czwartek, 21 marca 2013

Szósty rozdział


Wszystko się układa, do czasu

     -POBUDKA!!!- Ktoś krzyknął w sypialni Amy. Dziewczyna gwałtownie wyskoczyła z łóżka. Dziewczyn w jej pokoju już nie było.
-Czego chcecie?- Spytała wystraszona. Przed jej oczami stał nie kto inny jak Draco Malfoy.
-O sama już nie jesteś taka odważna.- Powiedział zbliżając się do niej.
-To ty przyprowadziłeś Theodora.
-To jest bez znaczenia.- Krzyknął ze złością. -Nie wchodź mi w drogę bo tego pożałujesz.- Pogroził jej i zaczął szarpać za koszulę.
-Po pierwsze- nie boje się ciebie, ani twojej zgrai. Po drugie- co ty mi możesz zrobić.- Powiedziała wyzywająco i odepchnęła chłopaka od siebie.
-Ładne buty. Są dla ciebie ważne?
-Taaaaak.- Odpowiedziała niepewnie. Theodor machnął różdżką i szczęśliwe buty Amy stanęły w płomieniach.
-To było ostrzeżenie.- Rzucili przy wyjściu śmiejąc się szyderczo. Zostawili ją płaczącą nad popiołem.
     Amy szła korytarzem. Po drodze zauważyła Lunę i Anieze. Pobiegła do nich i zaczęły rozmawiać. Nagle przybiegł do nich Theodor. Pocałował Anieze w policzek i spytał się czy może porwać Amy na chwilę.
-Blondi nie waż się powiedzieć Anieze o tym co się wydarzyło.- Pogroził jej.
-Bo co?!
-Bo jeśli się o tym dowie, skończę z tobą na stałe.- Dziewczyny już poszły na śniadanie. Chłopak przybił Amy do ściany i zaczął grozić jej różdżką.
-Jeśli przez ciebie ona zerwie ze mną to zadbam o to, żeby wszyscy ślizgoni cię załatwili. Rozumiesz!- Powiedział, a ona tylko pokiwała głową. Theodor pobiegł do Wielkiej Sali. Blondynka odetchnęła głębiej i udała się w tym samym kierunku.
     Przed drzwiami do Wielkiej Sali dziewczyna zatrzymała się. Zaczęła czuć, że zbliża się do niej jakieś niebezpieczeństwo. Zaczęła cuć, że coś lub ktoś się zbliża. Odwróciła się na pięcie i za nim stanęła stabilnie Fred i George złapali ją za ręce i ciągnęli po podłodze na śniadanie.
-Nie uciekniesz nam tak łatwo.- Powiedział z szerokim uśmiechem George.
-Wiedziałam, że zbliża się niebezpieczeństwo.- Wymruczała do siebie pod nosem.
-Jest sprawa.- Powiedział Fred.
-O, a to nie jesteście na mnie źli- Odpowiedziała mu z oburzeniem.
-No właśnie o to chodzi.- Oznajmił George. Zaciągnęli ją do stołu Griffindoru. Zaczęli z nią rozmawiać o wczorajszej sprawie i przeprosili ja za to, że byli wczoraj tacy ostrzy. Dziewczyna słuchała ich w milczeniu. W końcu po upływie dziesięciu minut zaczęła jeść śniadanie przy ich stole, a oni ciągle opowiadali jej o czymś.
     Amy spóźniła się na pierwszą lekcje- eliksiry. Zgubiła się w jednym z korytarzy. Biegła ile tchu i próbowała odnaleźć się w tej wielkiej szkole. Potknęła się o szatę i zrobiła efektowny poślizg. Wylądowała tuż przed nogami ślizgona.
-Zabini?- Zdziwiła się dziewczyna.- Nie jesteś na lekcji?- Dodała.
-Nie. Musiałem wracać po torbę i się spóźniłem.- Odpowiedział jej i pomógł wstać.
-Czemu ty jesteś dla mnie miły? Przecież wszyscy ślizgoni mnie nie lubią.
-Tak naprawdę to tylko Draco i Theodor sądzą, że nie zasługujesz na bycie ślizgonką, a reszta przyznaję im rację. Po prostu zachowują się jak stado baranów.- Powiedział i zaczęli iść na lekcję.
-A tak przy okazji co sądzisz o Draco?- Spytał załamując ciszę.
-Jest debilnym idiotą, który strasznie mnie wnerwia.- Odpowiedziała spokojnie.
-Czyli jakbyście musieli się zaprzyjaźnić, to by nie było szans?
-Czemu. Jakby chciał to bym się z nim zaprzyjaźniła, ale nie sądzę, że on by ze mną wytrzymał.
-Jak to? Nie cierpisz go, ale zaprzyjaźniła byś się z nim?- Chłopak był całkiem skołowany.
-Mogła bym się nawet w nim zakochać. Wszystko może się zmienić od tak.- Powiedziała i pstryknęła palcami.- Nie mamy wpływu na to co się wydarzy. To co się stanie już jest ustalone i nawet gdy myślimy, że oszukujemy przeznaczenie to tak nie jest. Wszystko co zrobiliśmy, robimy i zrobimy, miało się zdarzyć.
-Dziwna jesteś.- Oznajmił.
-Wiem.- Uśmiechnęła się i akurat doszli do sali. Weszli, Snape spojrzał na nich złowrogo, ale na szczęście lekcja się jeszcze nie zaczęła. Draco spojrzał się na Zabini’ ego jakby zabił mu rodziców. Amy chciała usiąść obok jednej z gryfonek, a Bleys obok Draco. Niestety nauczyciel ich przesadził. Amy nie mogła wytrzymać obok blondyna, zwłaszcza, że ciągle rozmawiał z Pansy i Theodorem, którzy usiedli tuż przed nimi. Rozmawiali bez przerwy. Wszystkich to denerwowało. Snape co chwilę zwracał im uwagę. W końcu dziewczyna nie wytrzymała. Wyjęła z torebki taśmę i zakleiła mu twarz trzy razy. Severus spojrzał się na nią zza księgi i rzucił suche „Dziękuje”. Zielonooka umiała odczytać ludzkie uczucia. Zauważyła, że Snape zaczął ją lubić. Theodor i Pansy odwrócili się i uciszyli. Cała klasa była jej wdzięczna, a Draco wściekły zajął się lekcją.
     Po lekcjach Anieze wybrała się do Theodora. Był w pokoju wspólnym ślizgonów.
-Zwycięstwo.- Wypowiedziała hasło gdy znalazła się przy kamiennej ścianie w lochach. Weszła do środka i od razu ujrzała swojego chłopaka, który siedział na kanapie obok Bleysa.
-Hej chłopaki, co robicie?- Spytała się kładąc na kolanach Notta.
-A o niczym skarbie.- Odpowiedział jej Theodor i pocałował w policzek.
-Anieze słodko wygląda jak się na nią patrzy z góry.- Stwierdził Zabini.
-Anieze zawsze wygląda słodko.- Powiedział czarnowłosy i przeczesał jej złociste włosy. Ona uśmiechnęła się uroczo. Wtedy zauważyli jak Amy próbuje nie spostrzeżenie wykraść się ze swojego dormitorium.
-AMY!!!- Krzyknęła na cały głos blondynka. Ona szybko się schowała za najbliższym fotelem.
-Ciiii… Jest tu Draco?- Spytała się szeptem.
-Nie.- Odpowiedziała Anieze siadając.
-A co, boisz się go?- Spytał się złośliwie Theodor.
-Nie.- Odpowiedziała oburzona.- Po prostu chcę stąd wyjść bez awantur.- Dodała i podeszła do nich. Wiedziała, że Theodor przy Anieze nie będzie się nad nią znęcać.
-Jakby każde wasze spotkanie prowadziło do kłótni.- Stwierdził Bleys.
-Bo prowadzi.
-Amy nie przesadzaj.
-Już gdy się poznaliśmy, zaczęliśmy się kłócić. Teraz za każdym razem gdy się widzimy to nasze rozmowy prowadzą do bójki.
-Oj tam, oj tam.
     

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz