poniedziałek, 25 marca 2013

Mały bonus: Strona z pamiętnika Luny



13.10.

Mały wypadek

Amy wdała się w bójkę z Draconem. Wystarczyło że poszła na pierwszy trening  ślizgonów, a już trafiła do skrzydła szpitalnego na… właściwie nikt nie wie na ile. Amy aktualnie jest w śpiączce, tak samo jak Malfoy. Amy ponoć ma wstrząs mózgu, złamaną nogę i rozcięte prawe ramie. Tak… Malfoy i Amy są tak samo silni. To trochę dziwne, bo Amy jest taka drobna, a Draco… no… jest większy od niej.

     Ostatnio ciągle mi się śnią Weasley’ owie. A głównie bliźniaki. Tak te dwa rudzielce, których prawie nie da się rozpoznać. Nikomu nie mówiłam o moich snach. Czuje jakby miały zaraz we mnie eksplodować, koniecznie muszę o tym komuś opowiedzieć. Pójdę dzisiaj w nocy do Amy, może i jest w śpiączce, ale przynajmniej się wygadam przed przyjaciółką.

Harry od razu zgodził się pożyczyć mi pelerynę- niewidkę.
Georg strasznie się narzucał, ale nie powiedziałam mu po co mi peleryna Harrego.
Ciągle się o nią martwię, tak jak Fred i Georg.
Boje się, że przyłapie mnie pani Pomfrey.
Gorzej by chyba tylko było gdyby Draco nie spał.
Lepiej o tym nie myśleć, za chwilę 22:00.
Musz
ę wracać do dormitorium i uważać na Snape’ a, dziwnie na mnie ostatnio spogląda.

L. Lovegood


Pamiętnik Luny jest powiązany z historią Amy. Piszcie komentarze i bierzcie udział w ankiecie, która jest w prawym górnym rogu strony. :D To dla mnie ważne :)

piątek, 22 marca 2013

Wiadomość dla czytelników

     Hej!!! Teraz mam taki mały problem z pisaniem historii Amy. Muszę przemyśleć parę spraw. Więc mogę wstawiać jakieś bonusy np:
-Pamiętniki
-Huncwoci
-Nowe pokolenie
Itd.
     Możemy zrobić też tak... Wy będziecie mi pisać wasze propozycje np: pamiętnik Luny, albo jakaś historia Albusa, czy kogo tam chcecie. Po prostu jeśli chcecie przeczytać coś o konkretnym temacie to piszcie w komentarzach, postaram się spełnić prośby ;D
     Możecie mi też zadawać pytania jeśli zechcecie. Odpowiem na wszystkie. Więc czekam ;D

czwartek, 21 marca 2013

Szósty rozdział


Wszystko się układa, do czasu

     -POBUDKA!!!- Ktoś krzyknął w sypialni Amy. Dziewczyna gwałtownie wyskoczyła z łóżka. Dziewczyn w jej pokoju już nie było.
-Czego chcecie?- Spytała wystraszona. Przed jej oczami stał nie kto inny jak Draco Malfoy.
-O sama już nie jesteś taka odważna.- Powiedział zbliżając się do niej.
-To ty przyprowadziłeś Theodora.
-To jest bez znaczenia.- Krzyknął ze złością. -Nie wchodź mi w drogę bo tego pożałujesz.- Pogroził jej i zaczął szarpać za koszulę.
-Po pierwsze- nie boje się ciebie, ani twojej zgrai. Po drugie- co ty mi możesz zrobić.- Powiedziała wyzywająco i odepchnęła chłopaka od siebie.
-Ładne buty. Są dla ciebie ważne?
-Taaaaak.- Odpowiedziała niepewnie. Theodor machnął różdżką i szczęśliwe buty Amy stanęły w płomieniach.
-To było ostrzeżenie.- Rzucili przy wyjściu śmiejąc się szyderczo. Zostawili ją płaczącą nad popiołem.
     Amy szła korytarzem. Po drodze zauważyła Lunę i Anieze. Pobiegła do nich i zaczęły rozmawiać. Nagle przybiegł do nich Theodor. Pocałował Anieze w policzek i spytał się czy może porwać Amy na chwilę.
-Blondi nie waż się powiedzieć Anieze o tym co się wydarzyło.- Pogroził jej.
-Bo co?!
-Bo jeśli się o tym dowie, skończę z tobą na stałe.- Dziewczyny już poszły na śniadanie. Chłopak przybił Amy do ściany i zaczął grozić jej różdżką.
-Jeśli przez ciebie ona zerwie ze mną to zadbam o to, żeby wszyscy ślizgoni cię załatwili. Rozumiesz!- Powiedział, a ona tylko pokiwała głową. Theodor pobiegł do Wielkiej Sali. Blondynka odetchnęła głębiej i udała się w tym samym kierunku.
     Przed drzwiami do Wielkiej Sali dziewczyna zatrzymała się. Zaczęła czuć, że zbliża się do niej jakieś niebezpieczeństwo. Zaczęła cuć, że coś lub ktoś się zbliża. Odwróciła się na pięcie i za nim stanęła stabilnie Fred i George złapali ją za ręce i ciągnęli po podłodze na śniadanie.
-Nie uciekniesz nam tak łatwo.- Powiedział z szerokim uśmiechem George.
-Wiedziałam, że zbliża się niebezpieczeństwo.- Wymruczała do siebie pod nosem.
-Jest sprawa.- Powiedział Fred.
-O, a to nie jesteście na mnie źli- Odpowiedziała mu z oburzeniem.
-No właśnie o to chodzi.- Oznajmił George. Zaciągnęli ją do stołu Griffindoru. Zaczęli z nią rozmawiać o wczorajszej sprawie i przeprosili ja za to, że byli wczoraj tacy ostrzy. Dziewczyna słuchała ich w milczeniu. W końcu po upływie dziesięciu minut zaczęła jeść śniadanie przy ich stole, a oni ciągle opowiadali jej o czymś.
     Amy spóźniła się na pierwszą lekcje- eliksiry. Zgubiła się w jednym z korytarzy. Biegła ile tchu i próbowała odnaleźć się w tej wielkiej szkole. Potknęła się o szatę i zrobiła efektowny poślizg. Wylądowała tuż przed nogami ślizgona.
-Zabini?- Zdziwiła się dziewczyna.- Nie jesteś na lekcji?- Dodała.
-Nie. Musiałem wracać po torbę i się spóźniłem.- Odpowiedział jej i pomógł wstać.
-Czemu ty jesteś dla mnie miły? Przecież wszyscy ślizgoni mnie nie lubią.
-Tak naprawdę to tylko Draco i Theodor sądzą, że nie zasługujesz na bycie ślizgonką, a reszta przyznaję im rację. Po prostu zachowują się jak stado baranów.- Powiedział i zaczęli iść na lekcję.
-A tak przy okazji co sądzisz o Draco?- Spytał załamując ciszę.
-Jest debilnym idiotą, który strasznie mnie wnerwia.- Odpowiedziała spokojnie.
-Czyli jakbyście musieli się zaprzyjaźnić, to by nie było szans?
-Czemu. Jakby chciał to bym się z nim zaprzyjaźniła, ale nie sądzę, że on by ze mną wytrzymał.
-Jak to? Nie cierpisz go, ale zaprzyjaźniła byś się z nim?- Chłopak był całkiem skołowany.
-Mogła bym się nawet w nim zakochać. Wszystko może się zmienić od tak.- Powiedziała i pstryknęła palcami.- Nie mamy wpływu na to co się wydarzy. To co się stanie już jest ustalone i nawet gdy myślimy, że oszukujemy przeznaczenie to tak nie jest. Wszystko co zrobiliśmy, robimy i zrobimy, miało się zdarzyć.
-Dziwna jesteś.- Oznajmił.
-Wiem.- Uśmiechnęła się i akurat doszli do sali. Weszli, Snape spojrzał na nich złowrogo, ale na szczęście lekcja się jeszcze nie zaczęła. Draco spojrzał się na Zabini’ ego jakby zabił mu rodziców. Amy chciała usiąść obok jednej z gryfonek, a Bleys obok Draco. Niestety nauczyciel ich przesadził. Amy nie mogła wytrzymać obok blondyna, zwłaszcza, że ciągle rozmawiał z Pansy i Theodorem, którzy usiedli tuż przed nimi. Rozmawiali bez przerwy. Wszystkich to denerwowało. Snape co chwilę zwracał im uwagę. W końcu dziewczyna nie wytrzymała. Wyjęła z torebki taśmę i zakleiła mu twarz trzy razy. Severus spojrzał się na nią zza księgi i rzucił suche „Dziękuje”. Zielonooka umiała odczytać ludzkie uczucia. Zauważyła, że Snape zaczął ją lubić. Theodor i Pansy odwrócili się i uciszyli. Cała klasa była jej wdzięczna, a Draco wściekły zajął się lekcją.
     Po lekcjach Anieze wybrała się do Theodora. Był w pokoju wspólnym ślizgonów.
-Zwycięstwo.- Wypowiedziała hasło gdy znalazła się przy kamiennej ścianie w lochach. Weszła do środka i od razu ujrzała swojego chłopaka, który siedział na kanapie obok Bleysa.
-Hej chłopaki, co robicie?- Spytała się kładąc na kolanach Notta.
-A o niczym skarbie.- Odpowiedział jej Theodor i pocałował w policzek.
-Anieze słodko wygląda jak się na nią patrzy z góry.- Stwierdził Zabini.
-Anieze zawsze wygląda słodko.- Powiedział czarnowłosy i przeczesał jej złociste włosy. Ona uśmiechnęła się uroczo. Wtedy zauważyli jak Amy próbuje nie spostrzeżenie wykraść się ze swojego dormitorium.
-AMY!!!- Krzyknęła na cały głos blondynka. Ona szybko się schowała za najbliższym fotelem.
-Ciiii… Jest tu Draco?- Spytała się szeptem.
-Nie.- Odpowiedziała Anieze siadając.
-A co, boisz się go?- Spytał się złośliwie Theodor.
-Nie.- Odpowiedziała oburzona.- Po prostu chcę stąd wyjść bez awantur.- Dodała i podeszła do nich. Wiedziała, że Theodor przy Anieze nie będzie się nad nią znęcać.
-Jakby każde wasze spotkanie prowadziło do kłótni.- Stwierdził Bleys.
-Bo prowadzi.
-Amy nie przesadzaj.
-Już gdy się poznaliśmy, zaczęliśmy się kłócić. Teraz za każdym razem gdy się widzimy to nasze rozmowy prowadzą do bójki.
-Oj tam, oj tam.
     

środa, 20 marca 2013

Piąty rozdział


                            Nowa szkoła- Nowy dom

     Do Wielkiej Sali weszli uczniowie starszych klas. Profesor McGonagal kazała Amy czekać z pierwszo roczniakami na tiarę przydziału. Nie czuła stresu, było wręcz na odwrót. Cieszyła się, że poznała wspaniałych przyjaciół, że może na nich zawsze liczyć. Cieszyła się nawet z tego, że poznała Draco- swojego pierwszego wroga. Nic nie mogło jej zepsuć tego dnia. Dumbledore ogłosił parę spraw na wejściu. Powiedział także o Amy. O tym, że chociaż w Hogwarcie jest pierwszy raz, to idzie do piątej klasy.
-… I mam nadzieje, że osoby, które poznała przed końcem wakacji…- Dodał na koniec spoglądając na Weasley’ ów, Pottera oraz pannę Granger.- Pomogą jej odnaleźć się w naszej szkole.- Gdy skończył, ceremonia przydziału rozpoczęła się. Wiele uczniów zastanawiało się nad nową osobą w szkole. Wszyscy spoglądali na siebie ze zdziwieniem. Pierwszo roczniki wyglądali na zbytnio zdenerwowanych, żeby się tym przejmować. Uczniowie kolejno byli przydzielani do poszczególnych domów- „Slytherin”, „Gryffindor”, „Ravenclaw”, „Huffelpuff”.
     -Amy Fas.- Krzyknęła Profesor McGonagal. Fred, George, Ginny, Ron i Harry nie przejmowali się tym do, którego domu trafi ich przyjaciółka. Byli pewni, że będzie razem z nimi w Griffindorze. Jedynie na twarzy Hermiony tworzył się wyraz niepokoju. Amy szybko wskoczyła po schodach i z gracją usiadła, czekając aż tiara przydziału spocznie na jej głowie.
-Trudny wybór…- Wymruczała tiara przydziału na samym początku. Amy spojrzała przyjaźnie na swoich przyjaciół. Gdy spojrzała na Anieze ledwo powstrzymała się od nie opętanego śmiechu. Dziewczyna próbowała ją rozśmieszyć. Zielonooka spojrzała przez sekundę jadowicie na Malfoya. Jej oczy groźnie zabłyszczały. Później skupiła się tylko na tiarze.
-… to naprawdę trudny wybór.- Dalej ciągnęła tiara.- Jesteś całkiem bystra oraz baaaaaaaaaardzo odważna, szczera i prawa. Jednak leniuszek z ciebie.- Tiara spojrzała się na nią z góry, sympatycznie.
-No taki mały. Jeśli musisz coś zrobić jutro, zrób to po jutrze. Będziesz miał dwa dni wolnego.- Odpowiedział jej. Cała sala zaczęła się śmiać. Nawet nauczyciele nie mogli się powstrzymać.
-Widzę, że śmiała tez jesteś.- Stwierdziła tiara kończąc śmiech. Amy się tylko słodko uśmiechnęła.
-Jesteś także sprytna. Boisz się wielu rzeczy, ale z łatwością pokonujesz strach.
-Odważnym nie jest człowiek, który niczego się nie boi. Lecz ten, który potrafi pokonać swe lęki.- Powiedziała spokojnie.
-Już zdecydowałem! Jesteś bardzo odważna, sprawiedliwa i zawsze bronisz swoich przyjaciół!- Przy stole Griffindoru wszyscy zaczęli się cieszyć. Amy podzielała ich dobry humor.
-Jednak twój niewiarygodny spryt nie pozwala mi umieścić cię w Griffindorze.- Uśmiech z twarzy Amy momentalnie znikł.
-SLYTHERIN!!!- Krzyknęła tiara zanim Amy zdążyła coś powiedzieć. Żaden z domów nie był zadowolony. Amy uniosła głowę, wstała i odeszła. Nie dając po sobie poznać, że ta sytuacja zniszczyła jej nastrój.
     Amy usiadła jak najdalej Draco. Po drodze uraczyła go tylko zimnym spojrzeniem. Ślizgoni się od niej automatycznie odsunęli. Ona starała się usiąść naprzeciwko przyjaciół.
-Jak mogłaś Amy, jak mogłaś.- Zaczął Fred.
-Miej pretensje do tiary.- Odpowiedziała mu trochę zła dziewczyna.
-Ale to ty jesteś taka sprytna- Dodał George. Amy poczuła, że wina jak zwykle leży po jej stronie. Hermiona spoliczkowała bliźniaków.
-To nie jej wina. Slytherin nie jest zły.- Powiedziała.
-A znasz kogoś dobrego ze Slytherinu?!- Dodał Ron.
-A mój chłopak, Theodore?! A Amy?!- Spytała z obudzeniem Anieze.
-Amy się nie liczy.- Odpowiedział jej Ron.- W końcu ledwo stała się ślizgonką.
-Więc o co te złośliwości?- Spytała się zdenerwowana Ginny.
-A o to, że teraz będzie ze ślizgonami. Będzie jedną z naszych wrogów.- Dodał Harry.
-Tak teraz będzie ślizgonką i pewnie będzie się podlizywać Snapowi.- Powiedział Ron. Rozmowa toczyła się o Amy, ale jej nie zauważali. Po zdaniu, które wypowiedział Ron, w oczach Amy pojawiła się łzy. Przysłuchując się rozmowie dziewczyna trzymała wodę w oczach.
-Ron ty chyba prosisz się, żeby ci przyłożyła.- Pogroziła rudzielcowi Anieze.
-Miałem nadzieje, że będzie z nami w drużynie Quidditha.- Powiedział zły Harry. Rozmowa ciągnęła się tak dalej.
     Kolacja się skończyła. Amy próbowała omijać przyjaciół. Jednak nie uciekła Anieze.
-Amy nie smuć się.- Próbowała ją pocieszyć.
-Ale jak mam się nie smucić. Zawiodłam Harrego. Zawiodłam Freda. Zawiodłam George. A Ron się ze mnie nabija. Tylko wy mnie próbowałyście bronić.- Amy zaczęła płakać. Dziewczyny usiadły przy ścianie.
-Powinnam iść. Bo później nie trafię do lochów.- Wyszlochała blondynka.
-Nie martw się ja cie tam zaprowadzę. Często tam przebywam.- Powiedziała z uśmiechem brązowooka.
-Dzięki.- Odpowiedziała jej ocierając oczy. W tej sytuacji Amy widziała jeden plus. Nikogo nie było na korytarzu i nikt ich nie widział.
-Nie smuć się Amy. Przecież Slytherin to świetny dom.
-Ja nie smucę się dlatego, że jestem w Slytherinie. Właściwie jestem dumna z tego. Wiem, że w Slytherinie są osoby sprytne i ambitne. Właściwie to mi nawet pochlebia, ale wy wszyscy jesteście na mnie źli. Zawiodłam moich jedynych przyjaciół i to wszystkich na raz.
-Rozmawiałam z nimi. Chłopaki powiedzieli, że tak naprawdę są źli na tiarę, a nie na ciebie.- Próbowała ją uspokoić.- Po prostu nie mogli uwierzyć, że nie jesteście razem w domu. A Ronem się zajmę w nocy.
-Proponuje wsadzić mu karaluchy pod poduszkę.- Amy przestała płakać i znów się uśmiechnęła.
-Dobry pomysł, ale na Rona lepsze będą pająki.
     Anieze odprowadziła przyjaciółkę do jej pokoju. Amy omijała spojrzenia innych ślizgonów. Nie wiedziała co teraz będzie. W Slytherinie nikt jej nie lubił. Nikt też nie wyglądał jakby chciał. Mimo to szła z uniesioną głową. Dziewczyny zasiadły na łóżku Amy.
-Będzie dobrze zobaczysz.- Stwierdziła Anieze głaszcząc blondynkę po miękkich włosach.
-To zdanie mnie najmniej pociesza, ale dzięki.- Odpowiedziała jej przytulając poduszkę. Na szczęście Amy była w pokoju z najsympatyczniejszymi dziewczynami w Slytherinie. Jednak i one nie polubiły jej- nawet nie próbowały. Mimo wszystko szanowały ją i jej rzeczy. W końcu też jest ślizgonką.
-Z samego rana widzimy się w Wielkiej Sali na śniadaniu. Masz szczęście pierwsza lekcje mamy wspólnie.- Powiedziała jej na pożegnanie Anieze i pomachała. Amy zasnęła spokojnie z myślą, że jutro wszystko się ułoży.

Piąty rozdział tak ja mówiłam wstawiłam wieczorem.... no prawie wieczorem :D. Piszcie swoje opinie w komentarzach to dla mnie ważne :)

Czwarty rozdział



W drodze

      Wszyscy uczniowie byli już w pociągu do Hogwartu. Ron, Hermiona i Harry usiedli razem w przedziale z Luną i Nevilem. Fred, George i Amy byli w przedziale obok. Na korytarzu biegali najmłodsi uczniowie. Nie było słychać nic prócz krzyków i głośnych śmiechów. Amy poszła na chwile do Hermiony. Na korytarzu tuż przed wejściem do przedziału jej przyjaciół, spotkała nie kogo innego jak Draco Malfoya.
-Hej diablico.- Powiedział ze wściekłością blondyn.
-Co tam arystokrato.- Odpowiedziała mu pełna goryczy dziewczyna.
-Jak tam twój chłopak Fred?- Draco próbował zdenerwować Amy, jak tylko mógł. Udało mu się.
-To nie jest mój chłopak!- Krzyknęła mu w twarz i prawie mu ją wydrapała gdyby nie Hermiona, która ją wciągnęła do przedziału. Amy upadła na podłogę.
-Tak chowaj się za przyjaciółmi, tchórzu.- Powiedział zza drzwi, które mu zamknął przed nosem Harry, a Ron je zasłonił. Blondynka wciąż leżała na podłodze.
-Amy, czemu ty się tak na niego rzucasz?- Spytała nie spokojnie Ginny.
-Bo to taki idiota, że nie wytrzymuje.
-Nie powinnaś z nim ciągle walczyć.- Stwierdził Nevil.
-Wiem.- Amy się podniosła i usiadła na wolnym miejscu, obok Luny.- Idioci tacy jak on mają przewagę liczebną.- Wszyscy zaczęli się śmiać. Amy z Luną szybko się zaprzyjaźniły. Hermiona opowiadała Amy o eliksirach, a Luna uczyła jej zaklęć. Nevil mówił jej wiele rzeczy na temat zielarstwa, a Harry obiecał, że kiedyś nauczy ją patronusa.
     -Gdyby nie Hermiona to Amy już dawno by ci wydrapała oczy.- Powiedział Zabiny, który siedział w przedziale z Draco.
-Skąd wiesz jak ona ma na imię?!- Spytał się chłopak ze wściekłością.
-Na stacji kiedy gadałeś z Pansy podsłuchałem rozmowę Pottera z nią.- Odpowiedział mu po czym dodał.- Właściwie ona jest całkiem spoko. No wiesz nie zdziwił bym się gdyby trafiła do Slytherinu.
-Nawet o tym nie myśl.- Krzyknął. Wtedy rozmowę przerwała im grupka ślizgonów, na czele z Pansy.
-Hej chłopcy. O czym tak mówicie?- Spytała się wścibsko.
- Niczym Parkinson.- Syknął złośliwie Malfoy. Ślizgoni zasiedli z nimi. Wtedy Draco zaczął się zastanawiać nad słowami Zabiniego. „A może on ma racje. W końcu nie brak jej charyzmy. Poza tym gdyby ta nowa była w Gryffindorze ciężko było by z nimi konkurować.” Z zamyślenia wyciągnęła go Pansy.
-Draco o czym tak myślisz?- Spytała się delikatnie i położyła mu rękę ja kolanie.
-Odczep się Parkinson.- Syknął i usiadł naprzeciwko, koło swojego przyjaciela Theodora.
     Pociąg ruszył więc Amy wróciła do swojego przedziału. Gdzie siedzieli Fred, George i pewna dziewczyna. Zielonooka była zdziwiona towarzystwem tej osoby. Prowadziła ona rozmowę z bliźniakami.
-O, hej Amy. To jest Anieze.- Powiedzieli równocześnie.
-Hej jestem Amy.- Powiedziała dziewczyna i usidła obok Freda.
-Wiem, chłopaki mi o tobie ciągle opowiadali. Zwłaszcza Fred.- Odpowiedziała jej i spojrzała na nią znacząco. Jej złote, gęste i proste włosy, się gały dziewczynie do łokci. Jej wielkie, brązowe oczy przyciągnęły spojrzenie Amy, ale przestała w nie patrzeć po sekundzie i spojrzała na Freda, który się lekko zarumienił. Anieze zaczęła się delikatnie śmiać. Wtedy do przedziału wbiegła dziewczyna z Hufflepuffu.
-Anieze, Theodor się o ciebie pytał.- Oznajmiła szybko dziewczyna, a złotowłosa wybiegła z przedziału jak strzała. Puchonka odeszła za nią.
-Kto to ten Theodor?- Spytała się Amy.
-To jej chłopak. Chodzą ze sobą od drugiej klasy.- Odpowiedział jej Georg.- To ja może pójdę do Luny.- Dodał spoglądając na Freda i wyszedł. Amy przesiadła się naprzeciwko i położyła się.
-Chyba się prześpię. Będziesz tu, prawda?- Spytała się go, spoglądając na niego swoimi zielonymi oczami. Fred miał do nich słabość.
-Nie martw się, nie zostawię cię.- Odpowiedział jej i też się położył. Amy nasunęła swój biały kapelusz na oczy.
-Cieszę się, że mam takiego przyjaciela jak ty.- Wymruczała i zasnęła.
     Gdy Amy się obudziła obok Georga siedziała Luna, a ona leżała Fredowi na kolanach i była w niego wtulona.
-Ale te fotele wygodne.- Powiedziała nie otwierając oczu.
-To nie fotel tylko Fred.- Odpowiedział jej George, a ona aż upadła na podłogę.
-Czemu spałam na Fredzie?!- Spytała, podnosząc się.
-No bo jak spałaś to przyszli Luna i George. Więc ja przesiadłem się do ciebie, a Luna zaproponowała, żebym cie położył na kolanach zamiast cię budzić.- Opowiedział jej Fred.- W dodatku mruczysz jak mały kotek kiedy śpisz.- Dodał. Amy spojrzała się na nich z udawaną złością.
-Mogliście mnie obudzić.
-Ale ty tak słodko wyglądasz kiedy śpisz.- Zaczął się z nią droczyć Georg, a ona rzuciła w niego swoim kapeluszem. Luna zabrała go od rudzielca i założyła sobie go na głowę.
-Wiecie ja się robię zmęczona.- Stwierdziła Luna i oparła się o Georga.
-Ja też się jeszcze prześpię. Fred serio jest wygodny.- Amy znów położyła się na kolanach Freda.- Byli byście słodką parą.- Dodała patrząc na George trzymającego Lunę, żeby nie upadła na podłogę.
-My.- Powiedział żartobliwie George i zaczął się śmiać z Luną.
-Wy byście byli słodką parą.- Powiedziała Luna i położyła się spać. Amy i Fred wybuchli nie kontrolowanym śmiechem, po czym Amy znów poszła spać.
     Hermiona zaczęła się zastanawiać dlaczego Luny jeszcze nie ma. W końcu za dziesięć minut będą w Hogwarcie. Postanowiła to sprawdzić. Gdy weszła do ich przedziału, cała czwórka spała. Fred i Georg byli oparci o ściany, w przeciwnym kierunku. Dziewczyny na nich spały. „Słodkie”, pomyślała Hermiona.
-Wstawajcie!- Krzyknęła, klaszcząc w ręce.
-Ale tan fotel jest taki wygodny.- Amy wymruczała wtulając się w Fred.
-Może od razu zaczniesz na mnie mówić sofa.- Powiedział z żartobliwym oburzeniem rudzielec.
-Jak sobie chcesz, ale bardziej ci pasuje Fred.- Spojrzała się na niego i wstała.
-Za dziesięć minut będziemy w Hogwarcie.- Oznajmiła Hermiona, a Luna wstała i poszła z nią do swojego przedziału.
-A więc sofa, możesz mi podać moją szatę.- Spytał się żartobliwie Georg. Fred wyciągnął z jego kufra szaty i rzucił mu jedną z nich w twarz. Amy szybko się przebrała. Do przedziału przyszła Anieze i też się przebrała.
-Gdzie byłaś cały czas?- Spytała się Amy.
-Z Theodorem.- Odpowiedziała jej rozmarzona.- Draco się o ciebie pytał.- Dodała.
-A co on od niej chce.- Powiedzieli równocześnie bracia.
-Pytał się o to i o tamto.- Powiedziała.- Widać było po Parkinson, że jest zazdrosna.- To zdanie wręcz wyśpiewała.
-Nie ma o co.- Powiedziała Amy, a Georg złapał ją w tali i usadził na ramieniu.
-Georg postaw mnie bo się przewrócimy. Zaraz będziemy na miejscu.- Powiedziała śmiejąc się. Z jej twarzy nigdy nie uciekał uśmiech, a gdy tak się działo musiało się stać coś poważnego. Pociąg stanął wszyscy wyszli. Amy udała się do Luny, która była z Harrym, Ronem i Hermioną. Bliźniaki poszli do swoich znajomych, a Anieze była ze swoim chłopakiem i ślizgonami.
     Przyjaciele zaczęli się zbliżać do Hagrida.
-Hej Hagrid. To jest Amy, ona jest nowa.- Harry przedstawił dziewczynę.
-Wiem, Dumbledore przekazał wszystkim nauczycielom o tobie.- Odpowiedział.- Miło mi cię poznać.
-I nawzajem.- Odpowiedziała i uśmiechnęła się.

Nowy rozdział tak jak obiecałam. Postaram się wstawić kolejny wieczorem ;D Piszcie komentarze ;)

poniedziałek, 18 marca 2013

Trzeci rozdział


                                                        Pokątna

     Ostatniego dnia wakacji dziewczyny postanowiły udać się na ulice pokątną. Dziewczyny miały wyruszyć o dziewiątej rano, ale Amy o piątej zbudził ranny powiew wiatru, który kochała. Blondynka ubrała się złapała za swoje skrzypce o, których nie mówiła nawet bliźniakom i wyszła szybko, ale cicho do ogrodu. Usiadła na jednym z większych kamieni, wzięła głęboki oddech, wyciągnęła skrzypce z czarnego pokrowca i zaczęła grać swoją ulubioną kołysankę, której nauczyła ją jej babcia. Delikatne dźwięki tej pieśni obudziły Harrego.
-Ron śpisz?- Zapytał się spoglądając przez okno.
-Nie, owce sobie pasę.- Ron odpowiedział przyjacielowi śpiącym głosem.
-To świetnie.- Powiedział w taki sposób jakby rudzielec nie mówił sarkastycznie.- Słyszysz tą melodię.- Dodał po chwili.
-Tak.
-Jest piękna prawda.
-Tak, jest taka cudowna, aż chce się przy niej zasnąć.- Odpowiedział Ron i zakrył głowę kołdrą. Wtedy Harry uderzył go poduszką.
-Harry jest piąta rano.- Mówiąc to Wesley podniósł się trzymając w ręce poduszkę.
-Nie ciekawi cię kto tak gra?- Spytał się go Harry i spojrzał się na niego w taki sposób jakby proponował mu sprawdzenie kto to jest.
-No dobra chodź sprawdzimy to.
-Jak ty mnie rozumiesz.- Harry uśmiechnął się, a Ron wstał z łóżka niezadowolony. Chłopcy do ogrodu sprawdzić kto gra na skrzypcach. Amy zmieniła utwór na szybszy i zaczęła do niego tańczyć. Wyginała się, robiła szpagaty i piruety, całkowicie dała ponieść się melodii. Dziewczyna nawet nie zauważyła chłopców, którzy usiedli na wilgotnej trawie i przyglądali się jej. Złociste włosy dziewczyny powiewały na wietrze, a jej oczy błyszczały w świetle wschodzącego słońca. Jej ruchy były delikatne i pełne gracji oraz wdzięku. Gdy Amy stanęła i przestała grać, nagle usłyszała oklaski dochodzące zza jej pleców.
-Brawo, brawo.- Krzyknął Ron.
-Prosimy o jeszcze.- Dodał uśmiechnięty od ucha do ucha Harry.
-Skąd się tu wzięliście o tak wczesnej porze?.- Zapytała zaskoczona Amy.
-Z domu.- Odpowiedział jej rudzielec.
-No tyle to sama wiem, ale nie sadziłam, że o tej porze ktoś będzie już na nogach.- Zawstydziła się dziewczyna i schowała skrzypce do pokrowca.
-Gdzie nauczyłaś się tak grać?- Zapytał ją Harry.
-I gdzie nauczyłaś się tak tańczyć, a w dodatku te szpagaty i w ogóle.- Dodał Ron. Jego głos był wypełniony podziwem do dziewczyny.
-No cóż. Od dziecka marzyłam o wielu rzeczach, a babcia była bogata i z chęcią zapisywała mnie na różne zajęcia pozalekcyjne.- Dziewczyna zaczęła odpowiadać im na pytania. Czuła się niepewnie, ponieważ nie lubiła gdy ktoś wiedział, że ona cos potrafi.- Jednym z moich marzeń była gra na skrzypcach, więc babcia kupiła mi skrzypce gdy miałam sześć lat i zapisała mnie na zajęcia. Moim drugim marzeniem była nauka jeździectwa. Babcia miała własne konie na wsi i podarowała mi jednego, a w wieku siedmiu lat zaczęłam chodzić na naukę jeździectwa. Chciałam też chodzić na balet. To nie było moje marzenie, ale babcia bardzo chciała, żebym uczyła się tego tańca, więc mnie zapisała gdy miałam siedem lat.- Gdy Amy skończyła opowiadać przyjrzała się chłopcom, żeby się upewnić, że ich nie zanudziła. Oni jednak byli zafascynowani historią.
-I tak po dziewięciu latach chodzenia na dodatkowe zajęcia, potrafię grać na skrzypcach podczas tańczenia na koniu.- Dodał na zakończenie. Oczy Harrego zrobiły się większe, a Ron otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć, ale po chwili je zamknął.
-A ty jesteś czystej krwi?- Spytał się Harry, a Ron wciąż był jak nieprzytomny.
-Rodziców nie pamiętam, ale babcia mówiła, że jestem półkrwi.- Amy uśmiechnęła się do nich i podniosła.- Ja już będę iść. Z Hermioną i Ginny idę dziś na Pokątną.- Dodała po chwili.
    
     Gryfonki wstały wcześniej niż zwykle, a, że Amy też nie spała, postanowiły zrobić śniadanie. Dziewczyny ubrały się szybko i cichutko zeszły na dół. Harry i Ron zaczęli się pakować, żeby mieć wolne po południe. Chłopcy nie zauważyli dziewczyn. Bliźniacy oraz państwo Weasley spali. Fred i George wyglądali jak zabici. Dziewczyny szybko uwinęły się ze śniadaniem i rozmawiały w salonie. Zielonooka jak zawsze musiała się ubrudzić. Nieważne co robiła, prawie zawsze były cała brudna. Blondynka poszła do pokoju przebrać bluzkę. Podczas poprawiania fryzury wpadła na chytry pomysł. Wzięła bitą śmietanę, którą kocha i wzięła chyba z dwadzieścia sztuk, zabrała piórko z jej kapelusza i poszła do pokoju bliźniaków. „Śpią jak małe dzieci”, pomyślała dziewczyna „Niedługo to się zmieni”, dodała po chwili w myślach. To najstarszy numer jaki mógł być. Wysmarowała chłopcom ręce i po miziała ich  piórkiem po nosach. Zanim zdążyli umazać sobie twarze bitą śmietaną, Amy była już przy drzwiach.
-Amy!- Po całym domu rozległ się krzyk bliźniaków. Bracia zaczęli ją gonić. Cała trójka tak się śmiała, że aż brakło im tchu. George w końcu ją złapał i zaczął czochrać jej włosy.
-Zostaw moje włosy! Dopiero co się czesałam!- Krzyknęła żartobliwie Amy.
-No to co George, do rzeki?- Fred spytał się go ze złośliwym uśmiechem na twarzy.
-Do rzeki.- Odpowiedział bratu George i skinął mu głową. Fred złapał ją za nogi i zaczęli ja nieść w stronę wody. Amy się szarpała i próbowała złapać rudego za ręce, ale on już znał te jej sztuczki. Często ją wrzucali do rzeki i wpadła z nią tam nie raz, nie dwa, z resztą tak samo jak George. Tym razem dziewczyna wpadła do wody sama.
-Należało mi się.- Powiedziała dziewczyna do bliźniaków i otrzepała się z wody jak pies. Fred i George zaczęli się śmiać.
-Nie wiem z czego wy się tak śmiejecie, ale powinniście iść umyć sobie twarze.- W tym momencie chłopcy przestali się śmiać. Fred starł sobie bitą śmietanę z twarzy i rzucił nie w Amy.
-Poćwicz cela.
-A chcesz się wykąpać jeszcze raz.- Pogroził jej Fred w taki sposób jakby zwracał się do siostry.
-To może ja już pójdę.- Dziewczyna szybko pobiegła do Nory. Blondynka jest tak szybka, że bracia nawet nie zdążyli zareagować, a jej już nie było w pobliżu.
-No to się nam przyjaciółka trafiła.- Powiedział Fred dumnym lecz zmęczonym głosem. Jakby cały dzień za nią ganiał.
-Tak, na lepszą chyba nie mogliśmy trafić.- Odpowiedział mu George i ruszył w stronę domu, a tuż za nim Fred. Gdy chłopcy weszli do domu Amy siedziała przy stole całkiem sucha, jedynie włosy jeszcze miała mokre. „Jak ona to robi” pomyślał Fred.
-Nie wiem stary, nie wiem.- Odpowiedział mu cicho George, jakby czytał mu w myślach. Ruszył w stronę stołu i usiadł na swoim miejscu. Fred zrobił to samo.
     Po śniadaniu dziewczyny poszły do swoich pokoi wziąć potrzebne rzeczy. Amy musiała jeszcze pójść do łazienki wysuszyć do końca włosy i uczesać je. Harry i Ron byli u bliźniaków. Chłopcy siedzieli na miedzianej kanapie w ich pokoju. Fred rzucił się na swoje łóżko, a George siedział przy biurku.
-Ej chłopaki wiecie, że dziewczyny idą za chwilę na pokątną.- Powiedział Ron spoglądając na Harrego.
-Amy nam mówiła rano.- Dodał Harry i odwrócił się do bliźniaków.
-Może pójdziemy z nimi…- Zaproponował Fred ale przerwał mu George, dokańczając za niego zdanie- …Przecież lubią nasze towarzystwo.- Amy przemknęła obok ich pokoju.
-Widzieliście jak się wystroiła, pewnie chce poderwać jakiegoś chłopaka.- Z szerokim lecz szyderczym uśmieszkiem Fred spojrzał się na brata. To był fakt, Amy bardzo ładnie się naszykowała. Jej blond włosy z czarnymi pasemkami u końca włosów, były ułożone w mocno kręcone loki. Blondynka ma kręcone włosy, ale lekko. Na usta nałożyła swoją ulubioną truskawkową pomadkę, a oczy miała lekko podkreślone kredką. Na ogół nosiła spodnie, tym razem założyła dżinsową spódnice z niebieskimi falbanami. Spódnica była na tyle krótka, że odsłaniała jej długie i zgrabne nogi. Na czarną bluzkę założyła ciemno niebieską marynarkę ¾ , z podwiniętymi rękami. Wzięła ze sobą małą torebeczkę, w, której miała wszystkie potrzebne rzeczy. Jednak jedna rzecz się w niej nie zmieniła. Converse. Jak to ona mówi „To są buty dla mnie”. Ona ma dziesiątki takich butów, ale te to jej ulubione, szczęśliwe conversy. Te czarne buty za kostkę, z granatowym wnętrzem i białymi sznurówkami. Tych butów Amy nie oddała by za nic.
-No no Amy, ale się wystroiłaś.- Powiedziała Hermiona z salonu, gdy tylko zobaczyła ją na schodach.
-Wy też dziś nie grzeszycie skromnością.- Dziewczyna uśmiechnęła się widząc jak się wystroiły przyjaciółki. Hermiona miała związane włosy w wysoką kitkę. Średniej wielkości, bursztynowe kolczyki, podkreślały jej piękne brązowe oczy. Szatynka miała na sobie krótkie dżinsowe spodenki i białą bluzkę, a na niej kamizelkę moro. Na prawą rękę założyła srebrną bransoletkę. Gryffonka miała także ze sobą ciemne okulary.
-Ginny, ale radze ci zmienić buty. Będziemy tam aż do południa.- Powiedziała Amy spoglądając na niebieskie szpilki dziewczyny.
-Mówiłam jej to chyba ze sto razy, a ona jak uparta nie chce ich zdjąć.- Dodała Hermiona.
-Dziewczyny, ale one są takie cudne. Dam radę, nie bójcie się.- Odpowiedziała im z dumną miną Ginny.
-Dobra, ewentualnie cię przyniosę z powrotem.- Dziewczyny zaczęły się śmiać. Ginny też się wystroiła. Ona jedyna miała długie niebieskie spodnie i luźną bluzkę na ramiączka, z napisem „You love Me”. We włosach miała czerwoną opaskę, a na twarzy lekki makijaż.
     Z góry było słychać jak chłopcy krzycząc, biegną ze schodów. O mało co nie przewrócili się na Amy, która stała tuż przy nich. Chłopcy szybko się podnieśli.
-Łał! Dziewczyny, ale się wystroiłyście.- Powiedzieli bliźniacy, wpatrując się na nie jak zaklęci.
-A wy co robicie?!- Spytała się groźnie braci i Harrego, Ginny.
-Idziemy z wami na pokątną.- Wyjaśnił zadowolony Harry.
-NIE!!!- Krzyknęły równocześnie dziewczyny.
-Wy zostajecie w domu. To jest nasz babski dzień.- Krzyknęła Ginny o wskazała im drogę na górę.
-No więc idziemy z wami na babski dzień.- Powiedział Fred.
-Wiesz, że właśnie przyznałeś, że jesteś babą.- Stwierdziła Amy.
-Nie przesadzaj już Ginny. Pozwól nam pójść.- Prosił błagalnym tonem George.
-Nie! Idźcie już do pokoi.-Chłopcy weszli na górę, ze spuszczonymi głowami.
-Ej to co nie idziemy?- Spytał się szeptem Ron.
-No co ty. My jesteśmy Gryfonami. Nigdy się nie poddajemy.- Odpowiedział mu George, także szeptem.
     Dochodziło południe. Dziewczyny odwiedziły już parę sklepów, a teraz były w księgarni. Hermiona co jakiś czas widziała blond grzywę Draco. Zawsze gdy widziała chłopaka w pobliżu, oddalała Amy od niego jak najdalej. Ta dwójka ma wiele wspólnych cech i Hermiona dobrze o tym wiedziała. Oboje byli tak samo sprytni, pewni siebie, przebiegli, zawsze umieli zdobyć to czego chcą. Gryfonka nie chciała doprowadzić do tego by się poznali. Bała się, że ta miła blondynka, o miękkim sercu, mogła by polubić tego wścibskiego chłopaka, który w ogóle nie ma serca. „Amy umie wiele znieść i jest silna, ale także wrażliwa. Draco na pewno sprawił by jej przykrość, przez to, że nie jest czystej krwi”, ta myśl ciągle chodziła Hermionie po głowie. W końcu dziewczyny postanowiły pójść na górną część księgarni. Gryfonki nawet nie zauważyły, że Amy został na schodach, by przyjrzeć się jednej z książek. Draco razem z Żabinim i Gailem, mieli właśnie wychodzić. Draco jednak zauważył Amy stojącą na schodach i się przy niej zatrzymał.
-Hej aniele, bolało jak spadłaś z nieba.- Powiedział do niej będąc pewien, że jego podryw zadziała. Amy się zdziwiła. Nigdy, nikt tak do niej nie mówił. Zamknęła książkę, położyła ją na jednym ze stopni i odwróciła się.
-Nie, ale trochę się zmęczyłam wchodząc tu z piekła.- Odpowiedziała mu pewna siebie blondynka.
-Blond diablica w ciele anioła. Lubię takie.- Draco dalej flirtował z Amy.
-Blondyneczko nie pozwalaj sobie.
-No wiesz co. Ja tu cię komplementuje, a ty mi tu z blondyneczką.- Odpowiedział jej żartobliwie i zbliżył się do niej. W tej chwili podbiegły do niej Hermiona i Ginny.
-Amy nie gadaj z nim.- Powiedziała Hermiona, próbując ją zaciągnąć do wyjścia.
-Szlamo, ona nie jest dzieckiem. Nie rządź się tak.- W tej chwili Amy spojrzała na niego jakby chciała go zabić.
-Coś ty powiedział.- Zielonooka zaczęła do niego podchodzić.
-Arystokrata się znalazł.- Amy zbliżała się do niego, a on oddalał się ze strachem.
-A ty to kto blondyneczko.- Spytał się jej ostro Draco.
-Królowa Elżbieta II, ale możesz mi mówić miłość swojego życia.- Dziewczyna odpowiedziała mu żartobliwym tonem i złączyła ręce. Pochyliła lekko głowę i zamrugała do niego uroczo.
-Ale jeśli jeszcze raz nazwiesz tak Hermione, lub kogo kol wiek z moich przyjaciół, to będę twoim największym koszmarem.
-Czyżby.- Dodał Draco wyzywającym tonem.- Hermiona to zwykła szlama!- Wykrzyczał jej to Draco w twarz i roześmiał się. Amy podwinęła rękawy i była gotowa go pobić, ale na całe szczęście do księgarni weszli Weasley’owie i Harry. Szybko zorientowali się o co chodzi. Fred i George złapali dziewczynę za ręce usiłując ja zatrzymać. Niestety na próżno. Amy dalej podążała w kierunku Draco. Była wściekła jak nigdy. Blondynka zawsze jest gotowa chronić swoich przyjaciół, nawet swoim własnym kosztem. Harry i Ron rzucili się na jej nogi, mimo to nie mogli jej zatrzymać, jedynie ją spowolnili. Draco nigdy nie widział tak silnej dziewczyny. Ze strachu zaczął się nerwowo oddalać od niej.
-Nie warto.- Hermiona zatrzymała dziewczynę łapiąc ja za ramię. Ruszyli w stronę wyjścia. Gdy Amy myślała, że nikt z jej grona nie patrzy, rzuciła się na Draco. Na szczęście Fred zdążył złapać ją w powietrzu.
-Jeszcze cię dopadnę, Blondasku.- Pogroziła mu zwisając na ramieniu Freda.


Tak jak obiecałam wstawiłam nowy rozdział :D Mam nadziej, że wam się podoba

sobota, 16 marca 2013

Drugi rozdział


                         Niespodzianka


     Pierwszy tydzień minął przyjaciołom szybko, już za dwa dni mieli jechać do Hogwartu. Amy w końcu zyskała przyjaciół, który byli ludźmi, ale najbardziej zaprzyjaźniła się z bliźniakami. Dziewczyny siedziały w pokoju Ginny i rozmawiały o Hogardzie.
-Amy mam nadzieje, że będziesz w Gryffindorze.- Powiedziała uśmiechnięta Ginny.
-Było by extra.- Dodała ucieszona Hermiona.
-Też tak sądzę, chłopaki mi mówili to samo.- Potwierdziła ich słowa blondyna.- Ale wszystko zależy od tiary przydziału.- Dodało smutnym głosem.
-Dlaczego tak posmutniałaś?
-Bo się boję, że jak będę w Slytherinie to stracimy ze sobą kontakt.
-Niby czemu miała byś trafić do Slytherinu.- Powiedziała szatynka śmiejąc się.
-Bo ja się wszystkiego boję.- Odpowiedziała jej Amy.
-Bzdury gadasz, a nawet jakbyś była w innym domu to i tak będziemy przyjaciółmi.- Dodała Ginny i uśmiechnęła się do niej.
Dziewczyny zaczęły się zastanawiać nad słowami Amy, lecz po chwili przestały. Teraz myślały o tym jak mogą spędzić ostatnie dni w Norze. W końcu postanowiły zrobić ognisko na polanie. Amy oczywiście się nie zgadzała, ponieważ się bała, ale Hermiona namówiła ją.
    Dziewczyny nie mówiąc nic chłopakom, zaczęły szykować polane, w ten sposób aby to była epicka noc. Amy chyba zawsze jak gdzieś jedzie zabiera ze sobą lampki, które powiesiła na drzewach. Hermiona i Ginny naszykowały miejsce na ognisko. Później dziewczyny poszły do kuchni przygotować jedzenie na wieczór. Hermiona i Ginny poszły się przebrać, a Amy pobiegła po większą ilość lampek, jak to ona zawsze powtarzała  „Światełek nigdy za dużo” i „Jeśli ja jestem na imprezce to ona musi być zajebista”. Gryffonki wpadły na pomysł, żeby wziąć poduszki i urządzić bitwę. Więc powiedziały o tym szybko Amy, a ta pobiegła wziąć wszystkie poduszki jakie mogła.
     Dziewczyny się postarały. Wzgórze wyglądał pięknie. Tyle biegania, hałasu, a chłopcy nawet nie zwrócili na nie uwagi. Był już wieczór, Hermiona zastała na polanie i ustawiała jeszcze poduszki. Ginny pobiegła po Harrego i Rona, a Amy po bliźniaków. Z młodszymi gryfonami nie było problemu, za to gdy Amy wbiegła do pokoju Freda i George to o mało nie wypadła przez okno. Chłopcy razem z Ginny byli już na łące i nie mogli się nadziwić temu co robiły dziewczyny przez cały dzień. Amy na polane dotarła na plecach Georga. Była obrażona na Freda.
-Amy czemu jesteś zła?- Zapytał ją Harry.
-Jest na mnie obrażona.- Odpowiedział mu Fred, takim tonem jakby to był żart.
-Dlaczego?
-Przestraszyłem ją gumowym wężem.- Powiedział Fred. Tym razem było słychać w jego głosie, że jest mu przykro.- No, ale skąd miałem wiedzieć, że aż tak boi się węży. Sądziłem, że uzna to za śmieszne, jak zawsze.- Dodał próbując się usprawiedliwić.
-No to się pomyliłeś.- Powiedziała sucho Blondynka i zeszła z placów Georga. Przyjaciele zasiedli przy ognisku. Amy usiadła pomiędzy Hermiony i Georga. Zielonooka całkowicie zapomniała o Fredzie rozmawiając z Georgem. Hermiona rozmawiała z Ginny, a Harry z Ronem. Fred siedział sam. Na ogół wygłupiał się razem z bratem i Amy. Teraz siedział wpatrując się w ogień.
-Amy, Fred wygląda na naprawdę dobitego. Może mu wybaczysz.- Próbował ją namówić George.
-Chyba oszalałeś. Ja naprawdę dużo umiem znieść, ale po takim wydarzeniu będę mieć traumę. Pewnie nie zasnę dzisiaj w nocy.- Dziewczyna podkuliła nogi do siebie.
-No przestań. Przecież jesteście wspaniałymi przyjaciółmi.
-Niby tak, ale jestem na niego naprawdę zła.- Amy czuła że nie wieży własnym słową. Wtedy Ron powiedział głośno.
-Ej Hermiona, właściwie po co przyniosłyście te poduszki? Przecież mogliśmy siedzieć na samych kocach.
-One są do bitwy.- Odpowiedziała mu śmiejąc się. Wtedy Ginny rzuciła mu w twarz poduszką, a bliźniaki i Amy o mało co nie pękli ze śmiechu.
     Ron chciał odegrać się na siostrze i rzucił poduszką w jej stronę. Poduszka ją ominęła i trafiła siedzącą za nią pannę Granger.
-Chcesz wojny no to będziesz ją miał.- Powiedziała ze złością i rzuciła w niego poduszką, która go ominęła.
-Tylko na tyle cię stać Hermiono.- Ron zaczął się głośno śmiać i w tej samej chwili dostał poduszką w twarz od Amy.
-Nie rżyj z mojej przyjaciółki.- Powiedziała z szyderczym uśmiechem na twarzy. Wtedy leżący obok niej George zaczął ją okładać poduszkami i powiedział „A to za mojego brata”, śmiejąc się.
     Poduszki poszły w ruch, wszyscy brali udział w bitwie. Ginny stwierdziła, że lepszy był by pojedynek- chłopaki na dziewczyny.
-Przecież dziewczyn jest więcej.- Zaprotestował Harry.
-Ale wy jesteście silniejsi.- Kłóciła się z nim Ginny.- No może oprócz Rona, Amy jest od niego silniejsza.- Dodała śmiejąc się.
-Ej siostruniu, nie pogrążaj się.- Powiedział Ron grożąc jej poduszką.
-Ale wy macie bliźniaków.- Próbowała wesprzeć ją Hermiona.
-A wy macie Amy.- Powiedzieli chórem  Ron i Harry.
-Co to miało znaczyć?!- Powiedzieli oburzonym lecz zabawnym tonem bliźniacy.
-To miało znaczyć, że jestem od ciebie silniejsza Fred.- Powiedziała zadowolona z siebie Amy i położyła ręce za biodra, uśmiechając się szyderczo.
-Ty mała…- Fred nie był zły tylko tak się wydurniał.
-Spryciaro.- Przerwała mu Amy, a on się rzucił na nią. To wyglądało jakby się bili, ale to były tylko takie przyjacielskie przepychanki.
     Toczyli się po całej polanie, raz prawie wpadli w ogień. Fred przygniótł ją do ziemi.
-Wciąż jesteś na mnie zła.- Krzyknął z uśmiechem, jakby wiedział, że już nie jest. Amy przewróciła go na ziemie i złapała go za nadgarstki, tak aby nie mógł się podnieść.
-Może.- Powiedziała śmiejąc się. Wtedy Fred przewrócił ją i usiadł na niej tak, żeby nie zgnieść jej drobnego ciała.
-To już nie bądź.
-A jeśli będę to co?- Blondynka spytała się go jakby rzucała mu wyzwanie.
-A jeśli wciąż będziesz, to cię wrzucę do rzeki.- Uśmiechnął się złośliwie i ją podniósł, a Amy pobledniała.
-Dobra, dobra już nie jestem zła.- Powiedziała szybko jakby od tego zależało jej życie. Fred ja przytulił, a potem George.
-Wiedziałem, że długo nie będziecie się kłócić.- Powiedział George zadowolonym głosem. Wszyscy sprzątnęli i wrócili do Nory.