Nowa szkoła- Nowy dom
Do
Wielkiej Sali weszli uczniowie starszych klas. Profesor McGonagal kazała Amy czekać
z pierwszo roczniakami na tiarę przydziału. Nie czuła stresu, było wręcz na
odwrót. Cieszyła się, że poznała wspaniałych przyjaciół, że może na nich zawsze
liczyć. Cieszyła się nawet z tego, że poznała Draco- swojego pierwszego wroga.
Nic nie mogło jej zepsuć tego dnia. Dumbledore ogłosił parę spraw na wejściu.
Powiedział także o Amy. O tym, że chociaż w Hogwarcie jest pierwszy raz, to
idzie do piątej klasy.
-… I mam nadzieje, że osoby, które poznała przed końcem
wakacji…- Dodał na koniec spoglądając na Weasley’ ów, Pottera oraz pannę
Granger.- Pomogą jej odnaleźć się w naszej szkole.- Gdy skończył, ceremonia
przydziału rozpoczęła się. Wiele uczniów zastanawiało się nad nową osobą w
szkole. Wszyscy spoglądali na siebie ze zdziwieniem. Pierwszo roczniki wyglądali
na zbytnio zdenerwowanych, żeby się tym przejmować. Uczniowie kolejno byli
przydzielani do poszczególnych domów- „Slytherin”, „Gryffindor”, „Ravenclaw”,
„Huffelpuff”.
-Amy Fas.-
Krzyknęła Profesor McGonagal. Fred, George, Ginny, Ron i Harry nie przejmowali
się tym do, którego domu trafi ich przyjaciółka. Byli pewni, że będzie razem z
nimi w Griffindorze. Jedynie na twarzy Hermiony tworzył się wyraz niepokoju. Amy
szybko wskoczyła po schodach i z gracją usiadła, czekając aż tiara przydziału
spocznie na jej głowie.
-Trudny wybór…- Wymruczała tiara przydziału na samym początku.
Amy spojrzała przyjaźnie na swoich przyjaciół. Gdy spojrzała na Anieze ledwo
powstrzymała się od nie opętanego śmiechu. Dziewczyna próbowała ją rozśmieszyć.
Zielonooka spojrzała przez sekundę jadowicie na Malfoya. Jej oczy groźnie
zabłyszczały. Później skupiła się tylko na tiarze.
-… to naprawdę trudny wybór.- Dalej ciągnęła tiara.- Jesteś
całkiem bystra oraz baaaaaaaaaardzo odważna, szczera i prawa. Jednak leniuszek
z ciebie.- Tiara spojrzała się na nią z góry, sympatycznie.
-No taki mały. Jeśli musisz coś zrobić jutro, zrób to po
jutrze. Będziesz miał dwa dni wolnego.- Odpowiedział jej. Cała sala zaczęła się
śmiać. Nawet nauczyciele nie mogli się powstrzymać.
-Widzę, że śmiała tez jesteś.- Stwierdziła tiara kończąc
śmiech. Amy się tylko słodko uśmiechnęła.
-Jesteś także sprytna. Boisz się wielu rzeczy, ale z łatwością
pokonujesz strach.
-Odważnym nie jest człowiek, który niczego się nie boi. Lecz
ten, który potrafi pokonać swe lęki.- Powiedziała spokojnie.
-Już zdecydowałem! Jesteś bardzo odważna, sprawiedliwa i
zawsze bronisz swoich przyjaciół!- Przy stole Griffindoru wszyscy zaczęli się
cieszyć. Amy podzielała ich dobry humor.
-Jednak twój niewiarygodny spryt nie pozwala mi umieścić cię w
Griffindorze.- Uśmiech z twarzy Amy momentalnie znikł.
-SLYTHERIN!!!- Krzyknęła tiara zanim Amy zdążyła coś
powiedzieć. Żaden z domów nie był zadowolony. Amy uniosła głowę, wstała i
odeszła. Nie dając po sobie poznać, że ta sytuacja zniszczyła jej nastrój.
Amy usiadła jak
najdalej Draco. Po drodze uraczyła go tylko zimnym spojrzeniem. Ślizgoni się od
niej automatycznie odsunęli. Ona starała się usiąść naprzeciwko przyjaciół.
-Jak mogłaś Amy, jak mogłaś.- Zaczął Fred.
-Miej pretensje do tiary.- Odpowiedziała mu trochę
zła dziewczyna.
-Ale to ty jesteś taka sprytna- Dodał George. Amy poczuła, że
wina jak zwykle leży po jej stronie. Hermiona spoliczkowała bliźniaków.
-To nie jej wina. Slytherin nie jest zły.- Powiedziała.
-A znasz kogoś dobrego ze Slytherinu?!- Dodał Ron.
-A mój chłopak, Theodore?! A Amy?!- Spytała z obudzeniem
Anieze.
-Amy się nie liczy.- Odpowiedział jej Ron.- W końcu ledwo
stała się ślizgonką.
-Więc o co te złośliwości?- Spytała się zdenerwowana Ginny.
-A o to, że teraz będzie ze ślizgonami. Będzie jedną z naszych
wrogów.- Dodał Harry.
-Tak teraz będzie ślizgonką i pewnie będzie się podlizywać
Snapowi.- Powiedział Ron. Rozmowa toczyła się o Amy, ale jej nie zauważali. Po
zdaniu, które wypowiedział Ron, w oczach Amy pojawiła się łzy. Przysłuchując
się rozmowie dziewczyna trzymała wodę w oczach.
-Ron ty chyba prosisz się, żeby ci przyłożyła.- Pogroziła
rudzielcowi Anieze.
-Miałem nadzieje, że będzie z nami w drużynie Quidditha.-
Powiedział zły Harry. Rozmowa ciągnęła się tak dalej.
Kolacja się
skończyła. Amy próbowała omijać przyjaciół. Jednak nie uciekła Anieze.
-Amy nie smuć się.- Próbowała ją pocieszyć.
-Ale jak mam się nie smucić. Zawiodłam Harrego. Zawiodłam Freda.
Zawiodłam George. A Ron się ze mnie nabija. Tylko wy mnie próbowałyście
bronić.- Amy zaczęła płakać. Dziewczyny usiadły przy ścianie.
-Powinnam iść. Bo później nie trafię do lochów.- Wyszlochała
blondynka.
-Nie martw się ja cie tam zaprowadzę. Często tam przebywam.-
Powiedziała z uśmiechem brązowooka.
-Dzięki.- Odpowiedziała jej ocierając oczy. W tej sytuacji Amy
widziała jeden plus. Nikogo nie było na korytarzu i nikt ich nie widział.
-Nie smuć się Amy. Przecież Slytherin to świetny dom.
-Ja nie smucę się dlatego, że jestem w Slytherinie. Właściwie
jestem dumna z tego. Wiem, że w Slytherinie są osoby sprytne i ambitne.
Właściwie to mi nawet pochlebia, ale wy wszyscy jesteście na mnie źli.
Zawiodłam moich jedynych przyjaciół i to wszystkich na raz.
-Rozmawiałam z nimi. Chłopaki powiedzieli, że tak naprawdę są
źli na tiarę, a nie na ciebie.- Próbowała ją uspokoić.- Po prostu nie mogli
uwierzyć, że nie jesteście razem w domu. A Ronem się zajmę w nocy.
-Proponuje wsadzić mu karaluchy pod poduszkę.- Amy przestała
płakać i znów się uśmiechnęła.
-Dobry pomysł, ale na Rona lepsze będą pająki.
Anieze odprowadziła
przyjaciółkę do jej pokoju. Amy omijała spojrzenia innych ślizgonów. Nie
wiedziała co teraz będzie. W Slytherinie nikt jej nie lubił. Nikt też nie wyglądał
jakby chciał. Mimo to szła z uniesioną głową. Dziewczyny zasiadły na łóżku Amy.
-Będzie dobrze zobaczysz.- Stwierdziła Anieze głaszcząc
blondynkę po miękkich włosach.
-To zdanie mnie najmniej pociesza, ale dzięki.- Odpowiedziała
jej przytulając poduszkę. Na szczęście Amy była w pokoju z
najsympatyczniejszymi dziewczynami w Slytherinie. Jednak i one nie polubiły
jej- nawet nie próbowały. Mimo wszystko szanowały ją i jej rzeczy. W końcu też
jest ślizgonką.
-Z samego rana widzimy się
w Wielkiej Sali na śniadaniu. Masz szczęście pierwsza lekcje mamy wspólnie.-
Powiedziała jej na pożegnanie Anieze i pomachała. Amy zasnęła spokojnie z
myślą, że jutro wszystko się ułoży.Piąty rozdział tak ja mówiłam wstawiłam wieczorem.... no prawie wieczorem :D. Piszcie swoje opinie w komentarzach to dla mnie ważne :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz