Pokątna
Ostatniego dnia
wakacji
dziewczyny
postanowiły udać się na ulice pokątną. Dziewczyny miały wyruszyć o dziewiątej
rano, ale Amy o piątej zbudził ranny powiew wiatru, który kochała. Blondynka
ubrała się złapała za swoje skrzypce o, których nie mówiła nawet bliźniakom i
wyszła szybko, ale cicho do ogrodu. Usiadła na jednym z większych kamieni,
wzięła głęboki oddech, wyciągnęła skrzypce z czarnego pokrowca i zaczęła grać
swoją ulubioną kołysankę, której nauczyła ją jej babcia. Delikatne dźwięki tej
pieśni obudziły Harrego.
-Ron śpisz?- Zapytał się spoglądając przez okno.
-Nie, owce sobie pasę.- Ron odpowiedział przyjacielowi śpiącym
głosem.
-To świetnie.- Powiedział w taki sposób jakby rudzielec nie
mówił sarkastycznie.- Słyszysz tą melodię.- Dodał po chwili.
-Tak.
-Jest piękna prawda.
-Tak, jest taka cudowna, aż chce się przy niej zasnąć.-
Odpowiedział Ron i zakrył głowę kołdrą. Wtedy Harry uderzył go poduszką.
-Harry jest piąta rano.- Mówiąc to Wesley podniósł się
trzymając w ręce poduszkę.
-Nie ciekawi cię kto tak gra?- Spytał się go Harry i spojrzał
się na niego w taki sposób jakby proponował mu sprawdzenie kto to jest.
-No dobra chodź sprawdzimy to.
-Jak ty mnie rozumiesz.- Harry uśmiechnął się, a Ron wstał z
łóżka niezadowolony. Chłopcy do ogrodu sprawdzić kto gra na skrzypcach. Amy
zmieniła utwór na szybszy i zaczęła do niego tańczyć. Wyginała się, robiła
szpagaty i piruety, całkowicie dała ponieść się melodii. Dziewczyna nawet nie
zauważyła chłopców, którzy usiedli na wilgotnej trawie i przyglądali się jej.
Złociste włosy dziewczyny powiewały na wietrze, a jej oczy błyszczały w świetle
wschodzącego słońca. Jej ruchy były delikatne i pełne gracji oraz wdzięku. Gdy
Amy stanęła i przestała grać, nagle usłyszała oklaski dochodzące zza jej
pleców.
-Brawo, brawo.- Krzyknął Ron.
-Prosimy o jeszcze.- Dodał uśmiechnięty od ucha do ucha Harry.
-Skąd się tu wzięliście o tak wczesnej porze?.- Zapytała
zaskoczona Amy.
-Z domu.- Odpowiedział jej rudzielec.
-No tyle to sama wiem, ale nie sadziłam, że o tej porze ktoś
będzie już na nogach.- Zawstydziła się dziewczyna i schowała skrzypce do
pokrowca.
-Gdzie nauczyłaś się tak grać?- Zapytał ją Harry.
-I gdzie nauczyłaś się tak tańczyć, a w dodatku te szpagaty i
w ogóle.- Dodał Ron. Jego głos był wypełniony podziwem do dziewczyny.
-No cóż. Od dziecka marzyłam o wielu rzeczach, a babcia była
bogata i z chęcią zapisywała mnie na różne zajęcia pozalekcyjne.- Dziewczyna
zaczęła odpowiadać im na pytania. Czuła się niepewnie, ponieważ nie lubiła gdy
ktoś wiedział, że ona cos potrafi.- Jednym z moich marzeń była gra na
skrzypcach, więc babcia kupiła mi skrzypce gdy miałam sześć lat i zapisała mnie
na zajęcia. Moim drugim marzeniem była nauka jeździectwa. Babcia miała własne
konie na wsi i podarowała mi jednego, a w wieku siedmiu lat zaczęłam chodzić na
naukę jeździectwa. Chciałam też chodzić na balet. To nie było moje marzenie,
ale babcia bardzo chciała, żebym uczyła się tego tańca, więc mnie zapisała gdy
miałam siedem lat.- Gdy Amy skończyła opowiadać przyjrzała się chłopcom, żeby
się upewnić, że ich nie zanudziła. Oni jednak byli zafascynowani historią.
-I tak po dziewięciu latach chodzenia na dodatkowe zajęcia,
potrafię grać na skrzypcach podczas tańczenia na koniu.- Dodał na zakończenie.
Oczy Harrego zrobiły się większe, a Ron otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć,
ale po chwili je zamknął.
-A ty jesteś czystej krwi?- Spytał się Harry, a Ron wciąż był
jak nieprzytomny.
-Rodziców nie pamiętam, ale babcia mówiła, że jestem półkrwi.-
Amy uśmiechnęła się do nich i podniosła.- Ja już będę iść. Z Hermioną i Ginny
idę dziś na Pokątną.- Dodała po chwili.
Gryfonki wstały
wcześniej niż zwykle, a, że Amy też nie spała, postanowiły zrobić śniadanie.
Dziewczyny ubrały się szybko i cichutko zeszły na dół. Harry i Ron zaczęli się
pakować, żeby mieć wolne po południe. Chłopcy nie zauważyli dziewczyn.
Bliźniacy oraz państwo Weasley spali. Fred i George wyglądali jak zabici.
Dziewczyny szybko uwinęły się ze śniadaniem i rozmawiały w salonie. Zielonooka
jak zawsze musiała się ubrudzić. Nieważne co robiła, prawie zawsze były cała
brudna. Blondynka poszła do pokoju przebrać bluzkę. Podczas poprawiania fryzury
wpadła na chytry pomysł. Wzięła bitą śmietanę, którą kocha i wzięła chyba z
dwadzieścia sztuk, zabrała piórko z jej kapelusza i poszła do pokoju
bliźniaków. „Śpią jak małe dzieci”, pomyślała dziewczyna „Niedługo to się
zmieni”, dodała po chwili w myślach. To najstarszy numer jaki mógł być.
Wysmarowała chłopcom ręce i po miziała ich
piórkiem po nosach. Zanim zdążyli umazać sobie twarze bitą śmietaną, Amy
była już przy drzwiach.
-Amy!- Po całym domu rozległ się krzyk bliźniaków. Bracia
zaczęli ją gonić. Cała trójka tak się śmiała, że aż brakło im tchu. George w
końcu ją złapał i zaczął czochrać jej włosy.
-Zostaw moje włosy! Dopiero co się czesałam!- Krzyknęła
żartobliwie Amy.
-No to co George, do rzeki?- Fred spytał się go ze złośliwym
uśmiechem na twarzy.
-Do rzeki.- Odpowiedział bratu George i skinął mu głową. Fred
złapał ją za nogi i zaczęli ja nieść w stronę wody. Amy się szarpała i
próbowała złapać rudego za ręce, ale on już znał te jej sztuczki. Często ją
wrzucali do rzeki i wpadła z nią tam nie raz, nie dwa, z resztą tak samo jak
George. Tym razem dziewczyna wpadła do wody sama.
-Należało mi się.- Powiedziała dziewczyna do bliźniaków i
otrzepała się z wody jak pies. Fred i George zaczęli się śmiać.
-Nie wiem z czego wy się tak śmiejecie, ale powinniście iść
umyć sobie twarze.- W tym momencie chłopcy przestali się śmiać. Fred starł
sobie bitą śmietanę z twarzy i rzucił nie w Amy.
-Poćwicz cela.
-A chcesz się wykąpać jeszcze raz.- Pogroził jej Fred w taki
sposób jakby zwracał się do siostry.
-To może ja już pójdę.- Dziewczyna szybko pobiegła do Nory.
Blondynka jest tak szybka, że bracia nawet nie zdążyli zareagować, a jej już
nie było w pobliżu.
-No to się nam przyjaciółka trafiła.- Powiedział Fred dumnym
lecz zmęczonym głosem. Jakby cały dzień za nią ganiał.
-Tak, na lepszą chyba nie mogliśmy trafić.- Odpowiedział mu
George i ruszył w stronę domu, a tuż za nim Fred. Gdy chłopcy weszli do domu
Amy siedziała przy stole całkiem sucha, jedynie włosy jeszcze miała mokre. „Jak
ona to robi” pomyślał Fred.
-Nie wiem stary, nie wiem.- Odpowiedział mu cicho George,
jakby czytał mu w myślach. Ruszył w stronę stołu i usiadł na swoim miejscu.
Fred zrobił to samo.
Po śniadaniu
dziewczyny poszły do swoich pokoi wziąć potrzebne rzeczy. Amy musiała jeszcze
pójść do łazienki wysuszyć do końca włosy i uczesać je. Harry i Ron byli u
bliźniaków. Chłopcy siedzieli na miedzianej kanapie w ich pokoju. Fred rzucił
się na swoje łóżko, a George siedział przy biurku.
-Ej chłopaki wiecie, że dziewczyny idą za chwilę na pokątną.-
Powiedział Ron spoglądając na Harrego.
-Amy nam mówiła rano.- Dodał Harry i odwrócił się do bliźniaków.
-Może pójdziemy z nimi…- Zaproponował Fred ale przerwał mu
George, dokańczając za niego zdanie- …Przecież lubią nasze towarzystwo.- Amy
przemknęła obok ich pokoju.
-Widzieliście jak się wystroiła, pewnie chce poderwać jakiegoś
chłopaka.- Z szerokim lecz szyderczym uśmieszkiem Fred spojrzał się na brata.
To był fakt, Amy bardzo ładnie się naszykowała. Jej blond włosy z czarnymi
pasemkami u końca włosów, były ułożone w mocno kręcone loki. Blondynka ma
kręcone włosy, ale lekko. Na usta nałożyła swoją ulubioną truskawkową pomadkę,
a oczy miała lekko podkreślone kredką. Na ogół nosiła spodnie, tym razem
założyła dżinsową spódnice z niebieskimi falbanami. Spódnica była na tyle
krótka, że odsłaniała jej długie i zgrabne nogi. Na czarną bluzkę założyła ciemno
niebieską marynarkę ¾ , z podwiniętymi rękami. Wzięła ze sobą małą torebeczkę,
w, której miała wszystkie potrzebne rzeczy. Jednak jedna rzecz się w niej nie
zmieniła. Converse. Jak to ona mówi „To są buty dla mnie”. Ona ma dziesiątki
takich butów, ale te to jej ulubione, szczęśliwe conversy. Te czarne buty za
kostkę, z granatowym wnętrzem i białymi sznurówkami. Tych butów Amy nie oddała
by za nic.
-No no Amy, ale się wystroiłaś.- Powiedziała Hermiona z
salonu, gdy tylko zobaczyła ją na schodach.
-Wy też dziś nie grzeszycie skromnością.- Dziewczyna
uśmiechnęła się widząc jak się wystroiły przyjaciółki. Hermiona miała związane
włosy w wysoką kitkę. Średniej wielkości, bursztynowe kolczyki, podkreślały jej
piękne brązowe oczy. Szatynka miała na sobie krótkie dżinsowe spodenki i białą
bluzkę, a na niej kamizelkę moro. Na prawą rękę założyła srebrną bransoletkę.
Gryffonka miała także ze sobą ciemne okulary.
-Ginny, ale radze ci zmienić buty. Będziemy tam aż do
południa.- Powiedziała Amy spoglądając na niebieskie szpilki dziewczyny.
-Mówiłam jej to chyba ze sto razy, a ona jak uparta nie chce
ich zdjąć.- Dodała Hermiona.
-Dziewczyny, ale one są takie cudne. Dam radę, nie bójcie
się.- Odpowiedziała im z dumną miną Ginny.
-Dobra, ewentualnie cię przyniosę z powrotem.- Dziewczyny
zaczęły się śmiać. Ginny też się wystroiła. Ona jedyna miała długie niebieskie
spodnie i luźną bluzkę na ramiączka, z napisem „You love Me”. We włosach miała
czerwoną opaskę, a na twarzy lekki makijaż.
Z góry było słychać
jak chłopcy krzycząc, biegną ze schodów. O mało co nie przewrócili się na Amy,
która stała tuż przy nich. Chłopcy szybko się podnieśli.
-Łał! Dziewczyny, ale się wystroiłyście.- Powiedzieli
bliźniacy, wpatrując się na nie jak zaklęci.
-A wy co robicie?!- Spytała się groźnie braci i Harrego,
Ginny.
-Idziemy z wami na pokątną.- Wyjaśnił zadowolony Harry.
-NIE!!!- Krzyknęły równocześnie dziewczyny.
-Wy zostajecie w domu. To jest nasz babski dzień.- Krzyknęła Ginny
o wskazała im drogę na górę.
-No więc idziemy z wami na babski dzień.- Powiedział Fred.
-Wiesz, że właśnie przyznałeś, że jesteś babą.- Stwierdziła
Amy.
-Nie przesadzaj już Ginny. Pozwól nam pójść.- Prosił błagalnym
tonem George.
-Nie! Idźcie już do pokoi.-Chłopcy weszli na górę, ze
spuszczonymi głowami.
-Ej to co nie idziemy?- Spytał się szeptem Ron.
-No co ty. My jesteśmy Gryfonami. Nigdy się nie poddajemy.-
Odpowiedział mu George, także szeptem.
Dochodziło
południe. Dziewczyny odwiedziły już parę sklepów, a teraz były w księgarni.
Hermiona co jakiś czas widziała blond grzywę Draco. Zawsze gdy widziała
chłopaka w pobliżu, oddalała Amy od niego jak najdalej. Ta dwójka ma wiele
wspólnych cech i Hermiona dobrze o tym wiedziała. Oboje byli tak samo sprytni,
pewni siebie, przebiegli, zawsze umieli zdobyć to czego chcą. Gryfonka nie
chciała doprowadzić do tego by się poznali. Bała się, że ta miła blondynka, o
miękkim sercu, mogła by polubić tego wścibskiego chłopaka, który w ogóle nie ma
serca. „Amy umie wiele znieść i jest silna, ale także wrażliwa. Draco na pewno
sprawił by jej przykrość, przez to, że nie jest czystej krwi”, ta myśl ciągle
chodziła Hermionie po głowie. W końcu dziewczyny postanowiły pójść na górną
część księgarni. Gryfonki nawet nie zauważyły, że Amy został na schodach, by
przyjrzeć się jednej z książek. Draco razem z Żabinim i Gailem, mieli właśnie
wychodzić. Draco jednak zauważył Amy stojącą na schodach i się przy niej
zatrzymał.
-Hej aniele, bolało jak spadłaś z nieba.- Powiedział do niej będąc
pewien, że jego podryw zadziała. Amy się zdziwiła. Nigdy, nikt tak do niej nie
mówił. Zamknęła książkę, położyła ją na jednym ze stopni i odwróciła się.
-Nie, ale trochę się zmęczyłam wchodząc tu z piekła.-
Odpowiedziała mu pewna siebie blondynka.
-Blond diablica w ciele anioła. Lubię takie.- Draco dalej
flirtował z Amy.
-Blondyneczko nie pozwalaj sobie.
-No wiesz co. Ja tu cię komplementuje, a ty mi tu z
blondyneczką.- Odpowiedział jej żartobliwie i zbliżył się do niej. W tej chwili
podbiegły do niej Hermiona i Ginny.
-Amy nie gadaj z nim.- Powiedziała Hermiona, próbując ją
zaciągnąć do wyjścia.
-Szlamo, ona nie jest dzieckiem. Nie rządź się tak.- W tej
chwili Amy spojrzała na niego jakby chciała go zabić.
-Coś ty powiedział.- Zielonooka zaczęła do niego podchodzić.
-Arystokrata się znalazł.- Amy zbliżała się do niego, a on
oddalał się ze strachem.
-A ty to kto blondyneczko.- Spytał się jej ostro Draco.
-Królowa Elżbieta II, ale możesz mi mówić miłość swojego
życia.- Dziewczyna odpowiedziała mu żartobliwym tonem i złączyła ręce.
Pochyliła lekko głowę i zamrugała do niego uroczo.
-Ale jeśli jeszcze raz nazwiesz tak Hermione, lub kogo kol
wiek z moich przyjaciół, to będę twoim największym koszmarem.
-Czyżby.- Dodał Draco wyzywającym tonem.- Hermiona to zwykła
szlama!- Wykrzyczał jej to Draco w twarz i roześmiał się. Amy podwinęła rękawy
i była gotowa go pobić, ale na całe szczęście do księgarni weszli Weasley’owie
i Harry. Szybko zorientowali się o co chodzi. Fred i George złapali dziewczynę
za ręce usiłując ja zatrzymać. Niestety na próżno. Amy dalej podążała w
kierunku Draco. Była wściekła jak nigdy. Blondynka zawsze jest gotowa chronić
swoich przyjaciół, nawet swoim własnym kosztem. Harry i Ron rzucili się na jej
nogi, mimo to nie mogli jej zatrzymać, jedynie ją spowolnili. Draco nigdy nie
widział tak silnej dziewczyny. Ze strachu zaczął się nerwowo oddalać od niej.
-Nie warto.- Hermiona zatrzymała dziewczynę łapiąc ja za
ramię. Ruszyli w stronę wyjścia. Gdy Amy myślała, że nikt z jej grona nie
patrzy, rzuciła się na Draco. Na szczęście Fred zdążył złapać ją w powietrzu.
-Jeszcze cię dopadnę, Blondasku.- Pogroziła mu zwisając na
ramieniu Freda.
Tak jak obiecałam wstawiłam nowy rozdział :D Mam nadziej, że wam się podoba