czwartek, 26 września 2013

To koniec!

     Ogłaszam, że usuwam bloga (gdy tylko zajarzę jak). Nikt nie komentuję, oprócz jednej osoby i to też rzadko. Przez to nie wiem czy ktoś tak naprawdę to czyta i mu się podoba. Wiecie jest też tak, że niektórzy czytają i się nabijają. Wstawię jeszcze ostatni rozdział, ale nie wiem kiedy. Oczywiście nie rezygnuję z pisania mej historii tylko z bloga, więc jeśli komuś naprawdę się podoba Amy i jej historia to niech da jakiś znak.

niedziela, 25 sierpnia 2013

Dwunasty rozdział

Niedługo bal

     Tego dnia na lekcji eliksirów uczniowie pracowali w parach. Za oknem panowała straszliwa burza, a przy niej ślizgoni i krukoni musieli się skupić przy tworzeniu eliksiru skurczającego. Amy pracowała z Malfoyem. Czuli się jak skuci kajdanami. Dziewczyna odwalała całą robotę, a Draco tylko podawał jej składniki.
-Sok z pijawek.- Powiedziała sucho wyciągając rękę w stronę chłopaka.
-Skoro już musimy pracować razem to mogła byś być milsza.- Odpowiedział znudzony opierając się ręką o ławkę.
-Dobrze.- Zaczęła słodkim głosem i delikatnym uśmiechem na twarzy.- Jeśli zaraz nie dasz mi soku z pijawek to wypijesz go z moją pomocą.- Dokończyła wyciągając rękę jeszcze raz, a Draco podał jej szybko napuj.
-Dżdżownica.- Gdy Blondyn chciał jej podać robala dziewczyna odsunęła się i kazała jemu to dodać do wywaru.
-Śledziona szczura.
-Prosz…
-To nie jest śledziona szczura tylko wiewiórki!- Krzyknęła.
-Jakiej wiewiórki! Co ty ślepa jesteś.
-Ja to ty nie odróżniasz narządów zwierzęcych.- Odpowiedziała i prychnęła.
-Ja! Weź się przyjrzyj.- Chłopak złapał za śledzionę i rzucił nią Amy w twarz.
-Wiesz co masz rację to szczurza śledziona, a co sądzisz o tej śledzionie?- Blondynka wrzuciła organ do wywaru i rzuciła w ślizgona innym narządem.
-To nawet nie śledziona! To jest nerka idiotko.
-Pan arystokrata jak widzę jest specem od anatomii zwierzęcej.
     Wkrótce po całej sali walały się flaki, wątroby, żołądki, trzustki i inne organy. Mimo krzyków Snape’a i całej klasy, która była w śluzie z wnętrzności i soku z pijawek, spółka Fas&Malfoy kontynuowała swoje przedstawienie. Gdy w chaosie jeden z krukonów przebiegł obok ławki z eliksirem niechcący ją trącił, po czym cały wywar oblał Dracona i o mały włos wylądował by także na ślizgonce, gdyby nie Brian, który złapał ją za rękę i przycisnął twarzą do siebie, dzięki czemu na Amy nie spoczęła ani kropla napoju. Blondyna dopadł nieopanowany śmiech tak samo jak Pannę Fas.
-Dlaczego się śmiejesz?- Spytała Pansy, która pomagała wstać ślizgonowi.
-Nie mam pojęcia.- Odpowiedział jej na chwilę powstrzymując śmiać.
-Bałwany!- Ryknął profesor i rzucił książką o podłogę.- Pomyliliście strony. Zamiast eliksiru skurczającego zrobiliście eliksir rozśmieszający.
-Ale dlaczego Amy też się śmieje?- Spytał Brian i dopiero teraz puścił dziewczynę.- Przecież eliksir nawet jej nie dotknął.
-Ja śmieje z niego.- Odpowiedziała dusząc się i wskazując na Malfoya.
-Dałbym wam szlaban gdyby nie te głupie próby.- Wysyczał Snape i z hukiem opuścił książkę na swoje biurko.
     Wszyscy wymienili się jakimiś uwagami. W klasie było słychać tylko jeden wielki szept. Amy zaczęła się zastanawiać o co chodzi- właściwie jak wszyscy. Tyle, że inni zdziwili się, że jeszcze nikt ich o tym nie informował. Na ogół takie informacje są oznajmiane parę dni wcześniej, ewentualnie na śniadaniu. Profesor podniósł się gwałtownie i zaczął wszystkim tłumaczyć, że Dumbledore kazał nauczycielom przekazać informację o dzisiejszych próbach. Dodał, że będzie je prowadzić profesor McGonagal i zwolniła wszystkich wcześniej z lekcji, żeby Filch mógł wszystko posprzątać.
     Dziewczyna wróciła z kapitanem drużyny do salonu ślizgonów, jednak tuż przed końcem lekcji ślizgonka już czekała przed salą w której Anieze miała historie magii. Gdy uczniowie zaczęli wychodzić z klas, ni stąd, ni sowiąt pojawili się Fred i George. Złapali Amy pod ramiona i ruszyli przed siebie.
-Hej Amy!- Powiedzieli równocześnie.
-Hej wiecie…- Zaczęła, ale chłopaki od razu jej przerwali.
-Wiesz mamy w planach zrobić extra numer Filchowi i potrzebujemy twojej pomocy.
     W tym samym momencie złotowłosa wyszła z sali. Ślizgonka od razu pobiegła do niej zostawiając bliźniaków i krzycząc:
-Muszę lecieć. Anieze!
-Do kiedy ona nas zostawia dla Niez?- Spytał się brata George
-I to w chwili kiedy chcemy zrobić numer Filchowi. Ona nie opuściła by takiej okazji!- Odpowiedział mu Fred.
     Dziewczyny zaczęły iść w stronę Wielkiej Sali, gdzie miały zacząć się próby dla ślizgonów i gryfonów. Burza nie ustała. Grzmoty i pioruny straszyła część uczniów w Hogwarcie, między innymi Hermione Granger, którą spotkały na schadach. Siedziała z Harrym i Ronem. Cała trójka rozmawiała o czymś czego Amy w ogóle nie rozumiała. Blondynki podeszły do złotej trójcy i przysiadły się do nich.
-Hej o czym rozmawiacie?- Anieze się spytała i uśmiechnęła szeroko.
-O dzisiejszym spotkaniu. Będziesz, prawda?- Hermiona wydawała się unikać tego tematu jak najbardziej. Najwidoczniej spowodowała to obecność Amy.
-Czemu się tak dziwnie zachowujesz? No oczywiste, że będę dziś w pokoju życzeń. Przyjdę z Luną i Cho.- Odpowiedziała szeptem Niez, rozglądając się jednocześnie, czy w pobliżu nie ma nauczycieli lub nie proszonych ślizgonów.
-Zamknij się! Przecież Amy tu jest.- Włączył się do rozmowy Ron. Tak samo jak reszta mówił półszeptem.
-A niby dlaczego Amy miała by o tym nie wiedzieć. Przecież jest naszą przyjaciółką. W ogóle nie wiem czemu nie chcieliście jej o tym powiedzieć.
-Ponieważ jest ślizgonką!- Oznajmił Harry.
-I co w związku z tym. Przecież znasz ją. Można jej zaufać.- Anieze dalej broniła pewnie przyjaciółki.
-Ale i tak wciąż jest ślizgonką. Nawet jeśli by nie chciała mogła by niezauważalnie nasz im wydać.- Znów głos przejęła Hermiona.
-Dobra o co chodzi! Przecież mi można zaufać i wy o tym dobrze wiecie. Przecież jestem uważna nie wydam was nikomu nawet przez przypadek. Wiesz Herma nie sądziłam, że ty mi nie będziesz ufać.- Uniosła się zielonooka.
-Po pierwsze nie mów do mnie Herma. To dziwnie brzmi, a po drugie… Niech ci już będzie… Niez powiedz jej.
-Więc tak.- Panna Bonieze wzięła głęboki wdech i zaczęła wszystko opowiadać.- Kiedy byłaś w śpiączce to Umbridge była coraz bardziej nieznośna. Nie chciała nas uczyć prawdziwej obrony przed czrną magią. Musieliśmy wziąć sprawy w swoje ręce. Stworzyliśmy „Gwardię Dumbledora”. Harry uczy nas tam OPCM. Wszystko odbywa się w pokoju życzeń. Zobaczysz go dziś wieczorem na pierwszej spotkaniu. Wtedy zobaczysz jak działa. Pójdziesz tam ze mną i dziewczynami o 19, tu na schodach.- Powiedziała wszystko jednym ciągiem i skończyła szerokim uśmiechem.
     Parę minut później dziewczyny wybrały się na próbę, a złota trójca ruszyła później z Nevillem. Anieze złapała Amy za dłoń i spytała się:
-Co ci się stało w rękę?
-Co? A nic. Umbridge mnie zaciągnęła do gabinetu i…- Dziewczynie przerwało zdanie głośny śmiech gryfonki.- No kurde! Ty to we wszystkim znajdziesz podtekst.- Podniosła głos jednocześnie śmiejąc się i tupnęła nogą.- Dobra kontynuując. Kazała mi napisać ileś tam razy „Nie będę się więcej kłócić z nauczycielami”, czy coś takiego. Stwierdziłam, że nie będę pisać kłamstw, więc zaczęłam pisać „Jestem zajebista”. Poczułam jakieś łaskotanie na łapie, patrzę i mam ten napis wyryty w skórze.
-Ale jak to łaskotanie? Przecież normalnie to powinno cię boleć.
-Serio? Może to dlatego, że ja mam tak, że właściwie to nie czuje bólu.- Odpowiedziała jej i machnęła lekceważąco ręką.
-Niby jakim cudem.- Niez uważała, że blondynka znowu sobie z niej żartuje. Jednak tym razem mówiła prawdę.
-No bo czuję, że coś czuję i wiem, że to ból, ale mnie to nie boli. Rozumiesz?- Spytała tuż przed wejściem do Wielkiej Sali.
-Ej aniołku.- Zarechotał jakiś puchon za dziewczynami. Spojrzał na swojego kolegę, który stał za nim, a gdy znów odwrócił głowę w stronę Amy dostał z pięścią prosto w twarz. Chłopak padł na ziemię, a blondynka oparła prawą nogę o jego klatkę piersiową i pochyliła się nad nim. Położyła ręce na biodrach, uśmiechnęła się szyderczo niczym wszyscy ślizgoni i otworzyła usta:
-Anielica nie taka anielska. Co?- I weszła do Sali z przyjaciółką.
     W środku pomieszczenia stoły były rozsunięte na boki. Ślizgoni i gryfoni chodzili w te i z powrotem. Jedynie stół nauczycieli został na swoim miejscu, a przy nim stał prefekt naczelny- krukon. Razem z nim stało trzech innych krukonów, wszyscy patrzyli jak prefekt jeździ palcem po jakiś planach i wskazuje na różne miejsca w sali. Hermiona właśnie konfiskowała Fredowi petardy, a Georg kłócił się z Draco.
    Do wielkiej Sali weszła Minerwa McGonagall, zamykając za sobą z wielkim hukiem, który uciszył tłum. Uczniowie na rozkaz profesorki usiedli na swoich miejscach. Chłopcy po prawej, a dziewczęta po lewej.
-Jak wiecie bal jest urządzany co roku, z okazji świąt. Mimo iż w zeszłym rok też uczyliście się kroków tanecznych, musimy je dalej ćwiczyć.- Zaczęła profesor McGonagall.- Więc, czy jest ktoś na ochotnika?
     Nikt się nie zgłosił, więc McGonagall złapała któregoś ze ślizgonów i zaczęła z nim tańczyć.
-Dobrze, że nie wzięła mnie.- Mrukną Ron do Harrego. Gdy profesorka skończyła poprosiła, by chłopcy poprosili dziewczęta do tańca.
     Nikt się nie ruszył ze swoich miejsc. Słychać było tylko dość cichy głos prefekta i szepty dziewczyn. Chłopcy zaczęli rozglądać się i udawali, że ich nie ma. Minerwa chrząknęła i patrząc na uczniów wskazała ruchem głowy dziewczęta. Nagle wszyscy usłyszeli jak ktoś wstaje. Szepty ucichły, a oczy wszystkich były skierowane na stojącą z kamienną miną Amy. Blondynka zrobiła trzy kroki do przodu, obróciła się w lewo, minęła Hermionę, pochyliła się nad Anieze z opuszczoną głową i wyciągnęła rękę, a drugą elegancko trzymała zgiętą przy plecach.
-Milej di, czy nie zechciałabyś ze mną zatańczyć?- Spytała wciąż kłaniając się jej bez ruchy. Nikt nie spuszczał z niej wzroku, a Fred i George zastanawiali się czy nie zabrać jej do skrzydła szpitalnego. Zresztą Brian sądził, że to jakiś późny uraz po jej upadku, który dopiero teraz się ukazał.
-Ach milordzie.- Odpowiedziała gryfonka. Powachlowała się dłonią i podała rękę przyjaciółce.
     Obie wyszły na środek sali, a wszyscy zgromadzeni zaczęli śmiać się w głębi duszy. Nauczycielka postanowiła, że na razie nie będzie interweniować. Przecież przez jeden taniec nie zniszczą całego Hogwartu.
     Dziewczyny zaczęła tańczyć. O ile można to było nazwać tańcem. Powtarzały kroki profesor McGonagall, niezdarnie, ale jednak. Co chwila patrzyły na swoje stopy i sprawdzały czy aby na pewno jeszcze je mają.
-Co my robimy…- Powiedziała Anieze powstrzymując śmiech.
-Chyba tańczymy, ale nie jestem pewna.- Ślizgonka odpowiedziała jej także śmiejąc się.
     Panna Bonazzi potknęła się i upadła na ziemię, przewracając przy okazji Amy. Wszyscy wybuchli nieopanowanym śmiechem. Przyjaciółki śmiały się i tarzały po podłodze. Słychać ich było w całym Hogwarcie. McGonagall nie miała sił by coś zrobić. Załamała się całkowicie. Usiadła obok prefekta i obserwowała co się dzieje.
     Podczas gdy cała sala się śmiała Theodore wstał i podszedł do dziewczyn. Kucnął obok gryfonki, wyciągnął rękę i powiedział:
-Tańczysz beznadziejnie. Będę cię musiał tego nauczyć.- Pomógł wstać Anieze, lecz nie mógł pomóc jej stać stabilnie, ponieważ ona wciąż się śmiała. Stawiał powoli kroki, a ona podążała za jego stopami. Panna Fas wciąż się śmiała na podłodze i próbowała wstać. Para przyśpieszyła. Wszyscy im się przyglądali. Szło im wspaniale, lecz Niez znów się potknęła i przewróciła się na Theodora.
-Oj chyba będziemy musieli długo trenować.- Powiedział po czym pocałował swoją dziewczynę w nos.
     Gdy McGonagall odzyskała siłę psychiczną, pozwoliła wszystkim się rozejść. Wszyscy już wychodzili, ale Anieze zatrzymała zielonooką łapiąc ją pod ramię.
-Wiesz mam dla ciebie mały zakładzik.- Oznajmiła chytrym głosem.
-Dajesz.
-Znasz prefekta naczelnego? Oczywiście, że nie. Wiem z kim się zadajesz. Więc nasz zakład polega na tym, że masz dwa miesiące na poderwanie go. Stoi?- Wypowiedziała warunki umowy w mgnieniu oka. Jej głos nie brzmiał jak głos słodkiej wariatki Anieze. Bardziej przypominał wrednego spryciarza Draco.
-Nie.- Odpowiedziała stanowczo.- Nie wolno się tak bawić uczuciami chłopaków. Ani nikogo innego.
-Oj weź. To tylko mały zakładzik. Jakby co ze wszystkiego cie wyciągnę. To jak?
-No nie wiem. To może go zranić.- Powiedziała już niepewnie i spojrzała na niego.
-Powiedziałam „Ze wszystkiego cię wyciągnę”. Nawet jak złamiesz mu serce.
-Serce…
-No nie pękaj. Nie zachowuj się jak Draco. On też nie chciał się ze mną założyć, że poderwie taką jedną.
-Draco?! Nie będę gorsza od tego arystokraty! Stoi.- Zgodziła się nie myśląc i podały sobie ręce.
     Ślizgonka szła już w stronę stołu przy, którym pracowali krukoni. Szturchnęła w ramię prefekta o kruczo czarnych włosach, a przyszła pani Not wszystko obserwowała ze środka sali.
-Buuu!!!- Dziewczyna nagle ktoś złapał za ramiona i krzykną jej do ucha. Odwróciła się i ujrzała Theodora. On ją uścisnął.
-Jesteś okropna.
-A ty nie będziesz miał dziewczyny jak dalej tak będzie.- Zaśmiała się gryfona.
-Dobra, dobra… Przestaje, ale naprawdę założyć się z przyjaciółką o uczucia innej osoby. To nie jest okey.
-A od kiedy to jest z ciebie taki grzeczny chłopczyk.- Powiedziała i oparła ręce na jego ramionach.- Nie mów, że stałeś się grzecznym gryfonem. Gdzie ten ostry ślizgon.- I zaczęła go całować, co prawdzie mówiąc jemu nie przeszkadzało.

     -Hej- Przywitała się Amy. Krukon się odwrócił i ukazała się blondynce dziewczęca twarz i błękitne oczy. Wysoki chłopak okazał się wysoką dziewczyną z krótkimi włosami.
-Ty jesteś dziewczyną.- Wydukała i zrobiła duże oczy.


     Hej, hej, hej... Mój wielki powrót, może nie wielki, ale powrót! Mam nadzieje, że wam się spodobał nowy rozdział. Komentujcie, komentujcie chcę poznać waszą opinię ;D

sobota, 13 lipca 2013

Trochę oficjalnie o_O

Niniejszym teraz i uroczyście zawieszam bloga. Ze względu na mój długi wyjazd (tak miesiąc) nie będę mogła, ani wstawiać, ani pisać nowych rozdziałów. Trochę oficjalnie, ale cóż- tak wyszła ;D Życzę wszystkim udanych wakacji ;)

sobota, 22 czerwca 2013

Jedenasty rozdział

„Olać to!!!”

     W salonie gryfonów siedziała cała paczka. Fred, George, Harry, Ron, Hermiona i Amy. Brakowało tylko Anieze, która niewiadomo co robiła w swoim pokoju. Mimo iż bliźniaki opierali się faktowi, że są zmęczeni( zwłaszcza po tej bijatyce z blondynką gdy tylko przyszła), Amy cięgle się z nimi kłuciła.
-George jesteś zmęczony i ty Fred też, nie próbujcie zaprzeczać.- Amy spojrzała na nich spod łba i uśmiechnęła się uroczo.
-Nie! Ile razy mamy ci to powtarzać.- Chłopcy zaczęli się unosić, a „złota trójca” się im przyglądała.
-Dobra jak sobie chcecie…- Odpowiedziała i jednym zwinnym ruchem przykryła ich obu kocem i od niechcenia zaczęła śpiewać cichym i kojącym głosem.
-Śpij i zamknij oczy śnij… Śnij… Śnij… Śnij… Śpij i zamknij oczy śnij… Śnij… Śnij… Śnij… A ja będę tym aniołem, twą radością, smutkiem, żalem… Będę gwiazdą na twym niebie, będę zawsze obok ciebie… Jak wytłumaczyć tobie mam, że jesteś wszystkim tym co mam… Tym co jest dobre i co złe. Uwierz tak bardzo kocham cię…- Nim blondynka się obejrzała wszyscy obecni w Sali zasnęli. Jedynie Fred mruknął coś typu „jesteś aniołeeeeem”. Amy przykryła resztę kocami i zaczęła kierować się do wyjścia. Gdy przechodziła obok schodów zauważyła Anieze, która spała rozwalona na schodach, a obok niej leżało pudełko pełne jakiś bibelotów. Prawdopodobnie złotowłosa też usłyszała kołysankę i padła schodząc do pokoju wspólnego.
     Wracając dziewczyna napotkała po drodze profesor Umbridge. Amy jedynie jej pomachała z szyderczym uśmieszkiem.
-Panno Fas, proszę do mnie!- Ryknęła i obie odwróciły się do siebie. Blondynka przewróciła oczami i skrzyżowała ręce.
-Słucham…- Wypowiedziała lekceważąco i oparła się o zimną ścianę.
-Nie przyszłaś do mojego gabinetu dwa razy z rzędu. To jest obu…
-Proszę się wyczilować pani psor… Nie samą pracą człowiek żyje.- Rzuciła arogancko przeciągając końcówki wyrazów.
- -5 punktów dla slytherinu. Za arogancję i nie wykonywanie poleceń!- Twarz Dolores Umbridge stała się czerwieńsza od jej rubinowej broszki przypiętej do  różowego szala. Landryna chciała już odejść gdy ślizgonka wykrzyczała na cały korytarz:
- -10, za niewyobrażalny brak luzu i beznadziejne ubranie!
-Co proszę?
- -10, za brak luzu i beznadziejne ubranie. Kobieto mogła byś choć raz ubrać coś co nie jest różowe.- Korytarze były od dawna puste, a ich kłótnia stawała się coraz bardziej „ostra”.
- -15, za obrażanie nauczyciela.
- -20, ja mogę tak całą noc, a pani widocznie już pada.- Amy mrugnęła do profesorki. Obie kłóciły się tak jeszcze pół godziny, aż w końcu Umbridge zaprowadziła ślizgonkę do jej dormitorium.
     Następnego ranka przy śniadaniu Dumbledore ogłosił, że slitherin dostaje -65 punktów. Różowa kula wełny zabrała dziewczynę tuż po śniadaniu prosto do swojego gabinetu.
-Proszę napisz na pergaminie zdanie „zawsze będę wykonywała polecenia nauczycieli”.- Oznajmiła i podała zielonookiej pióro. Ona ze znudzeniem położyła twarz na ławce i nie patrząc zaczęła pisać. Po paru minutach poczuła łaskotanie na ręce i zaczęła się śmiać.
-Z czego się tak śmiejesz.- Zapytała gwałtownie zdziwiona profesorka.
-Dłoń mnie łaskocze.- Odpowiedziała jej dziewczyna podnosząc głowę i dusząc się ze śmiechu.
-Pokaż.- Umbridge złapała ją za rękę i ujrzała napis „Jestem zajebista!!!”- Co to ma być!
-Hę- Ziewnęła i spojrzała na dłoń.- Prawda.- Odrzekła po chwili i wyszła bez czekania na odpowiedź profesorki, której buchała para z uszu.
     Po zajęciach Panna Fas szła w stronę stadionu do Quidditcha. Każdy kogo mijała witał się z nią słowami „hej aniele”. Dziewczynę to dziwiło. Nie wiedziała o co chodzi do póki nie zauważyła dwójki Weasleyów stojących przed wejściem do korytarza i śmiejących się.
-Hej aniołku.- Odrzekł Fred gdy ślizgonka się do nich zbliżyła.
-To wy wymyśliliście tego „aniołem”!- Krzyknęła uderzając rudzielca w ramie.
-Tak. Nie mów, że cię to denerwuje…- Odezwał się George i uśmiechną szyderczo.
-Nie no skąd. Przecież tylko ¼ Hogwartu mnie tak nazywa. Wystarczy to olać.- Amy odgarnęła kosmyk włosów z twarzy i znów ruszyła na trening Quidditcha.
     Podczas treningu drużynie ślizgonów szły świetnie przygotowania do zbliżającego się meczu z gryfonami. Co chwila chłopcy naśmiewali się z Amy, ale jednak całkiem nieźle się zgrali. Dziewczyna leciała na miotle prosto w stronę bramek z piłką w ręku. Wiatr świszczał jej w uszach, a włosy powiewały. Obrońca zdawał się być gotowy na każdy jej ruch. Był gotowy na wszystko. Patrzył jej prosto w oczy, z niebywałą pewnością. Ślizgonka stanęła na miotle. Zgięła kolana gotowa do skoku…
-Tylko nam nie odleć aniołku.- Krzyknął złośliwie Matt. Amy odwróciła głowę ich stronę i zawarczała, wyszczerzając kły. Wtedy straciła równowagę i spadła z miotły. Po upadku na twardy piach Brian od razu do niej zleciał. Dziewczyna leżała bez ruchy. Wyglądała jakby nie oddychała.
-Amy! Amy coś ci się stało?!- Powiedział zdenerwowany łapiąc ją za ramiona. Wtedy Panna Fas zaczęła się śmiać. Podparła się na rękach i usiadła.
-No co ty.- Mówiła śmiejąc się jednocześnie.- To było zabawne. Mam chyba twarde kości. Hahaha.
-Ale jak to?- Chłopak był całkowicie skołowany.- Nic cię nie boli. Dziewczyno czy ty w ogóle jesteś normalna. Po bójce z Draco wpadłaś w śpiączkę, a po takim upadku śmiejesz się!
-Tak.- Odpowiedziała i uśmiechnęła się.
     Wieczorem kiedy Malfoy siedział rozłożony na kanapie w pustym salonie ślizgonów, nagle ze swojego dormitorium wyszła rozwścieczona Panna Fas ściskająca w ręku poduszkę. Bez zahamowania weszła do dormitorium Theodora. Po chwili czarnowłosy wyskoczył ze swojego pokoju jak oparzony i krzycząc wybiegł na korytarz. Amy wyszła tuż po nim i podeszła do Dracona.
-Spadaj stąd. Jestem zmęczona.- Rzuciła ziewając i położyła rękę na biodrze.
-Czemu nie położysz się w swoim łóżku?- Spytał lekceważąco blondyn.
-Ponieważ Theodor ułożył spać węże w moim łóżku.
-A dlaczego on tak wyskoczył z sypialni?

-Dlatego, że wsadziłam mu dziesięć węży pod koszulkę, a jeśli ty zaraz nie zejdziesz z kanapy będziesz miał nie jednego węża w spodniach, lecz 16!- Krzyknęła, a chłopak szybko zwiał do swojego dormitorium. Dziewczyna położyła się wygodnie na kanapie, po czym myśląc o swojej porażce podczas treningu zasnęła.

Siemanko... Wiem długo nie było nic nowego, ale w końcu znalazłam czas na napisanie tego rozdziału (I Anieze mnie przyciskała czwartku). Mam nadzieje, że wam się spodoba. A i mam pytanie... Ktoś z was lubi "Pora na przygodę"? Bo ja tak i to bardzo. Oprócz tego polecam stronkę moich znajomych ------> https://www.facebook.com/PoraNaPrzygodeCosWiecejNizZwyklaBajka <------- Sama ją obserwuje i mi się podoba. Na prawdę ją polecam ;D
P.S. Dopiero zaczynają.

poniedziałek, 27 maja 2013

Powiadomienie dla czytelników...

Wybaczcie, że nie ciągle nie ma nowych rozdziałów, ale jakoś nie mam czasu na pisanie. Wiem, że niedawno pisałam, że postaram się to napisać w weekendy, ale na prawdę z czasem u mnie krucho. Wiecie wczoraj miałam pogrzeb i musiałam wyjechać na cały weekend do Nowych Skalmierzyc. Oprócz tego muszę się poprawiać z paru przedmiotów. :( Miałam mały problem z nauką podczas roku szkolnego przez przeprowadzkę do Wawy ;'C i teraz muszę to nadrobić w parę dni. Więc jeszcze raz was przepraszam za to i od razu mówię, że nie wiem kiedy będzie następny rozdział.

wtorek, 7 maja 2013

Zdjęcie


Nudziło mi się, a jeszcze nie skończyłam nowego rozdziału, więc postanowiłam wam wstawić to zdjęcie. Pewnie nie raz je widzieliście, ale co tam ;D

niedziela, 5 maja 2013

Jedenasty rozdział i URODZINKI ANIEZE!!!


Wreszcie wolna!!!

     Po tych trzech dniach awantur, bójek i agresji, w końcu wypuścili pannę Fas i pana Malfoya. Wszyscy dobrze pamiętają te dni. Jak to w nocy było słychać ich krzyki w całym Hogwarcie. Jak Umbridge przyszła ich uspokoić, gdy się siłowali na środku korytarza, tuż przed Skrzydłem Szpitalnym. Nie było przerw między kłótniami, a bijatyką. Czasem było słychać jak jedno przyznaje drugiemu racje, ale chwile później była wywoływana bójka , którą próbował powstrzymać Snape.
     Nie ma to jak kręcenie się bezmyślnie po schodach. Co chwila zmieniały kierunek, zamykając Lunę i Amy w klatce.
-No proszę cię. Zaraz spóźnimy się na lekcje, a teraz mamy obrone przed czarną magią.- Wydyszała wściekła ślizgonka.
-Jak się spóźnimy to mamy przechlapane. Umbridge jest bezlitosna. Niby taka miła, różowa nauczycielka, ale jak cię dorwie to koniec. Nie wiesz co zrobiła Harremu.- Odpowiedziała przestraszona Luna biegnąc w te i we wte, próbując odnaleźć wyjście z tej pułapki.
-Co mu niby zrobiła?- Spytała.- To mój przyjaciel. Nie pozwolę tknąć moich przyjaciół nikomu! Jak ją tylko dorwę…- Blondynka tak się zdenerwowała, że złapała przyjaciółkę za rękę i przeskoczyła przez barierkę schodów. Wylądowały bezpiecznie na podłodze, mimo to panna Lovegood była wystraszona.
-Co to miało być?!- Krzyknęła gdy się zorientowała, że jeszcze żyją.
-Pod wpływem złości jestem zdolna do wszystkiego.
     Wszyscy siedzieli już w sali. Krzyki rozmów, które opętały klasie były całkiem odmienne od krzyków kłótni w skrzydle szpitalnym. Amy bardzo ucieszył fakt, że już nie musi codziennie oglądać Dracona, tak samo ucieszył się ślizgon i pani Pomfrey. Do pomieszczenia weszła ubrana cała na różowo profesor Umbridge. Zaczęła mówić jednak Amy jej nie słuchała. Usiadła wygodnie z pergaminem na twarzy i w około słyszała tylko jakieś brzęczenie. O mało nie spadła z krzesła gdy Harry i „różowa landryna” zaczęli się sprzeczać o to, że Voldemort naprawdę powrócił.
-Profesor Umbridge… Skąd pani niby wie, że Voldemort nie powrócił.- Zaczęła mówić spokojnie Amy i weszła na ławkę,- Czy widziała pani Voldka? Nie? To skąd pani wie, że on nie wrócił. Harry go widział i ja mu wierze. To, że pani uwarza inaczej nie znaczy, że tak jest!- Krzyknęła. Klasa siedziała cicho zdziwiona przestawieniem, które odstawiała blondynka.
-Panno Fas myli się pani. Jeszcze jedno słowo… i… i…- Powiedziała lecz nie dokończyła ponieważ Amy jej przerwała.
-Vlodemort powrócił! Ja wierze Harremu! Tak! Ktoś się pani sprzeciwił! I co pani na to!.- Dziewczyna zaczęła krzyczeć jednak Ron podniósł ją i próbował uspokoić.- Sprzeciwiłam się pani! I co ty na to! On powrócił! Powrócił rozumiesz!
-DOSYĆ!!!-  Krzyknęła profesor Umbridge, a Amy się uciszyła i uśmiechnęła złośliwie.- Po zajęciach masz przyjść do mojego gabinetu.- Oznajmiła, a twarz miała tak różową jak jej strój.
-Proszę się wyczilować. Jest pani czerwona jak pomidor.- Odpowiedziała ślizgonka i położyła nogi na ławce. Umbridge podeszła do niej, zepchnęła jej nogi na ziemie, spojrzała wściekle i powtórzyła:
-Po lekcjach w moim gabinecie.
     Wraz ze stopniałym śniegiem wróciło słońce, a w jego promieniach ogrzewała się Anieze. Siedział na trawie i łapała blask, który padał na dziedziniec. Gdy zauważyła Freda i Georga za wielkim łukowatym oknem korytarza, zerwała się na równe nogi i do nich pobiegła.
-Hej!- Krzyknęła w ich stronę.- Weźcie, Amy zaczęła się wykłócać z Umbridge na lekcji.
-I co? Harry na prawie każdej lekcji się z nią wykłóca.- Odpowiedział jej Fred.
-Tak, ale Amy nie dość, że się z nią kłóciła i to na temat Sami- Wiecie- Kogo. Najpierw prawie usypiała z zeszytem na twarzy. Później zaczęła się spokojnie wykłócać, aż w końcu wskoczyła na ławkę i zaczęła się wydzierać na całą klasę. Ron musiał ją ściągać i uspokajać. Dostał po mordzie, ale ją uspokoił. Amy w końcu olała sytuacje i rozłożyła nogi na ławce, po czym Umbridge kazała jej przyjść po lekcjach do jej gabinetu.- Dziewczyna opowiedziała chłopakom całą historie, a oni wybuchli nie opanowanym śmiechem.- Wszyscy podejrzewają, że zrobi jej to co Harremu. No wiecie ten napis na ręce.
-Ej Fred mieliśmy jej przekazać, że ma przyjść do Dumbledora.- Oznajmił George.
-Lecimy Eze.- Krzyknął Fred i obaj pobiegli szukać Amy.
-Eze?- Powtórzyła blondynka.
     Tuż przed wejściem do Wielkiej Sali Draco i Amy zaczęli swoją specyficzną kłótnię. Jak zwykle chłopakowi towarzyszył Zabini i Theodor.
-Ej Fas…- Zaczął wścibsko Malfoy.-… Nie dziwie się, że nie chcieli cie w niebie, ale nie musieli cię wyrzucać. Chyba nieszczęśliwie walnęłaś twarzą o beton.
-Też się nie dziwie, że mnie tam nie chcieli. W końcu wyrzucili mnie, aż do piekła Malfoy.- Syknęła pewnie blondyna.
-A no tak. Pamiętam jak się męczyłaś, żeby stamtąd wyjść. Mogłaś tam zostać i nie straszyć nas tymi szkaradnymi włosami.
-Z tego co pamiętam to na nie zwróciłeś uwagę w księgarni. Jak mnie wtedy określiłeś…- Nagle wszyscy zwrócili głowy w ich stronę.- Blond di…- Nagle przerwali jej bliźniacy.
-Amy Dumbledor kazał ci przyjść do niego.- Powiedzieli równocześnie i chcieli zabrać dziewczynę, ale Draco złapał ją za ramie i zaciągnął blondynkę w głąb korytarza, jak najdalej od Weasley’ ów.
     -Amy nie powinnaś zadawać się z gryfonami.
-Ał… Draco… Aaa… nie szarp mnie tak.- Amy zaczęła krzyczeć lecz nie szarpała się i posłusznie szła za ślizgonem.- W ogóle co ci do tego z kim się zadaje. Nie jesteś moją matką! Choć macie coś wspólnego.
-Co to miało znaczyć?- Spytał Malfoy ciągle szarpiąc dziewczynę.
-No oboje mnie nie cierpicie i nie chcecie mieć ze mną nic wspólnego.
-Nonsens.- Odpowiedział.
-Czyli, że mnie lubisz?- Spytała wścibsko Amy.
-Chyba śnisz! Mówię o twojej matce.
-Chyba ty śnisz, bo moja matka mnie oddała babci.- Teraz chłopak już wręcz ciągnął po ziemi.- Puścisz mnie już?!- Chłopak ją szarpnął do siebie, spojrzał gniewnie i pchnął na ziemie, po czym szybkim tempem odszedł.
     Jego spojrzenie znów utkwiło dziewczynie w pamięci. Nie rozumiała jego zachowania. Jednej nosy patrzył na nią i bliźniaków z utęsknieniem, później zaczyna ją szarpać i odciągać od nich jak najdalej, a teraz znów patrzy jej prosto w oczy. Tym razem ze wściekłością. Amy wolała nie szukać odpowiedzi na pytanie, które prawdopodobnie jej nie ma. Czyli, co siedzi w głowie tego chłopaka i o co mu znowu chodzi? Wolała zadać sobie pytanie, gdzie ma teraz iść? Do różowej landryny, czy do dyrektora? W końcu Dumblegor nie będzie zły jak teraz do niego nie przyjdzie, a Umbridge szlak trafi po tej dzisiejszej lekcji.
-Już wiem!- Krzyknęła, a echo rozniosło się po pustym korytarzu.- Idę do Dumbledora.
     W gabinecie, do którego Amy dostała się dzięki pomocy profesor McGonagal, dyrektor trzymał klatkę z Faweksem.
-Dziękuje Amy, że przyszłaś do mnie tak szybko.- Białowłosy uśmiechną się do dziewczyny i podszedł do niej ptakiem.-Chciałbym żebyś zaopiekowała się Faweksem.
-Jasne nie ma sprawy!- Odpowiedział entuzjastycznie i chwyciła klatkę.- A on mnie może poparzyć?
-Nie, nie. Nie bój się wszystkiego sama się dowiesz. A teraz wracaj do przyjaciół.
     Dziewczyna szybko wybiegła z uśmiechem na twarzy. Pobiegła odstawić ptaka do swojego pokoju. Przebiegła z powrotem przez salon ślizgonów jak burza, po drodze przewróciła Matta, z hukiem przeskoczyła kanapę i zniknęła za drzwiami.
-A jej co znowu?- Spytał czarnowłosy wstając z ziemi.
-Pewnie leci do gryfonów.- Odpowiedzieli chórem wszyscy obrcni.

Może to nie jest mój najlepszy rozdział, ale jest. Normalnie zaczęła bym dalej ćwiczyć rysowanie, ale z okazji urodzin Anieze postanowiłam dokończyć go na szybko i wstawić jeszcze dziś. Więc WSZYSTKIEGO NAJ NASZA GRYFONKO!!!

czwartek, 2 maja 2013

Akcja "wstążka"

Mam do was pytanie. Pewnie słyszeliście o akcji "wstążka". Na FB ostatnio widziałam, że to ma być ciemny pomarańcz, ale przed chwilą był też stary post o złotej wstążce. W komentarzach ludzie pisze, że ma to był łososiowa i koniec, ale ona jest już zajęta. Może ktoś wie coś o tym więcej? Ja już nie mam pojęci jaki to ma być kolor, więc pytam się was. Piszcie w komentarzach ;D

czwartek, 25 kwietnia 2013

Dziesiąty rozdział- z dedykacją na dole ;)


Odwiedziny

     Anieze… Ach ta Anieze… Amy ledwo co się obudziła, a ona już wskoczyła jak oparzona do skrzydła szpitalnego, nie zważając na nikogo dookoła. Jej wzrok utkwił w łóżku na którym leżała przyjaciółka. Amy na się nie zdziwiła. Jej wystarczyło pół miesiąca, w którym nie leżała w szpitalu, by dobrze ją poznać. Anieze przebiegła jak tornado przez pomieszczenie i błyskawicznie usiadła obok blondynki. Ona jednak nawet nie podniosła głowy znad książki i powitała przyjaciółkę.
     -Jak się czujesz? Pamiętasz mnie? Nie masz przypadkiem amnezji? Czemu się nie odzywasz? A może nie żyjesz i tak naprawdę podmienili cię jakimś robotem czy czymś tam?!- Anieze od razu obrzuciła dziewczynę pytaniami i zaczęła trząść jej ręką nerwowo.
-SPOKÓJ!!!- Krzyknęła ślizgonka.- Spokój, spokój, spokój… Dobrze, tak, nie, bo mi nie pozwoliłaś, żyję i nie jestem robotem.- Odpowiedziała hurtem i uspokoiła Anieze.
     Do pomieszczenia wszedł z wielkim hukiem czarnowłosy, przystojny ślizgon. Nie umknęło to uwadze Anieze, ponieważ ten chłopak, który szedł w olśniewającym blasku księżyca dobiegającym z okna, wielbił tylko ją. Theodor Nott. Ten niezwykły ślizgon nie cierpiący drobnej Amy, pokochał jej najlepszą przyjaciółkę- gryfonkę. Jego czystość krwi nie interesowała. Kochał ją i nic tego nie potrafiło zmienić.
     Czarnowłosy szedł dostojnie w kierunku swego przyjaciela- Draco Malfoya. Oczywiście on też od razu zauważył swoją dziewczynę. Uśmiechnął się do niej uroczo lecz na chwile i usiadł obok blondyna.
-Co tak długo.- Syknął ostro Malfoy.
-Bo nie szybciej.- Odpowiedział żartobliwie czarnooki.
-Dobrze, dobrze, dobrze… To co nowego w Hogwarcie? Tak w ogóle to jak tam Quidditch? Chyba radzicie sobie be zemnie.
-Bez ciebie tak. Bez niej też, ale bez was obojga nie.- Odpowiedział wiedząc, że Draco zaraz wybuchnie.
-COOOOOOOOOOOOOOOO!!!- Głos Malfoya wstrząsnął całą salą, ale po sekundzie się uciszył ponieważ dostał poduszką w twarz.
-Zamknij się blondas.- Amy syknęła ze złośliwym uśmieszkiem i zaczęła dalej rozmawiać z Anieze.
-
     Anieze wyszła równocześnie z Theodorem, pod jego ramieniem. Ślizgoni nie mógł odwrócić wzroku od pięknych oczu dziewczyny. Ona pod jego ramieniem czuła się taka bezpieczna. Szli cicho przez ciemny korytarz, jednak tą ciszę musiał przełamać ślizgon. Zaczął szeptać jej do ucha.
-Theodor.- Powiedziała i odepchnęła chłopaka na ścianę. Ona złapał ją w talii i przewiesił sobie przez ramię.
-Nie wiem czy pamiętasz, ale spadł już śnieg.- Odpowiedział z szyderczym uśmiechem na twarzy.
-Puść mnie! To był rozkaz.- Anieze zaczęła uderzać pięściami w plecy swojego ukochanego.
-Okej.- Uśmiechnął się i wyszedł na mróz przez najbliższe okno. Rzucił blondynkę w zaspę śniegu, a ona pociągnęła go za rękę i upadł obok niej.
     Draco i Amy siedzieli w ciemnym pokoju. Wpatrywali się w siebie ze wściekłością. Ich jadowite oczy błyszczały, niczym dwie pary jasnych płomyków. Nie chcieli spuścić z siebie wzroku. Tego gniewnego i pełnego nienawiści wzroku.
-Przestań się na mnie patrzeć.- Syknął blondyn.
-Nie przestanę do póki ty nie przestaniesz.- Odpowiedziała złowrogo.
-To idź spać!
-Nie pójdę. Nigdy nie wiadomo co ci strzeli do głowy. Ty idź pierwszy.
-Hahaha. Chciała byś. Pewnie gdy zasnę obetniesz mi włosy czy coś.- Nagle jednocześnie ucichli. Nawet nie poczuli zmęczenia. W ich głowach roiły się kłęby najczarniejsze myśli.
    Tuż po śniadaniu panna Weasley przyszła odwiedzić Amy. Zastała ją wpatrującą się w Draco. Ona tak samo nie spuszczał z niej wzroku. Do o koła na podłodze leżały poduszki. Ginny szybko ominęła poduszki. Wzięła dwie i podała je Amy. Rudowłosa szybko się zorientowała, że w nocy musiała wybuchnąć bitwa na poduszki. Oczywiście to nie była taka zwykła bitwa po przyjacielsku. Parę poduszek było rozszarpanych. We włosach blondynki było pełno piór z poduszek i miała niewiarygodnie roztrzepane włosy. Malfoy był niewiarygodnie wściekły. Jego włosy też wyglądały jak szopa z piórami, ale w znacznie mniejszym stopniu.
     -Hej Amy. Jak się czujesz?- Spytała rozpromieniona Ginny.
-Każdego dnia czuje się lepiej. Mam ochotę wyskoczyć z łóżka i zanurzyć się w śniegu.- Odpowiedziała tak samo radosna Fas.
-Za chwilę musze iść na lekcje, ale przyniosłam ci coś.- Panna Weasley sięgnęła do torebki i po kolei zaczęła wyjmować listy oraz jakieś paczki.- Mam dla ciebie notatki z lekcji na, których cię nie było. Są też zapisane prace domowe. Heormiona mnie prosiła, żebym ci przekazała, ona przyjdzie później z Harrym i Ronem. Jest też list od Freda i Georga.- Amy sięgnęła po kopertę na, której było nabazgrolone „W & W”. Dziewczyna od razu się zorientowała, że to od bliźniaków.- Lepiej go nie otwieraj, a przynajmniej bez nich.- Dodała ruda, a blondynka odłożyła kopertę.- Oprócz tego przyniosłam ci parę smakołyków ze śniadania.- Dziewczyna zaczęła wymieniać i po kolei wskazywać na poszczególne paczki.
     Kiedy Ginny wyszła blondynka położyła się spać. Była padnięta po całej nocy bójki na odległość z Malfoyem. Już ją nie interesowało czy coś jej zrobi czy nie. Wolała iść spać niż wpatrywać się w swojego wroga.
     Ciekawe, że po jednaj bójce oboje wpadli w śpiączkę. Choć właściwie nie. Najpierw Draco zorganizował męczący trening, który nie był trudny dla Amy. Później bili się jakieś sześć i pół godzin. Wszyscy się dziwili, że aż tak długo mogą się bić. Jednak wzajemna nienawiść tylko ich nakręcała. Tej dwójki nie można zostawić samej na pięć minut. Właściwie to na pięć sekund.
     Ron, Harry i Hermiona odwiedzili pannę Fas. Zastali ją śpiącą i z jakimiś rysunkami na twarzy. Gdy Ron próbował ją obudzić, dostał od niej z pięści w twarz. Nie dość, że pawie mu złamała szczękę to jeszcze zaczęła na niego krzyczeć. Hermiona jednym machnięciem różdżki zmyła z twarzy dziewczyny bazgroły, które okazały się „arcydziełem” Pansy Parkinson.
     Amy dowiedziała się od Harrego, o swoim byłym wstrząsie mózgu, złamanej nodze, która jest już prawie w pełni zdrowa i rozszarpanym ramieniu. Gdy Harry chciał dokładniej opowiedzieć o jej wypadku, Hermiona mu przerwała i zaczęła wypytywać o to czy Ginny doniosła jej wszystko. Pytała jak wytrzymała z Draco i co drugie słowo pytała się czy aby na pewno dobrze się czuje. Granger zawalała ją stertą pytań, a gdy chłopcy próbowali jej przerwać od razu lądowali na podłodze.
     Wieczorem Fred i George w końcu przyszli odwiedzić Amy. Gdy dziewczyna zobaczyła jak bliźniaki wbiegają wyskoczyła z pod pościeli i usiadła na brzegu łóżka. George szybko do niej podbiegł złapał ją w pasie i usadowił ją na swym ramieniu.
-Panie Weasley! Panie Weasley!- Pani Pomfrey szybo przybiegła gdy tylko usłyszała ich krzyki.- Proszę ją postawić. Powinna jeszcze odpoczywać.- Kobieta zaczęła się denerwować i biegać wokół nich.
-Dobrze pani P.- Powiedział wciąż rozbawiony rudzielec i odstawił dziewczynę przy łóżku. Amy o mało się nie przewrócił, ale Fred prędko ją złapał i ułożył na łóżku.
     -Teodor… Ach przyjacielu… Ona mnie tak denerwuje, że nie wiem czy wytrzymam z nią… Eee… Właściwie ile mam tu jeszcze siedzieć?- Draco spytał patrząc na swojego przyjaciela.
-Trzy dni.- Odpowiedział mu wyglądając przez okno.
-Trzy dni? Trzy dni! Mam tu siedzieć trzy dni z tą maszkarą naprzeciwko.- Oznajmił gniewnie patrząc na śmiejącą się Fas, która rozmawiała z Weasleyamy.
-Yhy…- Wymruczał czarnowłosy.
-Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
-Mhm…- Znów wymruczał nie spuszczając wzroku z okna.
-THEODORE!!!
-Co?- Chłopak nagle się otrząsnął i znów myślami był w środku, a nie gdzieś na dziedzińcu.
-Nic. Absolutnie nic.- Powiedział trochę oburzony blondyn.
-To po co się na mnie drzesz? Dobra ja już musze iść.- Ślizgon wyszedł w dość szybkim tempie zatrzaskując za sobą drzwi.
     Malfoy został sam i wpatrywał się z nienawiścią w gryfonów i tą niedoszłą ślizgonkę. Postanowił sprawdzić co tak interesowało jego przyjaciela i wyjrzał przez okno. Zamiast opadających płatków śniegu i gór białego puchu, zobaczył topniejące zaspy i gwiazdy błyskające zza szarych nocnych chmur. Jednak gwiazdy nie były swym blaskiem w koło jak co noc. Swe złociste i delikatne promienie kierowały ku parze całującej się na samym środku dziedzińca. Inni uczniowie przechodzili obok nich obojętnie. Ten widok był dla nich codziennością. Od drugiej klasy zawsze tą dwójkę widywali codziennie. Anieze i Theodor także nie zwracali uwagi na resztę. Widzieli tylko siebie w tym tłumie.
     Ślizgon wtedy odwrócił wzrok. Znów spojrzał na Amy. Tym razem w jego spojrzeniu nie było ani trochę nienawiści. Co to było za spojrzenie? Co w nim było? Współczucie? Akceptacja? Może nawet i sympatia? Lub ZAZDROŚĆ?!

Wiecznie oczekiwany rozdział. Bardzo was przepraszam mam nadzieje, że mnie jeszcze nie opuściliście :D Ten rozdział jest z dedykacją- Dla Anieze Bonazzi i dla "Anonima", który tak niecierpliwie prosił o następny rozdział :D ;)

wtorek, 23 kwietnia 2013

Wybaczcie, wybaczcie, wybaczcie...

Wybaczcie, wybaczcie, wybaczcie... Przepraszam was za to haniebne spóźnienie z rozdziałem. Po prostu jakoś tak wyszło, myślałam, że będzie szybciej. Na prawdę przepraszam. Jeśli chcecie coś poczytać- małego, ale jednak- to wejdźcie na ------> http://www.facebook.com/pages/Nasza-klasa/572710409417142 <------
Jest tam na razie taka jedna notatka, którą ja napisałam dzisiaj. To właściwie tak na szybko z naszej wycieczki. Mam nadzieje, że rozumiecie i mi wszystko wybaczycie. Zobaczymy czy zgadniecie, która to ja na zdjęciu ^^.
Wybaczcie, wybaczcie i jeszcze raz wybaczcie...

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Dziewiąty rozdział


Skrzydło szpitalne

     Draco leżał oparty na łóżku, w swoim dormitorium. Jedynym światłem w pokoju były świece, które stały na każdej szafce w pokoju. Blondyn całował się z jakość dziewczyną. Zastanawiał się kto to jest. Astoria? Pansy? Oby nie Parkinson.- pomyślał, dalej całując się z dziewczyną.- Może to Ginny? Albo Hermiona? NIE! Nie mógłby spędzić ani chwili sam na sam, w jednym pomieszczeniu- a co dopiero w jednym łóżku- z tymi, tymi… gryfonkami. Chłopak zauważył blond włosy. Może to Luna.- Dalej się zastanawiał.- Jest krukonką. Nagle dziewczyna zaczęła gryźć jego koszulę.
     Draco nie miał nic przeciwko, do póki nie zobaczył, kim jest jego partnerka. Amy Fas. Tak… Ślizgon nie mógł uwierzyć, że jest z blondynką tak blisko i nie wywołali jeszcze awantury. Chciał zepchnąć dziewczynę z siebie, ale nie panował nad sobą. Nie mógł ruszać ani nogami, ani rękami. Amy jednym machnięciem ściągnęła z chłopaka koszulę. Jej ubrania nagle zniknęły. Draco uświadomił sobie, że może się ruszać, ale nie chcę. To co się działo podobało mu się i to było najgorsze. Blondynka przejechała ostrymi paznokciami po jego klacie… i… i wtedy… kiedy akcja miała się rozkręcać… Blondyn się obudził w łóżku, ale nie w swoim. Leżał w skrzydle szpitalnym.
     Był wieczór, a przy nim siedział Nott, Zabini i Pansy. W łóżku naprzeciwko spała Amy. Przy niej siedziała Luna i Azieze, a bliźniaki właśnie wychodzili. Wyglądali na smutnych. Z oczu dziewczyn lały się łzy.
-Co się dzieje?- Spytał i rozejrzał się.
-Pamiętasz waszą bójkę na boisku?- Spytał Blays.
-Tak.- Odpowiedział mu nie pewnie młody Malfoy.
-No wiec… Kiedy przyszła Grangers ty i Am… Znaczy blondi zemdleliście.- Zaczął tłumaczyć mu przyjaciel, a Theodor co chwila spoglądał na swoją płaczącą dziewczynę.- Zanieśliśmy was do skrzydła szpitalnego. Byłeś w śpiączce przez półtora miesiąca, a Am… Znaczy, ona jeszcze się nie obudziła.- kontynuował. Wszyscy się spodziewali, że Draco wyskoczy z teksem „a co mnie obchodzi ona!”, jednak chłopak słuchał w milczeniu.
-Masz złamaną rękę i 3 żebra. Oprócz tego jesteś osłabiony i musisz odpoczywać.- Dodała Parkinson i przyłożyła swoją rękę do jego.
-AŁ!!!- Krzyknął blondyn. Okazało się, że to właśnie była jego złamana reka.
-Przep….- Zaczęła dziewczyna jednak Malfoy nie pozwolił jej skończyć. Kazał jej natychmiastowy wyjść. Ona wręcz w podskokach wybiegła z pomieszczenia.
     Fred i Georg wracali do wierzy Griffindoru. Byli załamani tą sprawą. Przez dwa tygodnie, dzień w dzień przychodzili do Amy. Na każdej przerwie, zawsze po lekcjach, nawet przed lekcjami obaj przychodzili do niej. Czasami w nocy się przekradali obok pani Pomfry, żeby się upewnić czy przypadkiem blondynka się już nie obudziła. Anieze, Luna, Harry, Ron i Hermiona zaczęli się martwić o bliźniaków. Próbowali ich zając czymś innym, ale on się nie dawali tak łatwo. W końcu przyjaciele odpuścili i sami zaczęli częściej przychodzić do Panny Fas.
     -Chłopcy.- Rozległ się kogoś głos na korytarzu.- Chodźcie tu do mnie.- Okazał się, że to Dumbledore. Fred i Georg byli pewni, że dostaną szlaban. W końcu powinni od godziny być w dormitoriach.
-Nie powinniście chodzić po Hogwarcie o tej porze. Pewnie wracacie ze skrzydła szpitalnego.- Powiedział i uśmiechnął się.- Więc wam wybaczę. Wyobrażam sobie co musicie przezywać. Wracając do tematu. Moglibyście  przekazać Amy, że ma przyjść do mnie jak się obudzi.- Bliźniacy Weasley wciąż byli wstrząśnięci i tylko skinęli głowami, na znak, że zrozumieli zadanie i odeszli.
     Luna właśnie skradała się w pelerynie- niewidce Harrego, do skrzydła szpitalnego.  Serce jej biło z nerwów. Umbridge mogła ją przyłapać w każdej chwili, a jak nie ona to Snaep. Mimo wszystko nie poddawała się. Nie mogła przyjść do przyjaciółki od dwóch tygodni. Umbridge zadawała im masę prac domowych. Snape się na nią uwziął i nawet dostała -5 punktów od Flitwicka.
     Panie Lovegood biło serce z całych sił. Nie mogła się doczekać kiedy będzie w skrzydle szpitalnym. Na korytarzy ciągle musi się rozglądać i uważać, żeby nie zahaczyć o pelerynę. Gdy Luna doszła na miejsce zauważyła, że Draco stoi przy łóżku Amy i wygląda przez okno.
     Draco stał przy łóżku Amy, gdy nagle usłyszał cichy szept.
-… jesteś wszystkim tym co mam…- Śpiąca blondynka cichutko zaśpiewała i odchyliła głowę w stronę blasku srebrzystego księżyca padającego z okna. Malfoy usłyszał jakiś szmer na końcu sali. To była Luna. O mały włos nie potknęła się o pelerynę- niewidkę. Na wszelki wypadek blondyn szybko wskoczył do swojego łóżka naprzeciwko i zaczął udawać, że śpi.
     Luna wykorzystała moment w którym nikogo nie było w pobliżu i powoli podeszła do przyjaciółki. Lekko odsłoniła twarz i zaczęła opowiadać o swoich snach. Podczas gdy Luna mówiła Amy się obudziła. Spojrzała na przyjaciółkę jednym okiem, żeby nic nie zauważyła.
-Jakie to słodkie.- Wyszeptała gdy Luna skończyła. Blondynka się zdziwiła, że akurat w tej chwili Amy się obudziła. Była trochę zawstydzona, ale przyjaciółka od razu ją zapewniła, że nikomu nic nie powie.
     Malfoy usłyszał jakieś szepty. Zdziwił się ponieważ on i dziewczyna aktualnie byli jedynymi poszkodowanymi w skrzydle szpitalnym, a Amy się jeszcze nie obudziła. Przynajmniej on tak myślał. Usiadł na łóżku, lecz nie zobaczył, żeby ktoś był w pomieszczeniu. Amy wyglądała jakby spała, a Luny nie było widać. Szepty jednak nie ustały. Chłopak postanowił to zignorować i położył się spać.
     Następnego ranka Luna od razu powiadomiła o wczorajszym wydarzeniu gryfonów. Wszyscy postanowili pójść do niej po lekcjach. Bliźniaki chcieli do niej przyjść od razu gdy się dowiedzieli, że się zbudziła. Luna jednak ich przekonała, że to nie najlepszy pomysł, ponieważ Amy jest mocno osłabiona i może jeszcze spać. Mimo iż chłopaki sądzili, że Luna ma rację, chcieli przyjść do przyjaciółki jak najszybciej, o czym wiedziała reszta. Wealeyowie byli pod stałym nadzorem Harrego i Rona.
     Hermiona ciągle się martwiła. Poszła do biblioteki by się uspokoić przy jakiejś książce. Jednak, żadna jej nie pomogła. Nerwowo przewracała strony. Pierwszy raz się tak martwiła. Martwiła się o piętnasto letnią dziewczynę jak o małe dziecko. Gryfonka po części nie rozumiała tego, a po części czuła, że musi ją chronić. Nie wiedziała jaki był tego powód. Po prostu to czuła.
     Jednak nie tylko panna Granger się martwiła o Amy. Weasleyowie oprócz Ginny, zajadali stres, a najbardziej Ron. Na obiedzie Harry, Ron i bliźniaki razem z Simusem, urządzili wyścig „kto zje najwięcej w jak najkrótszym czasie”. Dzięki temu udało im się chodź przez chwilę nie myśleć o blondynce. Anieze, Hermiona i Ginny tylko obserwowali jak chłopaki wpychają w siebie nie wyobrażalną ilość jedzenia.
     Po obiedzie chłopców trzeba było zanieść so sypialni. Tak się objedli, że dziewczyny prawie ich turlały po schodach.
-Po co się taj objadaliście.- Powiedziała Luna trzymając podpierającego się Georga.
-I jak sobie niby teraz wyobrażacie odwiedziny w skrzydle szpitalnym.- Dodała Anieze, która ciągnęła za sobą Harrego i Simusa.
-Eee… No nie wiem.- Stwierdził sarkastycznie Ron.- Myślałem, że po prostu pójdziemy tam na nogach.- Dodał z ironią.
-Przecież wy się ledwo ruszacie.- Odpowiedziała mu Hermiona i odepchnęła go od siebie. Chłopak złapał się poręczy i wysapał:
-Masz rację. Dziś nie damy rady do niej pójść. Pomożesz mi dojść do dormitorium prawda.- Zwrócił głowę od Hermiony, a gdy ona się ugięła uśmiechną się i znów podparł o przyjaciółkę.
-No skoro jesteśmy na miejscu, ja lecę do Amy.- Oznajmiła Anieze gdy doszli przed portret Grubej Damy.
-Zaczek…- Wyjęknął Fred, ale zanim skończył dziewczyna znikła gdzieś w oddali.

Było 5 komentarzy więc wstawiam dziewiąty rozdział. Cztery komentarze były od tej samej osoby (widać to po dacie i czasie dodania), ale obiecałam, że jak będzie 5 to wstawię. Nie ustalałam innych zasad ;D Miłego czytania i zapraszam na bloga, do którego link jest umieszczony pod ankietą.

sobota, 6 kwietnia 2013

Ósmy rozdział


Pierwszy trening

     Amy szła korytarzem na spotkanie przed wielką salą z Fredem. Czuła, że ktoś ją obserwuje, że ktoś za nią idzie.
-Sir Nikolasie.- Wypowiedziała, a przed jej oczami pojawił się duch.
-Skąd wiedziałaś, że to ja?- Zapytał uśmiechając się do dziewczyny.
-Tak dostojnego ducha nie trudno rozpoznać.
-Schlebiasz mi.- Sir Nikolas uśmiechną się jeszcze szerzej i ruszył w stroną Freda razem z dziewczyną.
-I widziałam cię za oknem.- Zaczęli się cicho śmiać. Duch musiał odejść, a blondynka szła dalej. Gdy w końcu doszła chłopak już siedział na schodach. Zobaczył ją, jednak nie wstał. Amy przysiadła się do niego. Zaczęli rozmawiać. Niektórzy uczniowie już zaczęli schodzić na śniadanie. Jednak przyjaciele nie zwracali na nich uwagi. Rozmawiali głośno. Śmiali się na cały głos. Brian zauważył dziewczynę z gryfonem i postanowił powiedzieć jej o dzisiejszym treningu.
-CO!!!- Krzyknął Fred wstając gwałtownie z ziemi, tuż po tym jak ślizgon poinformował dziewczynę o dzisiejszym spotkaniu.- Jesteś w drużynie ślizgonów! Jak mogłaś! Przecież będziesz rywalizować ze mną!- Chłopak był wściekły na dziewczynę. Nie wiedział co myśleć.
-Myślałam, że chcesz, żebym grała w Quidditch.- Powiedziała spokojnie, lecz wstała dość gwałtownie.
-Ale myślałem, że będziesz gryfonką!- znów krzyknął.
-Czyli mogę grać w Quidditcha tylko z tobą!.- Amy zaczęła podnosić głos na przyjaciela.- Proszę powiedz mi czego jeszcze nie mogę robić bez ciebie!.- Krzyknęła oburzona. Tłum uczniów przyglądał się ich kłótni. Oczy Amy zaczęły wypełniać się jadem, co Fred od razu zauważył. Uspokoił się. Próbował uspokoić i przytulic przyjaciółkę, lecz ona się wyrywała. Była na niego wściekła. W końcu odeszła z Brianem na śniadanie.
     Po południu Amy szła na trening. Była tak podekscytowana, że zapomniała o Fredzie i kłótni z nim. Podążała pewnym krokiem w zielonym stroju do Quidditch. Nie myślała o innych ślizgonach z drużyny, ani o Draco, który na pewno będzie się awanturował o to, że Amy jest w drużynie. Jej głowę zaprzątała tylko jedna myśl- Quidditch. Szybowanie na miotle wśród błękitnych obłoków sprawiało, że Amy nie myślała o problemach. Wręcz odrywała się od świata teraźniejszego.
     Na boisku już na nią czekali. Twarze mieli skwaszone. Dziewczyna wiedziała co to znaczy, ale nie przejmowała się tym. Gdy tylko do nich podeszła Malfoy się na nią rzucił.
-Gdzie ty byłaś!- Ryknął jej prosto w twarz.
-Miałam być o 16, a jest 15:30. To nie moja wina, że wy przyszliście o wiele za wcześnie.- Odpowiedziała pewnie patrząc prosto w oczy chłopaka.
-Trening miał się rozpocząć o 15 Fas.
-Brian mi mówił, że o 16. To chyba on jest kapitanem w drużynie.
-Plany się zmieniły. Kazałem Mattowi ci przekazać o której masz przyjść.- Powiedział kapitan stając między blondynem, a dziewczyną.
-Dzisiaj widziałam się z Matem chyba z dziesięć razy i nic mi nie mówił.- Odpowiedziała niepewnie Amy, ale po chwili spojrzała ze wściekłością na resztę drużyny. Trochę się zdziwiła, że była jedyną dziewczyną w drużynie, ale jej to nie przeszkadzało. Nie bała się żadnego upadku, potrącenia, złamania, ani nawet śmierci. Nie pozwoli zniszczyć im, a głównie Malfoy’ owi jej pierwszego roku w Hogwarcie.
-Oj zapomniałem.- Powiedział czarnowłosy i machnął lekceważąco ręką.- Dobra, skoro przyszła to może zaczniemy trening. Musimy ją w końcu sprawdzić.- Powiedział i wstał, co też uczyniła reszta chłopaków.
     Draco spojrzał na Briana jakby chciał powiedzieć- idź już, tak jak się umawialiśmy, ja się wszystkim zajmę- i kiwnął lekko głową wskazując szkołę.
-Przypomniało mi się… Eee… że…- Brian mówił powoli, żeby wymyślić jakąś dobrą wymówkę.- Już wiem…- wykrzyczał.- Że musze porozmawiać ze Snapem.- Powiedział dumny, a wszyscy patrzyli się na niego jakby powiedział, że idzie zjeść brodę Hagrida. Spojrzał  się na nich bez wyrazu i szybko pobiegł w stronę zamku.
     Fred nie mógł zapomnieć o dzisiejszej kłótni przed śniadaniem. To go po prostu męczyło. Udał się do pokoju wspólnego gryfonów. Byli tam wszyscy- Harry, Ron, Hermiona, George, Luna. Wszyscy się głośno śmiali, rozmawiali, po prostu się cieszyli, a on miał tam wmaszerować ze smętną miną. To nie w jego stylu. Powoli zaczął się rozchmurzać i ruszył dość dziarskim krokiem.
-Fred!- Krzyknęli chórem i uśmiechnęli się.
-Hej.- Powiedział trochę zdziwiony.
-O co się znów pokłóciłeś z Amy?- Spytał George.
-No… o…- Zaczął, ale nie pozwoliła mu dokończyć Luna.
-Pewnie o jakiś nonsens.
-Właściwie to…- Znów mu przerwano. Tym razem był to Harry.
-Dajcie mu powiedzieć co się stało.- Powiedział chłopak próbując wszystkich uciszyć.
-Uciszcie się.- Krzyknął Ron, w nadziei, że pomoże Harremu.
     W pomieszczeniu zrobił się jeszcze większy harmider niż wcześniej.
-Ciiiiiiiiiiiiiiiiiiiiszaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa.- Piskliwie krzyknęła Hermiona, a na jej głos wszyscy się uciszyli. Przyjaciele spojrzeli na dziewczynę i spokojnie usiedli.
-No mów. O co się znowu pokłóciliście?- Spytała jeszcze raz spokojnie. Teraz wzrok wszystkich był skierowany na Freda.
-No bo ona będzie w drużynie ślizgonów. Będzie z nami rywalizować podczas meczy Quidditcha.- Powiedział niepewnie, bo wiedział, że to nonsens się o cos takiego pokłócić. Przeczesał włosy ręką i spojrzał na bliźniaka. George był całkiem skołowany. Wszyscy pobladli i wyglądali jak prawie bez głowy Nick.
-CO!!!- Krzyknęła Hermiona i wytrzeszczyła oczy. Fred był gotowy przyjąć jej całe kazanie, ale ona wybiegła z pokoju wspólnego szybciej niż Harry na miotle.
     Amy właśnie zawstydzała chłopaków z drużyny swoją gracją, stylem, zwinnością, szybkością i sprytem, podczas lotu na miotle. Malfoy zmarszczył nos i na chwilę odwrócił głowę. Dla dziewczyny to była tylko zwykła zabawa. Od dziecka była zwinna i giętka. Powiew wiatru we włosach dodawał jej tylko chęci do piruetów i akrobacji. W ogóle nie czuła lęku. Śmiała się. Nawet przez chwilę zapomniała, że jest na treningu. Gdy usłyszała krzyki Draco, co oznaczało, że ma wracać na ziemie, wylądowała. Wszyscy byli zachwyceni jej występem, ale to ukrywali.
     -100 pompek i to już!- Ryknął jej w twarz Malfoy i wskazał palcem ku ziemi. Nie minęło pół minuty, a blondynka już wykonała zadanie.
-Nawet się nie zgrzałam.- Powiedziała, co było i dla niej i dla blondyna, rzuceniem rękawicy. Chłopak przyjął wyzwanie. Zadawał jej wiele trudnych zadań. Raz musiała z nim się ścigać, a raz wejść na najwyższe drzewo w pobliży. Oboje nie wiedzieli jaki to miało związek z Quidditchem, ale po pięciu minutach Amy była znów na ziemi i trzymała w ręku gałązkę z samego czubka drzewa. Wszystkie polecenia dziewczyna wykonała w mgnieniu oka.
     Draco nie wierzyła w to. Musiało być jakieś zadanie, którego nie zdoła wykonać. Już wiedział co musi zrobić.
-Teraz musisz mnie powalić na łopatki.- Powiedział pewny siebie. Zdioł przeszkadzającą pelerynę i podwinął rękawy.- Bez różdżek, bez magii, a ze względu na to, że jesteś dziewczyną dam ci fory.- Uśmiechnął się do niej szyderczo.
-Weź te swoje fory dla siebie.- Powiedziała i jednym eleganckim ruchem zrzuciła pelerynę na ziemie.- Przyda ci się każda pomoc.- Tak że uśmiechnęła się szyderczo, a twarz Dracona zmieniła się z pewnej siebie na „lepiej uważaj mała”.
     Hermiona dotarła już na boisko. Zastała tam Draco i Amy tarzających się po trawie, a reszta kibicowała Malfoy’ owi.
-Kamień z serca.- Powiedziała do siebie z ulgą. Usiadła na trybunach z myślą, że to się za chwile skończy. Przecież co może się stać. Nawet Draco nie pobił by dziewczyny, a Amy mimo iż jest silna to pewnie nie zrobi chłopakowi krzywdy. Walka wciąż trwała. Chłopcy z drużyny się już znudzili i usiedli na trawniku obok. Bójka zrobiła się bardziej niebezpieczna niż wcześniej. Hermiona postanowiła ich rozdzielić, jednak nie udało jej się. W końcu Draco odepchnął dziewczynę od siebie. Oboje stanęli i patrzyli na siebie ze wściekłością w oczach. Zaczęło kropić. Rozpętała się burza. Nagle oboje zasłabli, zrobili się bladzi i zemdleli. 

Mam nadzieja, że spodobał się wam kolejny rozdział :D Od razu mówię, że następny rozdział będzie na blogu gdy moja przyjaciółka go przeczyta. Ona dostaje je wcześniej i daje mi opinie, ewentualnie proponuję małe zmiany. Możemy zrobić też tak, że jeśli będzie co najmniej 5 komentarzy od razu wstawię dziewiąty rozdział. ;D
P.S. Często zamiast "George" jest pewnie "Georg". Dowiedziałam się tego od kuzynki, a zbytnio nie mam czasu szukać jego imienia i zmieniać, więc mam nadzieje, że mi to wybaczycie :)