W drodze
Wszyscy uczniowie byli już w pociągu do
Hogwartu. Ron, Hermiona i Harry usiedli razem w przedziale z Luną i Nevilem.
Fred, George i Amy byli w przedziale obok. Na korytarzu biegali najmłodsi
uczniowie. Nie było słychać nic prócz krzyków i głośnych śmiechów. Amy poszła
na chwile do Hermiony. Na korytarzu tuż przed wejściem do przedziału jej
przyjaciół, spotkała nie kogo innego jak Draco Malfoya.
-Hej diablico.- Powiedział ze wściekłością blondyn.
-Co tam arystokrato.- Odpowiedziała mu pełna goryczy
dziewczyna.
-Jak tam twój chłopak Fred?- Draco próbował zdenerwować Amy,
jak tylko mógł. Udało mu się.
-To nie jest mój chłopak!- Krzyknęła mu w twarz i prawie mu ją
wydrapała gdyby nie Hermiona, która ją wciągnęła do przedziału. Amy upadła na
podłogę.
-Tak chowaj się za przyjaciółmi, tchórzu.- Powiedział zza
drzwi, które mu zamknął przed nosem Harry, a Ron je zasłonił. Blondynka wciąż
leżała na podłodze.
-Amy, czemu ty się tak na niego rzucasz?- Spytała nie
spokojnie Ginny.
-Bo to taki idiota, że nie wytrzymuje.
-Nie powinnaś z nim ciągle walczyć.- Stwierdził Nevil.
-Wiem.- Amy się podniosła i usiadła na wolnym miejscu, obok
Luny.- Idioci tacy jak on mają przewagę liczebną.- Wszyscy zaczęli się śmiać. Amy
z Luną szybko się zaprzyjaźniły. Hermiona opowiadała Amy o eliksirach, a Luna
uczyła jej zaklęć. Nevil mówił jej wiele rzeczy na temat zielarstwa, a Harry
obiecał, że kiedyś nauczy ją patronusa.
-Gdyby nie Hermiona
to Amy już dawno by ci wydrapała oczy.- Powiedział Zabiny, który siedział w
przedziale z Draco.
-Skąd wiesz jak ona ma na imię?!- Spytał się chłopak ze wściekłością.
-Na stacji kiedy gadałeś z Pansy podsłuchałem rozmowę Pottera
z nią.- Odpowiedział mu po czym dodał.- Właściwie ona jest całkiem spoko. No
wiesz nie zdziwił bym się gdyby trafiła do Slytherinu.
-Nawet o tym nie myśl.- Krzyknął. Wtedy rozmowę przerwała im
grupka ślizgonów, na czele z Pansy.
-Hej chłopcy. O czym tak mówicie?- Spytała się wścibsko.
- Niczym Parkinson.- Syknął złośliwie Malfoy. Ślizgoni
zasiedli z nimi. Wtedy Draco zaczął się zastanawiać nad słowami Zabiniego. „A
może on ma racje. W końcu nie brak jej charyzmy. Poza tym gdyby ta nowa była w
Gryffindorze ciężko było by z nimi konkurować.” Z zamyślenia wyciągnęła go
Pansy.
-Draco o czym tak myślisz?- Spytała się delikatnie i położyła
mu rękę ja kolanie.
-Odczep się Parkinson.- Syknął i usiadł naprzeciwko, koło
swojego przyjaciela Theodora.
Pociąg ruszył więc
Amy wróciła do swojego przedziału. Gdzie siedzieli Fred, George i pewna
dziewczyna. Zielonooka była zdziwiona towarzystwem tej osoby. Prowadziła ona
rozmowę z bliźniakami.
-O, hej Amy. To jest Anieze.- Powiedzieli równocześnie.
-Hej jestem Amy.- Powiedziała dziewczyna i usidła obok Freda.
-Wiem, chłopaki mi o tobie ciągle opowiadali. Zwłaszcza Fred.-
Odpowiedziała jej i spojrzała na nią znacząco. Jej złote, gęste i proste włosy,
się gały dziewczynie do łokci. Jej wielkie, brązowe oczy przyciągnęły spojrzenie Amy,
ale przestała w nie patrzeć po sekundzie i spojrzała na Freda, który się lekko
zarumienił. Anieze zaczęła się delikatnie śmiać. Wtedy do przedziału wbiegła
dziewczyna z Hufflepuffu.
-Anieze, Theodor się o ciebie pytał.- Oznajmiła szybko
dziewczyna, a złotowłosa wybiegła z przedziału jak strzała. Puchonka odeszła za
nią.
-Kto to ten Theodor?- Spytała się Amy.
-To jej chłopak. Chodzą ze sobą od drugiej klasy.-
Odpowiedział jej Georg.- To ja może pójdę do Luny.- Dodał spoglądając na Freda
i wyszedł. Amy przesiadła się naprzeciwko i położyła się.
-Chyba się prześpię. Będziesz tu, prawda?- Spytała się go,
spoglądając na niego swoimi zielonymi oczami. Fred miał do nich słabość.
-Nie martw się, nie zostawię cię.- Odpowiedział jej i też się
położył. Amy nasunęła swój biały kapelusz na oczy.
-Cieszę się, że mam takiego przyjaciela jak ty.- Wymruczała i
zasnęła.
Gdy Amy się
obudziła obok Georga siedziała Luna, a ona leżała Fredowi na kolanach i była w
niego wtulona.
-Ale te fotele wygodne.- Powiedziała nie otwierając oczu.
-To nie fotel tylko Fred.- Odpowiedział jej George, a ona aż
upadła na podłogę.
-Czemu spałam na Fredzie?!- Spytała, podnosząc się.
-No bo jak spałaś to przyszli Luna i George. Więc ja
przesiadłem się do ciebie, a Luna zaproponowała, żebym cie położył na kolanach
zamiast cię budzić.- Opowiedział jej Fred.- W dodatku mruczysz jak mały kotek
kiedy śpisz.- Dodał. Amy spojrzała się na nich z udawaną złością.
-Mogliście mnie obudzić.
-Ale ty tak słodko wyglądasz kiedy śpisz.- Zaczął się z nią
droczyć Georg, a ona rzuciła w niego swoim kapeluszem. Luna zabrała go od rudzielca i założyła sobie go na głowę.
-Wiecie ja się robię zmęczona.- Stwierdziła Luna i oparła się
o Georga.
-Ja też się jeszcze prześpię. Fred serio jest wygodny.- Amy
znów położyła się na kolanach Freda.- Byli byście słodką parą.- Dodała
patrząc na George trzymającego Lunę, żeby nie upadła na podłogę.
-My.- Powiedział żartobliwie George i zaczął się śmiać z Luną.
-Wy byście byli słodką parą.- Powiedziała Luna i położyła się
spać. Amy i Fred wybuchli nie kontrolowanym śmiechem, po czym Amy znów poszła
spać.
Hermiona zaczęła
się zastanawiać dlaczego Luny jeszcze nie ma. W końcu za dziesięć minut będą w
Hogwarcie. Postanowiła to sprawdzić. Gdy weszła do ich przedziału, cała czwórka
spała. Fred i Georg byli oparci o ściany, w przeciwnym kierunku. Dziewczyny na
nich spały. „Słodkie”, pomyślała Hermiona.
-Wstawajcie!- Krzyknęła, klaszcząc w ręce.
-Ale tan fotel jest taki wygodny.- Amy wymruczała wtulając się
w Fred.
-Może od razu zaczniesz na mnie mówić sofa.- Powiedział z
żartobliwym oburzeniem rudzielec.
-Jak sobie chcesz, ale bardziej ci pasuje Fred.- Spojrzała się
na niego i wstała.
-Za dziesięć minut będziemy w Hogwarcie.- Oznajmiła Hermiona,
a Luna wstała i poszła z nią do swojego przedziału.
-A więc sofa, możesz mi podać moją szatę.- Spytał się
żartobliwie Georg. Fred wyciągnął z jego kufra szaty i rzucił mu jedną z nich w
twarz. Amy szybko się przebrała. Do przedziału przyszła Anieze i też się
przebrała.
-Gdzie byłaś cały czas?- Spytała się Amy.
-Z Theodorem.- Odpowiedziała jej rozmarzona.- Draco się o
ciebie pytał.- Dodała.
-A co on od niej chce.- Powiedzieli równocześnie bracia.
-Pytał się o to i o tamto.- Powiedziała.- Widać było po
Parkinson, że jest zazdrosna.- To zdanie wręcz wyśpiewała.
-Nie ma o co.- Powiedziała Amy, a Georg złapał ją w tali i usadził
na ramieniu.
-Georg postaw mnie bo się przewrócimy. Zaraz będziemy na
miejscu.- Powiedziała śmiejąc się. Z jej twarzy nigdy nie uciekał uśmiech, a
gdy tak się działo musiało się stać coś poważnego. Pociąg stanął wszyscy
wyszli. Amy udała się do Luny, która była z Harrym, Ronem i Hermioną. Bliźniaki
poszli do swoich znajomych, a Anieze była ze swoim chłopakiem i ślizgonami.
Przyjaciele zaczęli
się zbliżać do Hagrida.
-Hej Hagrid. To jest Amy, ona jest nowa.- Harry przedstawił
dziewczynę.
-Wiem, Dumbledore przekazał wszystkim nauczycielom o tobie.-
Odpowiedział.- Miło mi cię poznać.
-I nawzajem.- Odpowiedziała i uśmiechnęła się.
Nowy rozdział tak jak obiecałam. Postaram się wstawić kolejny wieczorem ;D Piszcie komentarze ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz