie, że
mnie tam nie chcieli. W końcu wyrzucili mnie, aż do piekła Malfoy.- Syknęła
pewnie blondyna.
-A no tak. Pamiętam jak
się męczyłaś, żeby stamtąd wyjść. Mogłaś tam zostać i nie straszyć nas tymi
szkaradnymi włosami.
-Z tego co pamiętam to
na nie zwróciłeś uwagę w księgarni. Jak mnie wtedy określiłeś…- Nagle wszyscy
zwrócili głowy w ich stronę.- Blond di…- Nagle przerwali jej bliźniacy.
-Amy Dumbledor kazał ci
przyjść do niego.- Powiedzieli równocześnie i chcieli zabrać dziewczynę, ale
Draco złapał ją za ramie i zaciągnął blondynkę w głąb korytarza, jak najdalej
od Weasley’ ów.
-Amy nie powinnaś zadawać się z gryfonami.
-Ał… Draco… Aaa… nie
szarp mnie tak.- Amy zaczęła krzyczeć lecz nie szarpała się i posłusznie szła
za ślizgonem.- W ogóle co ci do tego z kim się zadaje. Nie jesteś moją matką!
Choć macie coś wspólnego.
-Co to miało znaczyć?-
Spytał Malfoy ciągle szarpiąc dziewczynę.
-No oboje mnie nie
cierpicie i nie chcecie mieć ze mną nic wspólnego.
-Nonsens.- Odpowiedział.
-Czyli, że mnie
lubisz?- Spytała wścibsko Amy.
-Chyba śnisz! Mówię o
twojej matce.
-Chyba ty śnisz, bo
moja matka mnie oddała babci.- Teraz chłopak już wręcz ciągnął po ziemi.-
Puścisz mnie już?!- Chłopak ją szarpnął do siebie, spojrzał gniewnie i pchnął
na ziemie, po czym szybkim tempem odszedł.
Jego spojrzenie znów utkwiło dziewczynie w
pamięci. Nie rozumiała jego zachowania. Jednej nosy patrzył na nią i bliźniaków
z utęsknieniem, później zaczyna ją szarpać i odciągać od nich jak najdalej, a
teraz znów patrzy jej prosto w oczy. Tym razem ze wściekłością. Amy wolała nie
szukać odpowiedzi na pytanie, które prawdopodobnie jej nie ma. Czyli, co siedzi
w głowie tego chłopaka i o co mu znowu chodzi? Wolała zadać sobie pytanie,
gdzie ma teraz iść? Do różowej landryny, czy do dyrektora? W końcu Dumblegor
nie będzie zły jak teraz do niego nie przyjdzie, a Umbridge szlak trafi po tej
dzisiejszej lekcji.
-Już wiem!- Krzyknęła,
a echo rozniosło się po pustym korytarzu.- Idę do Dumbledora.
W gabinecie, do którego Amy dostała się
dzięki pomocy profesor McGonagal, dyrektor trzymał klatkę z Faweksem.
-Dziękuje Amy, że
przyszłaś do mnie tak szybko.- Białowłosy uśmiechną się do dziewczyny i
podszedł do niej ptakiem.-Chciałbym żebyś zaopiekowała się Faweksem.
-Jasne nie ma sprawy!-
Odpowiedział entuzjastycznie i chwyciła klatkę.- A on mnie może poparzyć?
-Nie, nie. Nie bój się wszystkiego
sama się dowiesz. A teraz wracaj do przyjaciół.
Dziewczyna szybko wybiegła z uśmiechem na
twarzy. Pobiegła odstawić ptaka do swojego pokoju. Przebiegła z powrotem przez
salon ślizgonów jak burza, po drodze przewróciła Matta, z hukiem przeskoczyła
kanapę i zniknęła za drzwiami.
-A jej co znowu?- Spytał
czarnowłosy wstając z ziemi.
-Pewnie leci do gryfonów.-
Odpowiedzieli chórem wszyscy obrcni.
Może to nie jest mój najlepszy rozdział, ale jest. Normalnie zaczęła bym dalej ćwiczyć rysowanie, ale z okazji urodzin Anieze postanowiłam dokończyć go na szybko i wstawić jeszcze dziś. Więc WSZYSTKIEGO NAJ NASZA GRYFONKO!!!
czwartek, 2 maja 2013
Akcja "wstążka"
Mam do was pytanie. Pewnie słyszeliście o akcji "wstążka". Na FB ostatnio widziałam, że to ma być ciemny pomarańcz, ale przed chwilą był też stary post o złotej wstążce. W komentarzach ludzie pisze, że ma to był łososiowa i koniec, ale ona jest już zajęta. Może ktoś wie coś o tym więcej? Ja już nie mam pojęci jaki to ma być kolor, więc pytam się was. Piszcie w komentarzach ;D
czwartek, 25 kwietnia 2013
Dziesiąty rozdział- z dedykacją na dole ;)
Odwiedziny
Anieze… Ach ta Anieze… Amy ledwo co się
obudziła, a ona już wskoczyła jak oparzona do skrzydła szpitalnego, nie
zważając na nikogo dookoła. Jej wzrok utkwił w łóżku na którym leżała
przyjaciółka. Amy na się nie zdziwiła. Jej wystarczyło pół miesiąca, w którym
nie leżała w szpitalu, by dobrze ją poznać. Anieze przebiegła jak tornado przez
pomieszczenie i błyskawicznie usiadła obok blondynki. Ona jednak nawet nie
podniosła głowy znad książki i powitała przyjaciółkę.
-Jak się czujesz? Pamiętasz mnie? Nie masz
przypadkiem amnezji? Czemu się nie odzywasz? A może nie żyjesz i tak naprawdę
podmienili cię jakimś robotem czy czymś tam?!- Anieze od razu obrzuciła
dziewczynę pytaniami i zaczęła trząść jej ręką nerwowo.
-SPOKÓJ!!!- Krzyknęła
ślizgonka.- Spokój, spokój, spokój… Dobrze, tak, nie, bo mi nie pozwoliłaś,
żyję i nie jestem robotem.- Odpowiedziała hurtem i uspokoiła Anieze.
Do pomieszczenia wszedł z wielkim hukiem
czarnowłosy, przystojny ślizgon. Nie umknęło to uwadze Anieze, ponieważ ten
chłopak, który szedł w olśniewającym blasku księżyca dobiegającym z okna,
wielbił tylko ją. Theodor Nott. Ten niezwykły ślizgon nie cierpiący drobnej
Amy, pokochał jej najlepszą przyjaciółkę- gryfonkę. Jego czystość krwi nie
interesowała. Kochał ją i nic tego nie potrafiło zmienić.
Czarnowłosy szedł dostojnie w kierunku
swego przyjaciela- Draco Malfoya. Oczywiście on też od razu zauważył swoją
dziewczynę. Uśmiechnął się do niej uroczo lecz na chwile i usiadł obok
blondyna.
-Co tak długo.- Syknął
ostro Malfoy.
-Bo nie szybciej.-
Odpowiedział żartobliwie czarnooki.
-Dobrze, dobrze,
dobrze… To co nowego w Hogwarcie? Tak w ogóle to jak tam Quidditch? Chyba
radzicie sobie be zemnie.
-Bez ciebie tak. Bez
niej też, ale bez was obojga nie.- Odpowiedział wiedząc, że Draco zaraz
wybuchnie.
-COOOOOOOOOOOOOOOO!!!-
Głos Malfoya wstrząsnął całą salą, ale po sekundzie się uciszył ponieważ dostał
poduszką w twarz.
-Zamknij się blondas.-
Amy syknęła ze złośliwym uśmieszkiem i zaczęła dalej rozmawiać z Anieze.
-
Anieze wyszła równocześnie z Theodorem,
pod jego ramieniem. Ślizgoni nie mógł odwrócić wzroku od pięknych oczu
dziewczyny. Ona pod jego ramieniem czuła się taka bezpieczna. Szli cicho przez
ciemny korytarz, jednak tą ciszę musiał przełamać ślizgon. Zaczął szeptać jej
do ucha.
-Theodor.- Powiedziała
i odepchnęła chłopaka na ścianę. Ona złapał ją w talii i przewiesił sobie przez
ramię.
-Nie wiem czy
pamiętasz, ale spadł już śnieg.- Odpowiedział z szyderczym uśmiechem na twarzy.
-Puść mnie! To był
rozkaz.- Anieze zaczęła uderzać pięściami w plecy swojego ukochanego.
-Okej.- Uśmiechnął się
i wyszedł na mróz przez najbliższe okno. Rzucił blondynkę w zaspę śniegu, a ona
pociągnęła go za rękę i upadł obok niej.
Draco i Amy siedzieli w ciemnym pokoju.
Wpatrywali się w siebie ze wściekłością. Ich jadowite oczy błyszczały, niczym
dwie pary jasnych płomyków. Nie chcieli spuścić z siebie wzroku. Tego gniewnego
i pełnego nienawiści wzroku.
-Przestań się na mnie
patrzeć.- Syknął blondyn.
-Nie przestanę do póki
ty nie przestaniesz.- Odpowiedziała złowrogo.
-To idź spać!
-Nie pójdę. Nigdy nie
wiadomo co ci strzeli do głowy. Ty idź pierwszy.
-Hahaha. Chciała byś.
Pewnie gdy zasnę obetniesz mi włosy czy coś.- Nagle jednocześnie ucichli. Nawet
nie poczuli zmęczenia. W ich głowach roiły się kłęby najczarniejsze myśli.
Tuż po śniadaniu panna Weasley przyszła
odwiedzić Amy. Zastała ją wpatrującą się w Draco. Ona tak samo nie spuszczał z
niej wzroku. Do o koła na podłodze leżały poduszki. Ginny szybko ominęła
poduszki. Wzięła dwie i podała je Amy. Rudowłosa szybko się zorientowała, że w
nocy musiała wybuchnąć bitwa na poduszki. Oczywiście to nie była taka zwykła
bitwa po przyjacielsku. Parę poduszek było rozszarpanych. We włosach blondynki
było pełno piór z poduszek i miała niewiarygodnie roztrzepane włosy. Malfoy był
niewiarygodnie wściekły. Jego włosy też wyglądały jak szopa z piórami, ale w
znacznie mniejszym stopniu.
-Hej Amy. Jak się czujesz?- Spytała
rozpromieniona Ginny.
-Każdego dnia czuje się
lepiej. Mam ochotę wyskoczyć z łóżka i zanurzyć się w śniegu.- Odpowiedziała
tak samo radosna Fas.
-Za chwilę musze iść na
lekcje, ale przyniosłam ci coś.- Panna Weasley sięgnęła do torebki i po kolei
zaczęła wyjmować listy oraz jakieś paczki.- Mam dla ciebie notatki z lekcji na,
których cię nie było. Są też zapisane prace domowe. Heormiona mnie prosiła,
żebym ci przekazała, ona przyjdzie później z Harrym i Ronem. Jest też list od
Freda i Georga.- Amy sięgnęła po kopertę na, której było nabazgrolone „W &
W”. Dziewczyna od razu się zorientowała, że to od bliźniaków.- Lepiej go nie
otwieraj, a przynajmniej bez nich.- Dodała ruda, a blondynka odłożyła kopertę.-
Oprócz tego przyniosłam ci parę smakołyków ze śniadania.- Dziewczyna zaczęła
wymieniać i po kolei wskazywać na poszczególne paczki.
Kiedy Ginny wyszła blondynka położyła się
spać. Była padnięta po całej nocy bójki na odległość z Malfoyem. Już ją nie
interesowało czy coś jej zrobi czy nie. Wolała iść spać niż wpatrywać się w
swojego wroga.
Ciekawe, że po jednaj bójce oboje wpadli w
śpiączkę. Choć właściwie nie. Najpierw Draco zorganizował męczący trening,
który nie był trudny dla Amy. Później bili się jakieś sześć i pół godzin.
Wszyscy się dziwili, że aż tak długo mogą się bić. Jednak wzajemna nienawiść
tylko ich nakręcała. Tej dwójki nie można zostawić samej na pięć minut.
Właściwie to na pięć sekund.
Ron, Harry i Hermiona odwiedzili pannę
Fas. Zastali ją śpiącą i z jakimiś rysunkami na twarzy. Gdy Ron próbował ją
obudzić, dostał od niej z pięści w twarz. Nie dość, że pawie mu złamała szczękę
to jeszcze zaczęła na niego krzyczeć. Hermiona jednym machnięciem różdżki zmyła
z twarzy dziewczyny bazgroły, które okazały się „arcydziełem” Pansy Parkinson.
Amy dowiedziała się od Harrego, o swoim
byłym wstrząsie mózgu, złamanej nodze, która jest już prawie w pełni zdrowa i
rozszarpanym ramieniu. Gdy Harry chciał dokładniej opowiedzieć o jej wypadku,
Hermiona mu przerwała i zaczęła wypytywać o to czy Ginny doniosła jej wszystko.
Pytała jak wytrzymała z Draco i co drugie słowo pytała się czy aby na pewno
dobrze się czuje. Granger zawalała ją stertą pytań, a gdy chłopcy próbowali jej
przerwać od razu lądowali na podłodze.
Wieczorem Fred i George w końcu przyszli
odwiedzić Amy. Gdy dziewczyna zobaczyła jak bliźniaki wbiegają wyskoczyła z pod
pościeli i usiadła na brzegu łóżka. George szybko do niej podbiegł złapał ją w
pasie i usadowił ją na swym ramieniu.
-Panie Weasley! Panie
Weasley!- Pani Pomfrey szybo przybiegła gdy tylko usłyszała ich krzyki.- Proszę
ją postawić. Powinna jeszcze odpoczywać.- Kobieta zaczęła się denerwować i
biegać wokół nich.
-Dobrze pani P.-
Powiedział wciąż rozbawiony rudzielec i odstawił dziewczynę przy łóżku. Amy o
mało się nie przewrócił, ale Fred prędko ją złapał i ułożył na łóżku.
-Teodor… Ach przyjacielu… Ona mnie tak
denerwuje, że nie wiem czy wytrzymam z nią… Eee… Właściwie ile mam tu jeszcze
siedzieć?- Draco spytał patrząc na swojego przyjaciela.
-Trzy dni.- Odpowiedział mu wyglądając przez okno.
-Trzy dni.- Odpowiedział mu wyglądając przez okno.
-Trzy dni? Trzy dni! Mam
tu siedzieć trzy dni z tą maszkarą naprzeciwko.- Oznajmił gniewnie patrząc na
śmiejącą się Fas, która rozmawiała z Weasleyamy.
-Yhy…- Wymruczał
czarnowłosy.
-Czy ty mnie w ogóle
słuchasz?
-Mhm…- Znów wymruczał
nie spuszczając wzroku z okna.
-THEODORE!!!
-Co?- Chłopak nagle się
otrząsnął i znów myślami był w środku, a nie gdzieś na dziedzińcu.
-Nic. Absolutnie nic.-
Powiedział trochę oburzony blondyn.
-To po co się na mnie
drzesz? Dobra ja już musze iść.- Ślizgon wyszedł w dość szybkim tempie
zatrzaskując za sobą drzwi.
Malfoy został sam i wpatrywał się z
nienawiścią w gryfonów i tą niedoszłą ślizgonkę. Postanowił sprawdzić co tak
interesowało jego przyjaciela i wyjrzał przez okno. Zamiast opadających płatków
śniegu i gór białego puchu, zobaczył topniejące zaspy i gwiazdy błyskające zza
szarych nocnych chmur. Jednak gwiazdy nie były swym blaskiem w koło jak co noc.
Swe złociste i delikatne promienie kierowały ku parze całującej się na samym
środku dziedzińca. Inni uczniowie przechodzili obok nich obojętnie. Ten widok
był dla nich codziennością. Od drugiej klasy zawsze tą dwójkę widywali
codziennie. Anieze i Theodor także nie zwracali uwagi na resztę. Widzieli tylko
siebie w tym tłumie.
Ślizgon wtedy odwrócił wzrok. Znów spojrzał
na Amy. Tym razem w jego spojrzeniu nie było ani trochę nienawiści. Co to było
za spojrzenie? Co w nim było? Współczucie? Akceptacja? Może nawet i sympatia?
Lub ZAZDROŚĆ?!
Wiecznie oczekiwany rozdział. Bardzo was przepraszam mam nadzieje, że mnie jeszcze nie opuściliście :D Ten rozdział jest z dedykacją- Dla Anieze Bonazzi i dla "Anonima", który tak niecierpliwie prosił o następny rozdział :D ;)
wtorek, 23 kwietnia 2013
Wybaczcie, wybaczcie, wybaczcie...
Wybaczcie, wybaczcie, wybaczcie... Przepraszam was za to haniebne spóźnienie z rozdziałem. Po prostu jakoś tak wyszło, myślałam, że będzie szybciej. Na prawdę przepraszam. Jeśli chcecie coś poczytać- małego, ale jednak- to wejdźcie na ------> http://www.facebook.com/pages/Nasza-klasa/572710409417142 <------
Jest tam na razie taka jedna notatka, którą ja napisałam dzisiaj. To właściwie tak na szybko z naszej wycieczki. Mam nadzieje, że rozumiecie i mi wszystko wybaczycie. Zobaczymy czy zgadniecie, która to ja na zdjęciu ^^.
Wybaczcie, wybaczcie i jeszcze raz wybaczcie...
Jest tam na razie taka jedna notatka, którą ja napisałam dzisiaj. To właściwie tak na szybko z naszej wycieczki. Mam nadzieje, że rozumiecie i mi wszystko wybaczycie. Zobaczymy czy zgadniecie, która to ja na zdjęciu ^^.
Wybaczcie, wybaczcie i jeszcze raz wybaczcie...
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
Dziewiąty rozdział
Skrzydło szpitalne
Draco leżał oparty na łóżku, w swoim
dormitorium. Jedynym światłem w pokoju były świece, które stały na każdej
szafce w pokoju. Blondyn całował się z jakość dziewczyną. Zastanawiał się kto
to jest. Astoria? Pansy? Oby nie Parkinson.- pomyślał, dalej całując się z
dziewczyną.- Może to Ginny? Albo Hermiona? NIE! Nie mógłby spędzić ani chwili
sam na sam, w jednym pomieszczeniu- a co dopiero w jednym łóżku- z tymi, tymi…
gryfonkami. Chłopak zauważył blond włosy. Może to Luna.- Dalej się
zastanawiał.- Jest krukonką. Nagle dziewczyna zaczęła gryźć jego koszulę.
Draco nie miał nic przeciwko, do póki nie
zobaczył, kim jest jego partnerka. Amy Fas. Tak… Ślizgon nie mógł uwierzyć, że
jest z blondynką tak blisko i nie wywołali jeszcze awantury. Chciał zepchnąć
dziewczynę z siebie, ale nie panował nad sobą. Nie mógł ruszać ani nogami, ani
rękami. Amy jednym machnięciem ściągnęła z chłopaka koszulę. Jej ubrania nagle
zniknęły. Draco uświadomił sobie, że może się ruszać, ale nie chcę. To co się
działo podobało mu się i to było najgorsze. Blondynka przejechała ostrymi
paznokciami po jego klacie… i… i wtedy… kiedy akcja miała się rozkręcać…
Blondyn się obudził w łóżku, ale nie w swoim. Leżał w skrzydle szpitalnym.
Był wieczór, a przy nim siedział Nott,
Zabini i Pansy. W łóżku naprzeciwko spała Amy. Przy niej siedziała Luna i
Azieze, a bliźniaki właśnie wychodzili. Wyglądali na smutnych. Z oczu dziewczyn
lały się łzy.
-Co się dzieje?- Spytał
i rozejrzał się.
-Pamiętasz waszą bójkę
na boisku?- Spytał Blays.
-Tak.- Odpowiedział mu
nie pewnie młody Malfoy.
-No wiec… Kiedy
przyszła Grangers ty i Am… Znaczy blondi zemdleliście.- Zaczął tłumaczyć mu
przyjaciel, a Theodor co chwila spoglądał na swoją płaczącą dziewczynę.-
Zanieśliśmy was do skrzydła szpitalnego. Byłeś w śpiączce przez półtora
miesiąca, a Am… Znaczy, ona jeszcze się nie obudziła.- kontynuował. Wszyscy się
spodziewali, że Draco wyskoczy z teksem „a co mnie obchodzi ona!”, jednak
chłopak słuchał w milczeniu.
-Masz złamaną rękę i 3
żebra. Oprócz tego jesteś osłabiony i musisz odpoczywać.- Dodała Parkinson i
przyłożyła swoją rękę do jego.
-AŁ!!!- Krzyknął
blondyn. Okazało się, że to właśnie była jego złamana reka.
-Przep….- Zaczęła
dziewczyna jednak Malfoy nie pozwolił jej skończyć. Kazał jej natychmiastowy
wyjść. Ona wręcz w podskokach wybiegła z pomieszczenia.
Fred i Georg wracali do wierzy Griffindoru.
Byli załamani tą sprawą. Przez dwa tygodnie, dzień w dzień przychodzili do Amy.
Na każdej przerwie, zawsze po lekcjach, nawet przed lekcjami obaj przychodzili
do niej. Czasami w nocy się przekradali obok pani Pomfry, żeby się upewnić czy
przypadkiem blondynka się już nie obudziła. Anieze, Luna, Harry, Ron i Hermiona
zaczęli się martwić o bliźniaków. Próbowali ich zając czymś innym, ale on się
nie dawali tak łatwo. W końcu przyjaciele odpuścili i sami zaczęli częściej
przychodzić do Panny Fas.
-Chłopcy.- Rozległ się kogoś głos na
korytarzu.- Chodźcie tu do mnie.- Okazał się, że to Dumbledore. Fred i Georg
byli pewni, że dostaną szlaban. W końcu powinni od godziny być w dormitoriach.
-Nie powinniście
chodzić po Hogwarcie o tej porze. Pewnie wracacie ze skrzydła szpitalnego.-
Powiedział i uśmiechnął się.- Więc wam wybaczę. Wyobrażam sobie co musicie
przezywać. Wracając do tematu. Moglibyście
przekazać Amy, że ma przyjść do mnie jak się obudzi.- Bliźniacy Weasley
wciąż byli wstrząśnięci i tylko skinęli głowami, na znak, że zrozumieli zadanie
i odeszli.
Luna właśnie skradała się w pelerynie-
niewidce Harrego, do skrzydła szpitalnego.
Serce jej biło z nerwów. Umbridge mogła ją przyłapać w każdej chwili, a
jak nie ona to Snaep. Mimo wszystko nie poddawała się. Nie mogła przyjść do
przyjaciółki od dwóch tygodni. Umbridge zadawała im masę prac domowych. Snape
się na nią uwziął i nawet dostała -5 punktów od Flitwicka.
Panie Lovegood biło serce z całych sił.
Nie mogła się doczekać kiedy będzie w skrzydle szpitalnym. Na korytarzy ciągle
musi się rozglądać i uważać, żeby nie zahaczyć o pelerynę. Gdy Luna doszła na
miejsce zauważyła, że Draco stoi przy łóżku Amy i wygląda przez okno.
Draco stał przy łóżku Amy, gdy nagle
usłyszał cichy szept.
-… jesteś wszystkim tym
co mam…- Śpiąca blondynka cichutko zaśpiewała i odchyliła głowę w stronę blasku
srebrzystego księżyca padającego z okna. Malfoy usłyszał jakiś szmer na końcu
sali. To była Luna. O mały włos nie potknęła się o pelerynę- niewidkę. Na
wszelki wypadek blondyn szybko wskoczył do swojego łóżka naprzeciwko i zaczął
udawać, że śpi.
Luna wykorzystała moment w którym nikogo
nie było w pobliżu i powoli podeszła do przyjaciółki. Lekko odsłoniła twarz i
zaczęła opowiadać o swoich snach. Podczas gdy Luna mówiła Amy się obudziła.
Spojrzała na przyjaciółkę jednym okiem, żeby nic nie zauważyła.
-Jakie to słodkie.-
Wyszeptała gdy Luna skończyła. Blondynka się zdziwiła, że akurat w tej chwili
Amy się obudziła. Była trochę zawstydzona, ale przyjaciółka od razu ją
zapewniła, że nikomu nic nie powie.
Malfoy usłyszał jakieś szepty. Zdziwił się
ponieważ on i dziewczyna aktualnie byli jedynymi poszkodowanymi w skrzydle
szpitalnym, a Amy się jeszcze nie obudziła. Przynajmniej on tak myślał. Usiadł
na łóżku, lecz nie zobaczył, żeby ktoś był w pomieszczeniu. Amy wyglądała jakby
spała, a Luny nie było widać. Szepty jednak nie ustały. Chłopak postanowił to
zignorować i położył się spać.
Następnego ranka Luna od razu powiadomiła
o wczorajszym wydarzeniu gryfonów. Wszyscy postanowili pójść do niej po
lekcjach. Bliźniaki chcieli do niej przyjść od razu gdy się dowiedzieli, że się
zbudziła. Luna jednak ich przekonała, że to nie najlepszy pomysł, ponieważ Amy
jest mocno osłabiona i może jeszcze spać. Mimo iż chłopaki sądzili, że Luna ma
rację, chcieli przyjść do przyjaciółki jak najszybciej, o czym wiedziała
reszta. Wealeyowie byli pod stałym nadzorem Harrego i Rona.
Hermiona ciągle się martwiła. Poszła do
biblioteki by się uspokoić przy jakiejś książce. Jednak, żadna jej nie pomogła.
Nerwowo przewracała strony. Pierwszy raz się tak martwiła. Martwiła się o
piętnasto letnią dziewczynę jak o małe dziecko. Gryfonka po części nie
rozumiała tego, a po części czuła, że musi ją chronić. Nie wiedziała jaki był
tego powód. Po prostu to czuła.
Jednak nie tylko panna Granger się
martwiła o Amy. Weasleyowie oprócz Ginny, zajadali stres, a najbardziej Ron. Na
obiedzie Harry, Ron i bliźniaki razem z Simusem, urządzili wyścig „kto zje
najwięcej w jak najkrótszym czasie”. Dzięki temu udało im się chodź przez
chwilę nie myśleć o blondynce. Anieze, Hermiona i Ginny tylko obserwowali jak
chłopaki wpychają w siebie nie wyobrażalną ilość jedzenia.
Po obiedzie chłopców trzeba było zanieść
so sypialni. Tak się objedli, że dziewczyny prawie ich turlały po schodach.
-Po co się taj
objadaliście.- Powiedziała Luna trzymając podpierającego się Georga.
-I jak sobie niby teraz
wyobrażacie odwiedziny w skrzydle szpitalnym.- Dodała Anieze, która ciągnęła za
sobą Harrego i Simusa.
-Eee… No nie wiem.-
Stwierdził sarkastycznie Ron.- Myślałem, że po prostu pójdziemy tam na nogach.-
Dodał z ironią.
-Przecież wy się ledwo
ruszacie.- Odpowiedziała mu Hermiona i odepchnęła go od siebie. Chłopak złapał
się poręczy i wysapał:
-Masz rację. Dziś nie damy rady do niej pójść. Pomożesz mi dojść do dormitorium prawda.- Zwrócił głowę od Hermiony, a gdy ona się ugięła uśmiechną się i znów podparł o przyjaciółkę.
-Masz rację. Dziś nie damy rady do niej pójść. Pomożesz mi dojść do dormitorium prawda.- Zwrócił głowę od Hermiony, a gdy ona się ugięła uśmiechną się i znów podparł o przyjaciółkę.
-No skoro jesteśmy na
miejscu, ja lecę do Amy.- Oznajmiła Anieze gdy doszli przed portret Grubej
Damy.
-Zaczek…- Wyjęknął
Fred, ale zanim skończył dziewczyna znikła gdzieś w oddali.
Było 5 komentarzy więc wstawiam dziewiąty rozdział. Cztery komentarze były od tej samej osoby (widać to po dacie i czasie dodania), ale obiecałam, że jak będzie 5 to wstawię. Nie ustalałam innych zasad ;D Miłego czytania i zapraszam na bloga, do którego link jest umieszczony pod ankietą.
sobota, 6 kwietnia 2013
Ósmy rozdział
Pierwszy trening
Amy szła korytarzem na spotkanie przed
wielką salą z Fredem. Czuła, że ktoś ją obserwuje, że ktoś za nią idzie.
-Sir Nikolasie.-
Wypowiedziała, a przed jej oczami pojawił się duch.
-Skąd wiedziałaś, że to
ja?- Zapytał uśmiechając się do dziewczyny.
-Tak dostojnego ducha
nie trudno rozpoznać.
-Schlebiasz mi.- Sir
Nikolas uśmiechną się jeszcze szerzej i ruszył w stroną Freda razem z
dziewczyną.
-I widziałam cię za
oknem.- Zaczęli się cicho śmiać. Duch musiał odejść, a blondynka szła dalej.
Gdy w końcu doszła chłopak już siedział na schodach. Zobaczył ją, jednak nie
wstał. Amy przysiadła się do niego. Zaczęli rozmawiać. Niektórzy uczniowie już
zaczęli schodzić na śniadanie. Jednak przyjaciele nie zwracali na nich uwagi.
Rozmawiali głośno. Śmiali się na cały głos. Brian zauważył dziewczynę z
gryfonem i postanowił powiedzieć jej o dzisiejszym treningu.
-CO!!!- Krzyknął Fred
wstając gwałtownie z ziemi, tuż po tym jak ślizgon poinformował dziewczynę o
dzisiejszym spotkaniu.- Jesteś w drużynie ślizgonów! Jak mogłaś! Przecież
będziesz rywalizować ze mną!- Chłopak był wściekły na dziewczynę. Nie wiedział
co myśleć.
-Myślałam, że chcesz,
żebym grała w Quidditch.- Powiedziała spokojnie, lecz wstała dość gwałtownie.
-Ale myślałem, że
będziesz gryfonką!- znów krzyknął.
-Czyli mogę grać w
Quidditcha tylko z tobą!.- Amy zaczęła podnosić głos na przyjaciela.- Proszę
powiedz mi czego jeszcze nie mogę robić bez ciebie!.- Krzyknęła oburzona. Tłum
uczniów przyglądał się ich kłótni. Oczy Amy zaczęły wypełniać się jadem, co Fred
od razu zauważył. Uspokoił się. Próbował uspokoić i przytulic przyjaciółkę,
lecz ona się wyrywała. Była na niego wściekła. W końcu odeszła z Brianem na
śniadanie.
Po południu Amy szła na trening. Była tak
podekscytowana, że zapomniała o Fredzie i kłótni z nim. Podążała pewnym krokiem
w zielonym stroju do Quidditch. Nie myślała o innych ślizgonach z drużyny, ani
o Draco, który na pewno będzie się awanturował o to, że Amy jest w drużynie.
Jej głowę zaprzątała tylko jedna myśl- Quidditch. Szybowanie na miotle wśród błękitnych obłoków sprawiało, że Amy nie myślała o problemach. Wręcz odrywała
się od świata teraźniejszego.
Na boisku już na nią czekali. Twarze mieli skwaszone. Dziewczyna wiedziała co to znaczy, ale nie przejmowała się tym. Gdy tylko do nich podeszła Malfoy się na nią rzucił.
Na boisku już na nią czekali. Twarze mieli skwaszone. Dziewczyna wiedziała co to znaczy, ale nie przejmowała się tym. Gdy tylko do nich podeszła Malfoy się na nią rzucił.
-Gdzie ty byłaś!-
Ryknął jej prosto w twarz.
-Miałam być o 16, a jest 15:30. To nie moja wina, że wy przyszliście o wiele za wcześnie.- Odpowiedziała pewnie patrząc prosto w oczy chłopaka.
-Miałam być o 16, a jest 15:30. To nie moja wina, że wy przyszliście o wiele za wcześnie.- Odpowiedziała pewnie patrząc prosto w oczy chłopaka.
-Trening miał się
rozpocząć o 15 Fas.
-Brian mi mówił, że o
16. To chyba on jest kapitanem w drużynie.
-Plany się zmieniły.
Kazałem Mattowi ci przekazać o której masz przyjść.- Powiedział kapitan stając
między blondynem, a dziewczyną.
-Dzisiaj widziałam się
z Matem chyba z dziesięć razy i nic mi nie mówił.- Odpowiedziała niepewnie Amy,
ale po chwili spojrzała ze wściekłością na resztę drużyny. Trochę się zdziwiła,
że była jedyną dziewczyną w drużynie, ale jej to nie przeszkadzało. Nie bała
się żadnego upadku, potrącenia, złamania, ani nawet śmierci. Nie pozwoli
zniszczyć im, a głównie Malfoy’ owi jej pierwszego roku w Hogwarcie.
-Oj zapomniałem.-
Powiedział czarnowłosy i machnął lekceważąco ręką.- Dobra, skoro przyszła to
może zaczniemy trening. Musimy ją w końcu sprawdzić.- Powiedział i wstał, co
też uczyniła reszta chłopaków.
Draco spojrzał na Briana jakby chciał
powiedzieć- idź już, tak jak się umawialiśmy, ja się wszystkim zajmę- i kiwnął
lekko głową wskazując szkołę.
-Przypomniało mi się…
Eee… że…- Brian mówił powoli, żeby wymyślić jakąś dobrą wymówkę.- Już wiem…-
wykrzyczał.- Że musze porozmawiać ze Snapem.- Powiedział dumny, a wszyscy
patrzyli się na niego jakby powiedział, że idzie zjeść brodę Hagrida. Spojrzał się na nich bez wyrazu i szybko pobiegł w
stronę zamku.
Fred nie mógł zapomnieć o dzisiejszej
kłótni przed śniadaniem. To go po prostu męczyło. Udał się do pokoju wspólnego
gryfonów. Byli tam wszyscy- Harry, Ron, Hermiona, George, Luna. Wszyscy się
głośno śmiali, rozmawiali, po prostu się cieszyli, a on miał tam wmaszerować ze
smętną miną. To nie w jego stylu. Powoli zaczął się rozchmurzać i ruszył dość
dziarskim krokiem.
-Fred!- Krzyknęli
chórem i uśmiechnęli się.
-Hej.- Powiedział
trochę zdziwiony.
-O co się znów
pokłóciłeś z Amy?- Spytał George.
-No… o…- Zaczął, ale
nie pozwoliła mu dokończyć Luna.
-Pewnie o jakiś
nonsens.
-Właściwie to…- Znów mu
przerwano. Tym razem był to Harry.
-Dajcie mu powiedzieć
co się stało.- Powiedział chłopak próbując wszystkich uciszyć.
-Uciszcie się.-
Krzyknął Ron, w nadziei, że pomoże Harremu.
W pomieszczeniu zrobił się jeszcze większy
harmider niż wcześniej.
-Ciiiiiiiiiiiiiiiiiiiiszaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa.-
Piskliwie krzyknęła Hermiona, a na jej głos wszyscy się uciszyli. Przyjaciele
spojrzeli na dziewczynę i spokojnie usiedli.
-No mów. O co się znowu
pokłóciliście?- Spytała jeszcze raz spokojnie. Teraz wzrok wszystkich był
skierowany na Freda.
-No bo ona będzie w
drużynie ślizgonów. Będzie z nami rywalizować podczas meczy Quidditcha.-
Powiedział niepewnie, bo wiedział, że to nonsens się o cos takiego pokłócić.
Przeczesał włosy ręką i spojrzał na bliźniaka. George był całkiem skołowany.
Wszyscy pobladli i wyglądali jak prawie bez głowy Nick.
-CO!!!- Krzyknęła
Hermiona i wytrzeszczyła oczy. Fred był gotowy przyjąć jej całe kazanie, ale
ona wybiegła z pokoju wspólnego szybciej niż Harry na miotle.
Amy właśnie zawstydzała chłopaków z
drużyny swoją gracją, stylem, zwinnością, szybkością i sprytem, podczas lotu na
miotle. Malfoy zmarszczył nos i na chwilę odwrócił głowę. Dla dziewczyny to
była tylko zwykła zabawa. Od dziecka była zwinna i giętka. Powiew wiatru we
włosach dodawał jej tylko chęci do piruetów i akrobacji. W ogóle nie czuła
lęku. Śmiała się. Nawet przez chwilę zapomniała, że jest na treningu. Gdy usłyszała
krzyki Draco, co oznaczało, że ma wracać na ziemie, wylądowała. Wszyscy byli
zachwyceni jej występem, ale to ukrywali.
-100 pompek i to już!- Ryknął jej w twarz
Malfoy i wskazał palcem ku ziemi. Nie minęło pół minuty, a blondynka już
wykonała zadanie.
-Nawet się nie
zgrzałam.- Powiedziała, co było i dla niej i dla blondyna, rzuceniem rękawicy.
Chłopak przyjął wyzwanie. Zadawał jej wiele trudnych zadań. Raz musiała z nim
się ścigać, a raz wejść na najwyższe drzewo w pobliży. Oboje nie wiedzieli jaki
to miało związek z Quidditchem, ale po pięciu minutach Amy była znów na ziemi i
trzymała w ręku gałązkę z samego czubka drzewa. Wszystkie polecenia dziewczyna
wykonała w mgnieniu oka.
Draco nie wierzyła w to. Musiało być
jakieś zadanie, którego nie zdoła wykonać. Już wiedział co musi zrobić.
-Teraz musisz mnie
powalić na łopatki.- Powiedział pewny siebie. Zdioł przeszkadzającą pelerynę i
podwinął rękawy.- Bez różdżek, bez magii, a ze względu na to, że jesteś
dziewczyną dam ci fory.- Uśmiechnął się do niej szyderczo.
-Weź te swoje fory dla
siebie.- Powiedziała i jednym eleganckim ruchem zrzuciła pelerynę na ziemie.- Przyda
ci się każda pomoc.- Tak że uśmiechnęła się szyderczo, a twarz Dracona zmieniła
się z pewnej siebie na „lepiej uważaj mała”.
Hermiona dotarła już na boisko. Zastała
tam Draco i Amy tarzających się po trawie, a reszta kibicowała Malfoy’ owi.
-Kamień z serca.-
Powiedziała do siebie z ulgą. Usiadła na trybunach z myślą, że to się za chwile
skończy. Przecież co może się stać. Nawet Draco nie pobił by dziewczyny, a Amy
mimo iż jest silna to pewnie nie zrobi chłopakowi krzywdy. Walka wciąż trwała.
Chłopcy z drużyny się już znudzili i usiedli na trawniku obok. Bójka zrobiła
się bardziej niebezpieczna niż wcześniej. Hermiona postanowiła ich rozdzielić,
jednak nie udało jej się. W końcu Draco odepchnął dziewczynę od siebie. Oboje
stanęli i patrzyli na siebie ze wściekłością w oczach. Zaczęło kropić.
Rozpętała się burza. Nagle oboje zasłabli, zrobili się bladzi i zemdleli.
Mam nadzieja, że spodobał się wam kolejny rozdział :D Od razu mówię, że następny rozdział będzie na blogu gdy moja przyjaciółka go przeczyta. Ona dostaje je wcześniej i daje mi opinie, ewentualnie proponuję małe zmiany. Możemy zrobić też tak, że jeśli będzie co najmniej 5 komentarzy od razu wstawię dziewiąty rozdział. ;D
P.S. Często zamiast "George" jest pewnie "Georg". Dowiedziałam się tego od kuzynki, a zbytnio nie mam czasu szukać jego imienia i zmieniać, więc mam nadzieje, że mi to wybaczycie :)
P.S. Często zamiast "George" jest pewnie "Georg". Dowiedziałam się tego od kuzynki, a zbytnio nie mam czasu szukać jego imienia i zmieniać, więc mam nadzieje, że mi to wybaczycie :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
