Wszystko
się układa, do czasu
-POBUDKA!!!- Ktoś
krzyknął w sypialni Amy. Dziewczyna gwałtownie wyskoczyła z łóżka. Dziewczyn w
jej pokoju już nie było.
-Czego chcecie?- Spytała wystraszona. Przed jej oczami stał
nie kto inny jak Draco Malfoy.
-O sama już nie jesteś taka odważna.- Powiedział zbliżając się
do niej.
-To ty przyprowadziłeś Theodora.
-To jest bez znaczenia.- Krzyknął ze złością. -Nie wchodź mi w
drogę bo tego pożałujesz.- Pogroził jej i zaczął szarpać za koszulę.
-Po pierwsze- nie boje się ciebie, ani twojej zgrai. Po
drugie- co ty mi możesz zrobić.- Powiedziała wyzywająco i odepchnęła chłopaka
od siebie.
-Ładne buty. Są dla ciebie ważne?
-Taaaaak.- Odpowiedziała niepewnie. Theodor machnął różdżką i
szczęśliwe buty Amy stanęły w płomieniach.
-To było ostrzeżenie.- Rzucili przy wyjściu śmiejąc się
szyderczo. Zostawili ją płaczącą nad popiołem.
Amy szła
korytarzem. Po drodze zauważyła Lunę i Anieze. Pobiegła do nich i zaczęły
rozmawiać. Nagle przybiegł do nich Theodor. Pocałował Anieze w policzek i
spytał się czy może porwać Amy na chwilę.
-Blondi nie waż się powiedzieć Anieze o tym co się wydarzyło.-
Pogroził jej.
-Bo co?!
-Bo jeśli się o tym dowie, skończę z tobą na stałe.-
Dziewczyny już poszły na śniadanie. Chłopak przybił Amy do ściany i zaczął
grozić jej różdżką.
-Jeśli przez ciebie ona zerwie ze mną to zadbam o to, żeby
wszyscy ślizgoni cię załatwili. Rozumiesz!- Powiedział, a ona tylko pokiwała
głową. Theodor pobiegł do Wielkiej Sali. Blondynka odetchnęła głębiej i udała
się w tym samym kierunku.
Przed drzwiami do
Wielkiej Sali dziewczyna zatrzymała się. Zaczęła czuć, że zbliża się do niej
jakieś niebezpieczeństwo. Zaczęła cuć, że coś lub ktoś się zbliża. Odwróciła
się na pięcie i za nim stanęła stabilnie Fred i George złapali ją za ręce i
ciągnęli po podłodze na śniadanie.
-Nie uciekniesz nam tak łatwo.- Powiedział z szerokim uśmiechem
George.
-Wiedziałam, że zbliża się niebezpieczeństwo.- Wymruczała do
siebie pod nosem.
-Jest sprawa.- Powiedział Fred.
-O, a to nie jesteście na mnie źli- Odpowiedziała mu z
oburzeniem.
-No właśnie o to chodzi.- Oznajmił George. Zaciągnęli ją do
stołu Griffindoru. Zaczęli z nią rozmawiać o wczorajszej sprawie i przeprosili
ja za to, że byli wczoraj tacy ostrzy. Dziewczyna słuchała ich w milczeniu. W
końcu po upływie dziesięciu minut zaczęła jeść śniadanie przy ich stole, a oni
ciągle opowiadali jej o czymś.
Amy spóźniła się na
pierwszą lekcje- eliksiry. Zgubiła się w jednym z korytarzy. Biegła ile tchu i
próbowała odnaleźć się w tej wielkiej szkole. Potknęła się o szatę i zrobiła
efektowny poślizg. Wylądowała tuż przed nogami ślizgona.
-Zabini?- Zdziwiła się dziewczyna.- Nie jesteś na lekcji?-
Dodała.
-Nie. Musiałem wracać po torbę i się spóźniłem.- Odpowiedział
jej i pomógł wstać.
-Czemu ty jesteś dla mnie miły? Przecież wszyscy ślizgoni mnie
nie lubią.
-Tak naprawdę to tylko Draco i Theodor sądzą, że nie
zasługujesz na bycie ślizgonką, a reszta przyznaję im rację. Po prostu
zachowują się jak stado baranów.- Powiedział i zaczęli iść na lekcję.
-A tak przy okazji co sądzisz o Draco?- Spytał załamując
ciszę.
-Jest debilnym idiotą, który strasznie mnie wnerwia.-
Odpowiedziała spokojnie.
-Czyli jakbyście musieli się zaprzyjaźnić, to by nie było
szans?
-Czemu. Jakby chciał to bym się z nim zaprzyjaźniła, ale nie
sądzę, że on by ze mną wytrzymał.
-Jak to? Nie cierpisz go, ale zaprzyjaźniła byś się z nim?-
Chłopak był całkiem skołowany.
-Mogła bym się nawet w nim zakochać. Wszystko może się zmienić
od tak.- Powiedziała i pstryknęła palcami.- Nie mamy wpływu na to co się
wydarzy. To co się stanie już jest ustalone i nawet gdy myślimy, że oszukujemy
przeznaczenie to tak nie jest. Wszystko co zrobiliśmy, robimy i zrobimy, miało
się zdarzyć.
-Dziwna jesteś.- Oznajmił.
-Wiem.- Uśmiechnęła się i akurat doszli do sali. Weszli, Snape
spojrzał na nich złowrogo, ale na szczęście lekcja się jeszcze nie zaczęła.
Draco spojrzał się na Zabini’ ego jakby zabił mu rodziców. Amy chciała usiąść
obok jednej z gryfonek, a Bleys obok Draco. Niestety nauczyciel ich przesadził.
Amy nie mogła wytrzymać obok blondyna, zwłaszcza, że ciągle rozmawiał z Pansy i
Theodorem, którzy usiedli tuż przed nimi. Rozmawiali bez przerwy. Wszystkich to
denerwowało. Snape co chwilę zwracał im uwagę. W końcu dziewczyna nie
wytrzymała. Wyjęła z torebki taśmę i zakleiła mu twarz trzy razy. Severus
spojrzał się na nią zza księgi i rzucił suche „Dziękuje”. Zielonooka umiała
odczytać ludzkie uczucia. Zauważyła, że Snape zaczął ją lubić. Theodor i Pansy
odwrócili się i uciszyli. Cała klasa była jej wdzięczna, a Draco wściekły zajął
się lekcją.
Po lekcjach Anieze
wybrała się do Theodora. Był w pokoju wspólnym ślizgonów.
-Zwycięstwo.- Wypowiedziała hasło gdy znalazła się przy
kamiennej ścianie w lochach. Weszła do środka i od razu ujrzała swojego chłopaka,
który siedział na kanapie obok Bleysa.
-Hej chłopaki, co robicie?- Spytała się kładąc na kolanach
Notta.
-A o niczym skarbie.- Odpowiedział jej Theodor i pocałował w
policzek.
-Anieze słodko wygląda jak się na nią patrzy z góry.-
Stwierdził Zabini.
-Anieze zawsze wygląda słodko.- Powiedział czarnowłosy i
przeczesał jej złociste włosy. Ona uśmiechnęła się uroczo. Wtedy zauważyli jak
Amy próbuje nie spostrzeżenie wykraść się ze swojego dormitorium.
-AMY!!!- Krzyknęła na cały głos blondynka. Ona szybko się schowała
za najbliższym fotelem.
-Ciiii… Jest tu Draco?- Spytała się szeptem.
-Nie.- Odpowiedziała Anieze siadając.
-A co, boisz się go?- Spytał się złośliwie Theodor.
-Nie.- Odpowiedziała oburzona.- Po prostu chcę stąd wyjść bez
awantur.- Dodała i podeszła do nich. Wiedziała, że Theodor przy Anieze nie
będzie się nad nią znęcać.
-Jakby każde wasze spotkanie prowadziło do kłótni.- Stwierdził
Bleys.
-Bo prowadzi.
-Amy nie przesadzaj.
-Już gdy się poznaliśmy, zaczęliśmy się kłócić. Teraz za
każdym razem gdy się widzimy to nasze rozmowy prowadzą do bójki.
-Oj tam, oj tam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz