środa, 20 marca 2013

Czwarty rozdział



W drodze

      Wszyscy uczniowie byli już w pociągu do Hogwartu. Ron, Hermiona i Harry usiedli razem w przedziale z Luną i Nevilem. Fred, George i Amy byli w przedziale obok. Na korytarzu biegali najmłodsi uczniowie. Nie było słychać nic prócz krzyków i głośnych śmiechów. Amy poszła na chwile do Hermiony. Na korytarzu tuż przed wejściem do przedziału jej przyjaciół, spotkała nie kogo innego jak Draco Malfoya.
-Hej diablico.- Powiedział ze wściekłością blondyn.
-Co tam arystokrato.- Odpowiedziała mu pełna goryczy dziewczyna.
-Jak tam twój chłopak Fred?- Draco próbował zdenerwować Amy, jak tylko mógł. Udało mu się.
-To nie jest mój chłopak!- Krzyknęła mu w twarz i prawie mu ją wydrapała gdyby nie Hermiona, która ją wciągnęła do przedziału. Amy upadła na podłogę.
-Tak chowaj się za przyjaciółmi, tchórzu.- Powiedział zza drzwi, które mu zamknął przed nosem Harry, a Ron je zasłonił. Blondynka wciąż leżała na podłodze.
-Amy, czemu ty się tak na niego rzucasz?- Spytała nie spokojnie Ginny.
-Bo to taki idiota, że nie wytrzymuje.
-Nie powinnaś z nim ciągle walczyć.- Stwierdził Nevil.
-Wiem.- Amy się podniosła i usiadła na wolnym miejscu, obok Luny.- Idioci tacy jak on mają przewagę liczebną.- Wszyscy zaczęli się śmiać. Amy z Luną szybko się zaprzyjaźniły. Hermiona opowiadała Amy o eliksirach, a Luna uczyła jej zaklęć. Nevil mówił jej wiele rzeczy na temat zielarstwa, a Harry obiecał, że kiedyś nauczy ją patronusa.
     -Gdyby nie Hermiona to Amy już dawno by ci wydrapała oczy.- Powiedział Zabiny, który siedział w przedziale z Draco.
-Skąd wiesz jak ona ma na imię?!- Spytał się chłopak ze wściekłością.
-Na stacji kiedy gadałeś z Pansy podsłuchałem rozmowę Pottera z nią.- Odpowiedział mu po czym dodał.- Właściwie ona jest całkiem spoko. No wiesz nie zdziwił bym się gdyby trafiła do Slytherinu.
-Nawet o tym nie myśl.- Krzyknął. Wtedy rozmowę przerwała im grupka ślizgonów, na czele z Pansy.
-Hej chłopcy. O czym tak mówicie?- Spytała się wścibsko.
- Niczym Parkinson.- Syknął złośliwie Malfoy. Ślizgoni zasiedli z nimi. Wtedy Draco zaczął się zastanawiać nad słowami Zabiniego. „A może on ma racje. W końcu nie brak jej charyzmy. Poza tym gdyby ta nowa była w Gryffindorze ciężko było by z nimi konkurować.” Z zamyślenia wyciągnęła go Pansy.
-Draco o czym tak myślisz?- Spytała się delikatnie i położyła mu rękę ja kolanie.
-Odczep się Parkinson.- Syknął i usiadł naprzeciwko, koło swojego przyjaciela Theodora.
     Pociąg ruszył więc Amy wróciła do swojego przedziału. Gdzie siedzieli Fred, George i pewna dziewczyna. Zielonooka była zdziwiona towarzystwem tej osoby. Prowadziła ona rozmowę z bliźniakami.
-O, hej Amy. To jest Anieze.- Powiedzieli równocześnie.
-Hej jestem Amy.- Powiedziała dziewczyna i usidła obok Freda.
-Wiem, chłopaki mi o tobie ciągle opowiadali. Zwłaszcza Fred.- Odpowiedziała jej i spojrzała na nią znacząco. Jej złote, gęste i proste włosy, się gały dziewczynie do łokci. Jej wielkie, brązowe oczy przyciągnęły spojrzenie Amy, ale przestała w nie patrzeć po sekundzie i spojrzała na Freda, który się lekko zarumienił. Anieze zaczęła się delikatnie śmiać. Wtedy do przedziału wbiegła dziewczyna z Hufflepuffu.
-Anieze, Theodor się o ciebie pytał.- Oznajmiła szybko dziewczyna, a złotowłosa wybiegła z przedziału jak strzała. Puchonka odeszła za nią.
-Kto to ten Theodor?- Spytała się Amy.
-To jej chłopak. Chodzą ze sobą od drugiej klasy.- Odpowiedział jej Georg.- To ja może pójdę do Luny.- Dodał spoglądając na Freda i wyszedł. Amy przesiadła się naprzeciwko i położyła się.
-Chyba się prześpię. Będziesz tu, prawda?- Spytała się go, spoglądając na niego swoimi zielonymi oczami. Fred miał do nich słabość.
-Nie martw się, nie zostawię cię.- Odpowiedział jej i też się położył. Amy nasunęła swój biały kapelusz na oczy.
-Cieszę się, że mam takiego przyjaciela jak ty.- Wymruczała i zasnęła.
     Gdy Amy się obudziła obok Georga siedziała Luna, a ona leżała Fredowi na kolanach i była w niego wtulona.
-Ale te fotele wygodne.- Powiedziała nie otwierając oczu.
-To nie fotel tylko Fred.- Odpowiedział jej George, a ona aż upadła na podłogę.
-Czemu spałam na Fredzie?!- Spytała, podnosząc się.
-No bo jak spałaś to przyszli Luna i George. Więc ja przesiadłem się do ciebie, a Luna zaproponowała, żebym cie położył na kolanach zamiast cię budzić.- Opowiedział jej Fred.- W dodatku mruczysz jak mały kotek kiedy śpisz.- Dodał. Amy spojrzała się na nich z udawaną złością.
-Mogliście mnie obudzić.
-Ale ty tak słodko wyglądasz kiedy śpisz.- Zaczął się z nią droczyć Georg, a ona rzuciła w niego swoim kapeluszem. Luna zabrała go od rudzielca i założyła sobie go na głowę.
-Wiecie ja się robię zmęczona.- Stwierdziła Luna i oparła się o Georga.
-Ja też się jeszcze prześpię. Fred serio jest wygodny.- Amy znów położyła się na kolanach Freda.- Byli byście słodką parą.- Dodała patrząc na George trzymającego Lunę, żeby nie upadła na podłogę.
-My.- Powiedział żartobliwie George i zaczął się śmiać z Luną.
-Wy byście byli słodką parą.- Powiedziała Luna i położyła się spać. Amy i Fred wybuchli nie kontrolowanym śmiechem, po czym Amy znów poszła spać.
     Hermiona zaczęła się zastanawiać dlaczego Luny jeszcze nie ma. W końcu za dziesięć minut będą w Hogwarcie. Postanowiła to sprawdzić. Gdy weszła do ich przedziału, cała czwórka spała. Fred i Georg byli oparci o ściany, w przeciwnym kierunku. Dziewczyny na nich spały. „Słodkie”, pomyślała Hermiona.
-Wstawajcie!- Krzyknęła, klaszcząc w ręce.
-Ale tan fotel jest taki wygodny.- Amy wymruczała wtulając się w Fred.
-Może od razu zaczniesz na mnie mówić sofa.- Powiedział z żartobliwym oburzeniem rudzielec.
-Jak sobie chcesz, ale bardziej ci pasuje Fred.- Spojrzała się na niego i wstała.
-Za dziesięć minut będziemy w Hogwarcie.- Oznajmiła Hermiona, a Luna wstała i poszła z nią do swojego przedziału.
-A więc sofa, możesz mi podać moją szatę.- Spytał się żartobliwie Georg. Fred wyciągnął z jego kufra szaty i rzucił mu jedną z nich w twarz. Amy szybko się przebrała. Do przedziału przyszła Anieze i też się przebrała.
-Gdzie byłaś cały czas?- Spytała się Amy.
-Z Theodorem.- Odpowiedziała jej rozmarzona.- Draco się o ciebie pytał.- Dodała.
-A co on od niej chce.- Powiedzieli równocześnie bracia.
-Pytał się o to i o tamto.- Powiedziała.- Widać było po Parkinson, że jest zazdrosna.- To zdanie wręcz wyśpiewała.
-Nie ma o co.- Powiedziała Amy, a Georg złapał ją w tali i usadził na ramieniu.
-Georg postaw mnie bo się przewrócimy. Zaraz będziemy na miejscu.- Powiedziała śmiejąc się. Z jej twarzy nigdy nie uciekał uśmiech, a gdy tak się działo musiało się stać coś poważnego. Pociąg stanął wszyscy wyszli. Amy udała się do Luny, która była z Harrym, Ronem i Hermioną. Bliźniaki poszli do swoich znajomych, a Anieze była ze swoim chłopakiem i ślizgonami.
     Przyjaciele zaczęli się zbliżać do Hagrida.
-Hej Hagrid. To jest Amy, ona jest nowa.- Harry przedstawił dziewczynę.
-Wiem, Dumbledore przekazał wszystkim nauczycielom o tobie.- Odpowiedział.- Miło mi cię poznać.
-I nawzajem.- Odpowiedziała i uśmiechnęła się.

Nowy rozdział tak jak obiecałam. Postaram się wstawić kolejny wieczorem ;D Piszcie komentarze ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz