środa, 20 marca 2013

Piąty rozdział


                            Nowa szkoła- Nowy dom

     Do Wielkiej Sali weszli uczniowie starszych klas. Profesor McGonagal kazała Amy czekać z pierwszo roczniakami na tiarę przydziału. Nie czuła stresu, było wręcz na odwrót. Cieszyła się, że poznała wspaniałych przyjaciół, że może na nich zawsze liczyć. Cieszyła się nawet z tego, że poznała Draco- swojego pierwszego wroga. Nic nie mogło jej zepsuć tego dnia. Dumbledore ogłosił parę spraw na wejściu. Powiedział także o Amy. O tym, że chociaż w Hogwarcie jest pierwszy raz, to idzie do piątej klasy.
-… I mam nadzieje, że osoby, które poznała przed końcem wakacji…- Dodał na koniec spoglądając na Weasley’ ów, Pottera oraz pannę Granger.- Pomogą jej odnaleźć się w naszej szkole.- Gdy skończył, ceremonia przydziału rozpoczęła się. Wiele uczniów zastanawiało się nad nową osobą w szkole. Wszyscy spoglądali na siebie ze zdziwieniem. Pierwszo roczniki wyglądali na zbytnio zdenerwowanych, żeby się tym przejmować. Uczniowie kolejno byli przydzielani do poszczególnych domów- „Slytherin”, „Gryffindor”, „Ravenclaw”, „Huffelpuff”.
     -Amy Fas.- Krzyknęła Profesor McGonagal. Fred, George, Ginny, Ron i Harry nie przejmowali się tym do, którego domu trafi ich przyjaciółka. Byli pewni, że będzie razem z nimi w Griffindorze. Jedynie na twarzy Hermiony tworzył się wyraz niepokoju. Amy szybko wskoczyła po schodach i z gracją usiadła, czekając aż tiara przydziału spocznie na jej głowie.
-Trudny wybór…- Wymruczała tiara przydziału na samym początku. Amy spojrzała przyjaźnie na swoich przyjaciół. Gdy spojrzała na Anieze ledwo powstrzymała się od nie opętanego śmiechu. Dziewczyna próbowała ją rozśmieszyć. Zielonooka spojrzała przez sekundę jadowicie na Malfoya. Jej oczy groźnie zabłyszczały. Później skupiła się tylko na tiarze.
-… to naprawdę trudny wybór.- Dalej ciągnęła tiara.- Jesteś całkiem bystra oraz baaaaaaaaaardzo odważna, szczera i prawa. Jednak leniuszek z ciebie.- Tiara spojrzała się na nią z góry, sympatycznie.
-No taki mały. Jeśli musisz coś zrobić jutro, zrób to po jutrze. Będziesz miał dwa dni wolnego.- Odpowiedział jej. Cała sala zaczęła się śmiać. Nawet nauczyciele nie mogli się powstrzymać.
-Widzę, że śmiała tez jesteś.- Stwierdziła tiara kończąc śmiech. Amy się tylko słodko uśmiechnęła.
-Jesteś także sprytna. Boisz się wielu rzeczy, ale z łatwością pokonujesz strach.
-Odważnym nie jest człowiek, który niczego się nie boi. Lecz ten, który potrafi pokonać swe lęki.- Powiedziała spokojnie.
-Już zdecydowałem! Jesteś bardzo odważna, sprawiedliwa i zawsze bronisz swoich przyjaciół!- Przy stole Griffindoru wszyscy zaczęli się cieszyć. Amy podzielała ich dobry humor.
-Jednak twój niewiarygodny spryt nie pozwala mi umieścić cię w Griffindorze.- Uśmiech z twarzy Amy momentalnie znikł.
-SLYTHERIN!!!- Krzyknęła tiara zanim Amy zdążyła coś powiedzieć. Żaden z domów nie był zadowolony. Amy uniosła głowę, wstała i odeszła. Nie dając po sobie poznać, że ta sytuacja zniszczyła jej nastrój.
     Amy usiadła jak najdalej Draco. Po drodze uraczyła go tylko zimnym spojrzeniem. Ślizgoni się od niej automatycznie odsunęli. Ona starała się usiąść naprzeciwko przyjaciół.
-Jak mogłaś Amy, jak mogłaś.- Zaczął Fred.
-Miej pretensje do tiary.- Odpowiedziała mu trochę zła dziewczyna.
-Ale to ty jesteś taka sprytna- Dodał George. Amy poczuła, że wina jak zwykle leży po jej stronie. Hermiona spoliczkowała bliźniaków.
-To nie jej wina. Slytherin nie jest zły.- Powiedziała.
-A znasz kogoś dobrego ze Slytherinu?!- Dodał Ron.
-A mój chłopak, Theodore?! A Amy?!- Spytała z obudzeniem Anieze.
-Amy się nie liczy.- Odpowiedział jej Ron.- W końcu ledwo stała się ślizgonką.
-Więc o co te złośliwości?- Spytała się zdenerwowana Ginny.
-A o to, że teraz będzie ze ślizgonami. Będzie jedną z naszych wrogów.- Dodał Harry.
-Tak teraz będzie ślizgonką i pewnie będzie się podlizywać Snapowi.- Powiedział Ron. Rozmowa toczyła się o Amy, ale jej nie zauważali. Po zdaniu, które wypowiedział Ron, w oczach Amy pojawiła się łzy. Przysłuchując się rozmowie dziewczyna trzymała wodę w oczach.
-Ron ty chyba prosisz się, żeby ci przyłożyła.- Pogroziła rudzielcowi Anieze.
-Miałem nadzieje, że będzie z nami w drużynie Quidditha.- Powiedział zły Harry. Rozmowa ciągnęła się tak dalej.
     Kolacja się skończyła. Amy próbowała omijać przyjaciół. Jednak nie uciekła Anieze.
-Amy nie smuć się.- Próbowała ją pocieszyć.
-Ale jak mam się nie smucić. Zawiodłam Harrego. Zawiodłam Freda. Zawiodłam George. A Ron się ze mnie nabija. Tylko wy mnie próbowałyście bronić.- Amy zaczęła płakać. Dziewczyny usiadły przy ścianie.
-Powinnam iść. Bo później nie trafię do lochów.- Wyszlochała blondynka.
-Nie martw się ja cie tam zaprowadzę. Często tam przebywam.- Powiedziała z uśmiechem brązowooka.
-Dzięki.- Odpowiedziała jej ocierając oczy. W tej sytuacji Amy widziała jeden plus. Nikogo nie było na korytarzu i nikt ich nie widział.
-Nie smuć się Amy. Przecież Slytherin to świetny dom.
-Ja nie smucę się dlatego, że jestem w Slytherinie. Właściwie jestem dumna z tego. Wiem, że w Slytherinie są osoby sprytne i ambitne. Właściwie to mi nawet pochlebia, ale wy wszyscy jesteście na mnie źli. Zawiodłam moich jedynych przyjaciół i to wszystkich na raz.
-Rozmawiałam z nimi. Chłopaki powiedzieli, że tak naprawdę są źli na tiarę, a nie na ciebie.- Próbowała ją uspokoić.- Po prostu nie mogli uwierzyć, że nie jesteście razem w domu. A Ronem się zajmę w nocy.
-Proponuje wsadzić mu karaluchy pod poduszkę.- Amy przestała płakać i znów się uśmiechnęła.
-Dobry pomysł, ale na Rona lepsze będą pająki.
     Anieze odprowadziła przyjaciółkę do jej pokoju. Amy omijała spojrzenia innych ślizgonów. Nie wiedziała co teraz będzie. W Slytherinie nikt jej nie lubił. Nikt też nie wyglądał jakby chciał. Mimo to szła z uniesioną głową. Dziewczyny zasiadły na łóżku Amy.
-Będzie dobrze zobaczysz.- Stwierdziła Anieze głaszcząc blondynkę po miękkich włosach.
-To zdanie mnie najmniej pociesza, ale dzięki.- Odpowiedziała jej przytulając poduszkę. Na szczęście Amy była w pokoju z najsympatyczniejszymi dziewczynami w Slytherinie. Jednak i one nie polubiły jej- nawet nie próbowały. Mimo wszystko szanowały ją i jej rzeczy. W końcu też jest ślizgonką.
-Z samego rana widzimy się w Wielkiej Sali na śniadaniu. Masz szczęście pierwsza lekcje mamy wspólnie.- Powiedziała jej na pożegnanie Anieze i pomachała. Amy zasnęła spokojnie z myślą, że jutro wszystko się ułoży.

Piąty rozdział tak ja mówiłam wstawiłam wieczorem.... no prawie wieczorem :D. Piszcie swoje opinie w komentarzach to dla mnie ważne :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz