czwartek, 25 kwietnia 2013

Dziesiąty rozdział- z dedykacją na dole ;)


Odwiedziny

     Anieze… Ach ta Anieze… Amy ledwo co się obudziła, a ona już wskoczyła jak oparzona do skrzydła szpitalnego, nie zważając na nikogo dookoła. Jej wzrok utkwił w łóżku na którym leżała przyjaciółka. Amy na się nie zdziwiła. Jej wystarczyło pół miesiąca, w którym nie leżała w szpitalu, by dobrze ją poznać. Anieze przebiegła jak tornado przez pomieszczenie i błyskawicznie usiadła obok blondynki. Ona jednak nawet nie podniosła głowy znad książki i powitała przyjaciółkę.
     -Jak się czujesz? Pamiętasz mnie? Nie masz przypadkiem amnezji? Czemu się nie odzywasz? A może nie żyjesz i tak naprawdę podmienili cię jakimś robotem czy czymś tam?!- Anieze od razu obrzuciła dziewczynę pytaniami i zaczęła trząść jej ręką nerwowo.
-SPOKÓJ!!!- Krzyknęła ślizgonka.- Spokój, spokój, spokój… Dobrze, tak, nie, bo mi nie pozwoliłaś, żyję i nie jestem robotem.- Odpowiedziała hurtem i uspokoiła Anieze.
     Do pomieszczenia wszedł z wielkim hukiem czarnowłosy, przystojny ślizgon. Nie umknęło to uwadze Anieze, ponieważ ten chłopak, który szedł w olśniewającym blasku księżyca dobiegającym z okna, wielbił tylko ją. Theodor Nott. Ten niezwykły ślizgon nie cierpiący drobnej Amy, pokochał jej najlepszą przyjaciółkę- gryfonkę. Jego czystość krwi nie interesowała. Kochał ją i nic tego nie potrafiło zmienić.
     Czarnowłosy szedł dostojnie w kierunku swego przyjaciela- Draco Malfoya. Oczywiście on też od razu zauważył swoją dziewczynę. Uśmiechnął się do niej uroczo lecz na chwile i usiadł obok blondyna.
-Co tak długo.- Syknął ostro Malfoy.
-Bo nie szybciej.- Odpowiedział żartobliwie czarnooki.
-Dobrze, dobrze, dobrze… To co nowego w Hogwarcie? Tak w ogóle to jak tam Quidditch? Chyba radzicie sobie be zemnie.
-Bez ciebie tak. Bez niej też, ale bez was obojga nie.- Odpowiedział wiedząc, że Draco zaraz wybuchnie.
-COOOOOOOOOOOOOOOO!!!- Głos Malfoya wstrząsnął całą salą, ale po sekundzie się uciszył ponieważ dostał poduszką w twarz.
-Zamknij się blondas.- Amy syknęła ze złośliwym uśmieszkiem i zaczęła dalej rozmawiać z Anieze.
-
     Anieze wyszła równocześnie z Theodorem, pod jego ramieniem. Ślizgoni nie mógł odwrócić wzroku od pięknych oczu dziewczyny. Ona pod jego ramieniem czuła się taka bezpieczna. Szli cicho przez ciemny korytarz, jednak tą ciszę musiał przełamać ślizgon. Zaczął szeptać jej do ucha.
-Theodor.- Powiedziała i odepchnęła chłopaka na ścianę. Ona złapał ją w talii i przewiesił sobie przez ramię.
-Nie wiem czy pamiętasz, ale spadł już śnieg.- Odpowiedział z szyderczym uśmiechem na twarzy.
-Puść mnie! To był rozkaz.- Anieze zaczęła uderzać pięściami w plecy swojego ukochanego.
-Okej.- Uśmiechnął się i wyszedł na mróz przez najbliższe okno. Rzucił blondynkę w zaspę śniegu, a ona pociągnęła go za rękę i upadł obok niej.
     Draco i Amy siedzieli w ciemnym pokoju. Wpatrywali się w siebie ze wściekłością. Ich jadowite oczy błyszczały, niczym dwie pary jasnych płomyków. Nie chcieli spuścić z siebie wzroku. Tego gniewnego i pełnego nienawiści wzroku.
-Przestań się na mnie patrzeć.- Syknął blondyn.
-Nie przestanę do póki ty nie przestaniesz.- Odpowiedziała złowrogo.
-To idź spać!
-Nie pójdę. Nigdy nie wiadomo co ci strzeli do głowy. Ty idź pierwszy.
-Hahaha. Chciała byś. Pewnie gdy zasnę obetniesz mi włosy czy coś.- Nagle jednocześnie ucichli. Nawet nie poczuli zmęczenia. W ich głowach roiły się kłęby najczarniejsze myśli.
    Tuż po śniadaniu panna Weasley przyszła odwiedzić Amy. Zastała ją wpatrującą się w Draco. Ona tak samo nie spuszczał z niej wzroku. Do o koła na podłodze leżały poduszki. Ginny szybko ominęła poduszki. Wzięła dwie i podała je Amy. Rudowłosa szybko się zorientowała, że w nocy musiała wybuchnąć bitwa na poduszki. Oczywiście to nie była taka zwykła bitwa po przyjacielsku. Parę poduszek było rozszarpanych. We włosach blondynki było pełno piór z poduszek i miała niewiarygodnie roztrzepane włosy. Malfoy był niewiarygodnie wściekły. Jego włosy też wyglądały jak szopa z piórami, ale w znacznie mniejszym stopniu.
     -Hej Amy. Jak się czujesz?- Spytała rozpromieniona Ginny.
-Każdego dnia czuje się lepiej. Mam ochotę wyskoczyć z łóżka i zanurzyć się w śniegu.- Odpowiedziała tak samo radosna Fas.
-Za chwilę musze iść na lekcje, ale przyniosłam ci coś.- Panna Weasley sięgnęła do torebki i po kolei zaczęła wyjmować listy oraz jakieś paczki.- Mam dla ciebie notatki z lekcji na, których cię nie było. Są też zapisane prace domowe. Heormiona mnie prosiła, żebym ci przekazała, ona przyjdzie później z Harrym i Ronem. Jest też list od Freda i Georga.- Amy sięgnęła po kopertę na, której było nabazgrolone „W & W”. Dziewczyna od razu się zorientowała, że to od bliźniaków.- Lepiej go nie otwieraj, a przynajmniej bez nich.- Dodała ruda, a blondynka odłożyła kopertę.- Oprócz tego przyniosłam ci parę smakołyków ze śniadania.- Dziewczyna zaczęła wymieniać i po kolei wskazywać na poszczególne paczki.
     Kiedy Ginny wyszła blondynka położyła się spać. Była padnięta po całej nocy bójki na odległość z Malfoyem. Już ją nie interesowało czy coś jej zrobi czy nie. Wolała iść spać niż wpatrywać się w swojego wroga.
     Ciekawe, że po jednaj bójce oboje wpadli w śpiączkę. Choć właściwie nie. Najpierw Draco zorganizował męczący trening, który nie był trudny dla Amy. Później bili się jakieś sześć i pół godzin. Wszyscy się dziwili, że aż tak długo mogą się bić. Jednak wzajemna nienawiść tylko ich nakręcała. Tej dwójki nie można zostawić samej na pięć minut. Właściwie to na pięć sekund.
     Ron, Harry i Hermiona odwiedzili pannę Fas. Zastali ją śpiącą i z jakimiś rysunkami na twarzy. Gdy Ron próbował ją obudzić, dostał od niej z pięści w twarz. Nie dość, że pawie mu złamała szczękę to jeszcze zaczęła na niego krzyczeć. Hermiona jednym machnięciem różdżki zmyła z twarzy dziewczyny bazgroły, które okazały się „arcydziełem” Pansy Parkinson.
     Amy dowiedziała się od Harrego, o swoim byłym wstrząsie mózgu, złamanej nodze, która jest już prawie w pełni zdrowa i rozszarpanym ramieniu. Gdy Harry chciał dokładniej opowiedzieć o jej wypadku, Hermiona mu przerwała i zaczęła wypytywać o to czy Ginny doniosła jej wszystko. Pytała jak wytrzymała z Draco i co drugie słowo pytała się czy aby na pewno dobrze się czuje. Granger zawalała ją stertą pytań, a gdy chłopcy próbowali jej przerwać od razu lądowali na podłodze.
     Wieczorem Fred i George w końcu przyszli odwiedzić Amy. Gdy dziewczyna zobaczyła jak bliźniaki wbiegają wyskoczyła z pod pościeli i usiadła na brzegu łóżka. George szybko do niej podbiegł złapał ją w pasie i usadowił ją na swym ramieniu.
-Panie Weasley! Panie Weasley!- Pani Pomfrey szybo przybiegła gdy tylko usłyszała ich krzyki.- Proszę ją postawić. Powinna jeszcze odpoczywać.- Kobieta zaczęła się denerwować i biegać wokół nich.
-Dobrze pani P.- Powiedział wciąż rozbawiony rudzielec i odstawił dziewczynę przy łóżku. Amy o mało się nie przewrócił, ale Fred prędko ją złapał i ułożył na łóżku.
     -Teodor… Ach przyjacielu… Ona mnie tak denerwuje, że nie wiem czy wytrzymam z nią… Eee… Właściwie ile mam tu jeszcze siedzieć?- Draco spytał patrząc na swojego przyjaciela.
-Trzy dni.- Odpowiedział mu wyglądając przez okno.
-Trzy dni? Trzy dni! Mam tu siedzieć trzy dni z tą maszkarą naprzeciwko.- Oznajmił gniewnie patrząc na śmiejącą się Fas, która rozmawiała z Weasleyamy.
-Yhy…- Wymruczał czarnowłosy.
-Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
-Mhm…- Znów wymruczał nie spuszczając wzroku z okna.
-THEODORE!!!
-Co?- Chłopak nagle się otrząsnął i znów myślami był w środku, a nie gdzieś na dziedzińcu.
-Nic. Absolutnie nic.- Powiedział trochę oburzony blondyn.
-To po co się na mnie drzesz? Dobra ja już musze iść.- Ślizgon wyszedł w dość szybkim tempie zatrzaskując za sobą drzwi.
     Malfoy został sam i wpatrywał się z nienawiścią w gryfonów i tą niedoszłą ślizgonkę. Postanowił sprawdzić co tak interesowało jego przyjaciela i wyjrzał przez okno. Zamiast opadających płatków śniegu i gór białego puchu, zobaczył topniejące zaspy i gwiazdy błyskające zza szarych nocnych chmur. Jednak gwiazdy nie były swym blaskiem w koło jak co noc. Swe złociste i delikatne promienie kierowały ku parze całującej się na samym środku dziedzińca. Inni uczniowie przechodzili obok nich obojętnie. Ten widok był dla nich codziennością. Od drugiej klasy zawsze tą dwójkę widywali codziennie. Anieze i Theodor także nie zwracali uwagi na resztę. Widzieli tylko siebie w tym tłumie.
     Ślizgon wtedy odwrócił wzrok. Znów spojrzał na Amy. Tym razem w jego spojrzeniu nie było ani trochę nienawiści. Co to było za spojrzenie? Co w nim było? Współczucie? Akceptacja? Może nawet i sympatia? Lub ZAZDROŚĆ?!

Wiecznie oczekiwany rozdział. Bardzo was przepraszam mam nadzieje, że mnie jeszcze nie opuściliście :D Ten rozdział jest z dedykacją- Dla Anieze Bonazzi i dla "Anonima", który tak niecierpliwie prosił o następny rozdział :D ;)

wtorek, 23 kwietnia 2013

Wybaczcie, wybaczcie, wybaczcie...

Wybaczcie, wybaczcie, wybaczcie... Przepraszam was za to haniebne spóźnienie z rozdziałem. Po prostu jakoś tak wyszło, myślałam, że będzie szybciej. Na prawdę przepraszam. Jeśli chcecie coś poczytać- małego, ale jednak- to wejdźcie na ------> http://www.facebook.com/pages/Nasza-klasa/572710409417142 <------
Jest tam na razie taka jedna notatka, którą ja napisałam dzisiaj. To właściwie tak na szybko z naszej wycieczki. Mam nadzieje, że rozumiecie i mi wszystko wybaczycie. Zobaczymy czy zgadniecie, która to ja na zdjęciu ^^.
Wybaczcie, wybaczcie i jeszcze raz wybaczcie...

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Dziewiąty rozdział


Skrzydło szpitalne

     Draco leżał oparty na łóżku, w swoim dormitorium. Jedynym światłem w pokoju były świece, które stały na każdej szafce w pokoju. Blondyn całował się z jakość dziewczyną. Zastanawiał się kto to jest. Astoria? Pansy? Oby nie Parkinson.- pomyślał, dalej całując się z dziewczyną.- Może to Ginny? Albo Hermiona? NIE! Nie mógłby spędzić ani chwili sam na sam, w jednym pomieszczeniu- a co dopiero w jednym łóżku- z tymi, tymi… gryfonkami. Chłopak zauważył blond włosy. Może to Luna.- Dalej się zastanawiał.- Jest krukonką. Nagle dziewczyna zaczęła gryźć jego koszulę.
     Draco nie miał nic przeciwko, do póki nie zobaczył, kim jest jego partnerka. Amy Fas. Tak… Ślizgon nie mógł uwierzyć, że jest z blondynką tak blisko i nie wywołali jeszcze awantury. Chciał zepchnąć dziewczynę z siebie, ale nie panował nad sobą. Nie mógł ruszać ani nogami, ani rękami. Amy jednym machnięciem ściągnęła z chłopaka koszulę. Jej ubrania nagle zniknęły. Draco uświadomił sobie, że może się ruszać, ale nie chcę. To co się działo podobało mu się i to było najgorsze. Blondynka przejechała ostrymi paznokciami po jego klacie… i… i wtedy… kiedy akcja miała się rozkręcać… Blondyn się obudził w łóżku, ale nie w swoim. Leżał w skrzydle szpitalnym.
     Był wieczór, a przy nim siedział Nott, Zabini i Pansy. W łóżku naprzeciwko spała Amy. Przy niej siedziała Luna i Azieze, a bliźniaki właśnie wychodzili. Wyglądali na smutnych. Z oczu dziewczyn lały się łzy.
-Co się dzieje?- Spytał i rozejrzał się.
-Pamiętasz waszą bójkę na boisku?- Spytał Blays.
-Tak.- Odpowiedział mu nie pewnie młody Malfoy.
-No wiec… Kiedy przyszła Grangers ty i Am… Znaczy blondi zemdleliście.- Zaczął tłumaczyć mu przyjaciel, a Theodor co chwila spoglądał na swoją płaczącą dziewczynę.- Zanieśliśmy was do skrzydła szpitalnego. Byłeś w śpiączce przez półtora miesiąca, a Am… Znaczy, ona jeszcze się nie obudziła.- kontynuował. Wszyscy się spodziewali, że Draco wyskoczy z teksem „a co mnie obchodzi ona!”, jednak chłopak słuchał w milczeniu.
-Masz złamaną rękę i 3 żebra. Oprócz tego jesteś osłabiony i musisz odpoczywać.- Dodała Parkinson i przyłożyła swoją rękę do jego.
-AŁ!!!- Krzyknął blondyn. Okazało się, że to właśnie była jego złamana reka.
-Przep….- Zaczęła dziewczyna jednak Malfoy nie pozwolił jej skończyć. Kazał jej natychmiastowy wyjść. Ona wręcz w podskokach wybiegła z pomieszczenia.
     Fred i Georg wracali do wierzy Griffindoru. Byli załamani tą sprawą. Przez dwa tygodnie, dzień w dzień przychodzili do Amy. Na każdej przerwie, zawsze po lekcjach, nawet przed lekcjami obaj przychodzili do niej. Czasami w nocy się przekradali obok pani Pomfry, żeby się upewnić czy przypadkiem blondynka się już nie obudziła. Anieze, Luna, Harry, Ron i Hermiona zaczęli się martwić o bliźniaków. Próbowali ich zając czymś innym, ale on się nie dawali tak łatwo. W końcu przyjaciele odpuścili i sami zaczęli częściej przychodzić do Panny Fas.
     -Chłopcy.- Rozległ się kogoś głos na korytarzu.- Chodźcie tu do mnie.- Okazał się, że to Dumbledore. Fred i Georg byli pewni, że dostaną szlaban. W końcu powinni od godziny być w dormitoriach.
-Nie powinniście chodzić po Hogwarcie o tej porze. Pewnie wracacie ze skrzydła szpitalnego.- Powiedział i uśmiechnął się.- Więc wam wybaczę. Wyobrażam sobie co musicie przezywać. Wracając do tematu. Moglibyście  przekazać Amy, że ma przyjść do mnie jak się obudzi.- Bliźniacy Weasley wciąż byli wstrząśnięci i tylko skinęli głowami, na znak, że zrozumieli zadanie i odeszli.
     Luna właśnie skradała się w pelerynie- niewidce Harrego, do skrzydła szpitalnego.  Serce jej biło z nerwów. Umbridge mogła ją przyłapać w każdej chwili, a jak nie ona to Snaep. Mimo wszystko nie poddawała się. Nie mogła przyjść do przyjaciółki od dwóch tygodni. Umbridge zadawała im masę prac domowych. Snape się na nią uwziął i nawet dostała -5 punktów od Flitwicka.
     Panie Lovegood biło serce z całych sił. Nie mogła się doczekać kiedy będzie w skrzydle szpitalnym. Na korytarzy ciągle musi się rozglądać i uważać, żeby nie zahaczyć o pelerynę. Gdy Luna doszła na miejsce zauważyła, że Draco stoi przy łóżku Amy i wygląda przez okno.
     Draco stał przy łóżku Amy, gdy nagle usłyszał cichy szept.
-… jesteś wszystkim tym co mam…- Śpiąca blondynka cichutko zaśpiewała i odchyliła głowę w stronę blasku srebrzystego księżyca padającego z okna. Malfoy usłyszał jakiś szmer na końcu sali. To była Luna. O mały włos nie potknęła się o pelerynę- niewidkę. Na wszelki wypadek blondyn szybko wskoczył do swojego łóżka naprzeciwko i zaczął udawać, że śpi.
     Luna wykorzystała moment w którym nikogo nie było w pobliżu i powoli podeszła do przyjaciółki. Lekko odsłoniła twarz i zaczęła opowiadać o swoich snach. Podczas gdy Luna mówiła Amy się obudziła. Spojrzała na przyjaciółkę jednym okiem, żeby nic nie zauważyła.
-Jakie to słodkie.- Wyszeptała gdy Luna skończyła. Blondynka się zdziwiła, że akurat w tej chwili Amy się obudziła. Była trochę zawstydzona, ale przyjaciółka od razu ją zapewniła, że nikomu nic nie powie.
     Malfoy usłyszał jakieś szepty. Zdziwił się ponieważ on i dziewczyna aktualnie byli jedynymi poszkodowanymi w skrzydle szpitalnym, a Amy się jeszcze nie obudziła. Przynajmniej on tak myślał. Usiadł na łóżku, lecz nie zobaczył, żeby ktoś był w pomieszczeniu. Amy wyglądała jakby spała, a Luny nie było widać. Szepty jednak nie ustały. Chłopak postanowił to zignorować i położył się spać.
     Następnego ranka Luna od razu powiadomiła o wczorajszym wydarzeniu gryfonów. Wszyscy postanowili pójść do niej po lekcjach. Bliźniaki chcieli do niej przyjść od razu gdy się dowiedzieli, że się zbudziła. Luna jednak ich przekonała, że to nie najlepszy pomysł, ponieważ Amy jest mocno osłabiona i może jeszcze spać. Mimo iż chłopaki sądzili, że Luna ma rację, chcieli przyjść do przyjaciółki jak najszybciej, o czym wiedziała reszta. Wealeyowie byli pod stałym nadzorem Harrego i Rona.
     Hermiona ciągle się martwiła. Poszła do biblioteki by się uspokoić przy jakiejś książce. Jednak, żadna jej nie pomogła. Nerwowo przewracała strony. Pierwszy raz się tak martwiła. Martwiła się o piętnasto letnią dziewczynę jak o małe dziecko. Gryfonka po części nie rozumiała tego, a po części czuła, że musi ją chronić. Nie wiedziała jaki był tego powód. Po prostu to czuła.
     Jednak nie tylko panna Granger się martwiła o Amy. Weasleyowie oprócz Ginny, zajadali stres, a najbardziej Ron. Na obiedzie Harry, Ron i bliźniaki razem z Simusem, urządzili wyścig „kto zje najwięcej w jak najkrótszym czasie”. Dzięki temu udało im się chodź przez chwilę nie myśleć o blondynce. Anieze, Hermiona i Ginny tylko obserwowali jak chłopaki wpychają w siebie nie wyobrażalną ilość jedzenia.
     Po obiedzie chłopców trzeba było zanieść so sypialni. Tak się objedli, że dziewczyny prawie ich turlały po schodach.
-Po co się taj objadaliście.- Powiedziała Luna trzymając podpierającego się Georga.
-I jak sobie niby teraz wyobrażacie odwiedziny w skrzydle szpitalnym.- Dodała Anieze, która ciągnęła za sobą Harrego i Simusa.
-Eee… No nie wiem.- Stwierdził sarkastycznie Ron.- Myślałem, że po prostu pójdziemy tam na nogach.- Dodał z ironią.
-Przecież wy się ledwo ruszacie.- Odpowiedziała mu Hermiona i odepchnęła go od siebie. Chłopak złapał się poręczy i wysapał:
-Masz rację. Dziś nie damy rady do niej pójść. Pomożesz mi dojść do dormitorium prawda.- Zwrócił głowę od Hermiony, a gdy ona się ugięła uśmiechną się i znów podparł o przyjaciółkę.
-No skoro jesteśmy na miejscu, ja lecę do Amy.- Oznajmiła Anieze gdy doszli przed portret Grubej Damy.
-Zaczek…- Wyjęknął Fred, ale zanim skończył dziewczyna znikła gdzieś w oddali.

Było 5 komentarzy więc wstawiam dziewiąty rozdział. Cztery komentarze były od tej samej osoby (widać to po dacie i czasie dodania), ale obiecałam, że jak będzie 5 to wstawię. Nie ustalałam innych zasad ;D Miłego czytania i zapraszam na bloga, do którego link jest umieszczony pod ankietą.

sobota, 6 kwietnia 2013

Ósmy rozdział


Pierwszy trening

     Amy szła korytarzem na spotkanie przed wielką salą z Fredem. Czuła, że ktoś ją obserwuje, że ktoś za nią idzie.
-Sir Nikolasie.- Wypowiedziała, a przed jej oczami pojawił się duch.
-Skąd wiedziałaś, że to ja?- Zapytał uśmiechając się do dziewczyny.
-Tak dostojnego ducha nie trudno rozpoznać.
-Schlebiasz mi.- Sir Nikolas uśmiechną się jeszcze szerzej i ruszył w stroną Freda razem z dziewczyną.
-I widziałam cię za oknem.- Zaczęli się cicho śmiać. Duch musiał odejść, a blondynka szła dalej. Gdy w końcu doszła chłopak już siedział na schodach. Zobaczył ją, jednak nie wstał. Amy przysiadła się do niego. Zaczęli rozmawiać. Niektórzy uczniowie już zaczęli schodzić na śniadanie. Jednak przyjaciele nie zwracali na nich uwagi. Rozmawiali głośno. Śmiali się na cały głos. Brian zauważył dziewczynę z gryfonem i postanowił powiedzieć jej o dzisiejszym treningu.
-CO!!!- Krzyknął Fred wstając gwałtownie z ziemi, tuż po tym jak ślizgon poinformował dziewczynę o dzisiejszym spotkaniu.- Jesteś w drużynie ślizgonów! Jak mogłaś! Przecież będziesz rywalizować ze mną!- Chłopak był wściekły na dziewczynę. Nie wiedział co myśleć.
-Myślałam, że chcesz, żebym grała w Quidditch.- Powiedziała spokojnie, lecz wstała dość gwałtownie.
-Ale myślałem, że będziesz gryfonką!- znów krzyknął.
-Czyli mogę grać w Quidditcha tylko z tobą!.- Amy zaczęła podnosić głos na przyjaciela.- Proszę powiedz mi czego jeszcze nie mogę robić bez ciebie!.- Krzyknęła oburzona. Tłum uczniów przyglądał się ich kłótni. Oczy Amy zaczęły wypełniać się jadem, co Fred od razu zauważył. Uspokoił się. Próbował uspokoić i przytulic przyjaciółkę, lecz ona się wyrywała. Była na niego wściekła. W końcu odeszła z Brianem na śniadanie.
     Po południu Amy szła na trening. Była tak podekscytowana, że zapomniała o Fredzie i kłótni z nim. Podążała pewnym krokiem w zielonym stroju do Quidditch. Nie myślała o innych ślizgonach z drużyny, ani o Draco, który na pewno będzie się awanturował o to, że Amy jest w drużynie. Jej głowę zaprzątała tylko jedna myśl- Quidditch. Szybowanie na miotle wśród błękitnych obłoków sprawiało, że Amy nie myślała o problemach. Wręcz odrywała się od świata teraźniejszego.
     Na boisku już na nią czekali. Twarze mieli skwaszone. Dziewczyna wiedziała co to znaczy, ale nie przejmowała się tym. Gdy tylko do nich podeszła Malfoy się na nią rzucił.
-Gdzie ty byłaś!- Ryknął jej prosto w twarz.
-Miałam być o 16, a jest 15:30. To nie moja wina, że wy przyszliście o wiele za wcześnie.- Odpowiedziała pewnie patrząc prosto w oczy chłopaka.
-Trening miał się rozpocząć o 15 Fas.
-Brian mi mówił, że o 16. To chyba on jest kapitanem w drużynie.
-Plany się zmieniły. Kazałem Mattowi ci przekazać o której masz przyjść.- Powiedział kapitan stając między blondynem, a dziewczyną.
-Dzisiaj widziałam się z Matem chyba z dziesięć razy i nic mi nie mówił.- Odpowiedziała niepewnie Amy, ale po chwili spojrzała ze wściekłością na resztę drużyny. Trochę się zdziwiła, że była jedyną dziewczyną w drużynie, ale jej to nie przeszkadzało. Nie bała się żadnego upadku, potrącenia, złamania, ani nawet śmierci. Nie pozwoli zniszczyć im, a głównie Malfoy’ owi jej pierwszego roku w Hogwarcie.
-Oj zapomniałem.- Powiedział czarnowłosy i machnął lekceważąco ręką.- Dobra, skoro przyszła to może zaczniemy trening. Musimy ją w końcu sprawdzić.- Powiedział i wstał, co też uczyniła reszta chłopaków.
     Draco spojrzał na Briana jakby chciał powiedzieć- idź już, tak jak się umawialiśmy, ja się wszystkim zajmę- i kiwnął lekko głową wskazując szkołę.
-Przypomniało mi się… Eee… że…- Brian mówił powoli, żeby wymyślić jakąś dobrą wymówkę.- Już wiem…- wykrzyczał.- Że musze porozmawiać ze Snapem.- Powiedział dumny, a wszyscy patrzyli się na niego jakby powiedział, że idzie zjeść brodę Hagrida. Spojrzał  się na nich bez wyrazu i szybko pobiegł w stronę zamku.
     Fred nie mógł zapomnieć o dzisiejszej kłótni przed śniadaniem. To go po prostu męczyło. Udał się do pokoju wspólnego gryfonów. Byli tam wszyscy- Harry, Ron, Hermiona, George, Luna. Wszyscy się głośno śmiali, rozmawiali, po prostu się cieszyli, a on miał tam wmaszerować ze smętną miną. To nie w jego stylu. Powoli zaczął się rozchmurzać i ruszył dość dziarskim krokiem.
-Fred!- Krzyknęli chórem i uśmiechnęli się.
-Hej.- Powiedział trochę zdziwiony.
-O co się znów pokłóciłeś z Amy?- Spytał George.
-No… o…- Zaczął, ale nie pozwoliła mu dokończyć Luna.
-Pewnie o jakiś nonsens.
-Właściwie to…- Znów mu przerwano. Tym razem był to Harry.
-Dajcie mu powiedzieć co się stało.- Powiedział chłopak próbując wszystkich uciszyć.
-Uciszcie się.- Krzyknął Ron, w nadziei, że pomoże Harremu.
     W pomieszczeniu zrobił się jeszcze większy harmider niż wcześniej.
-Ciiiiiiiiiiiiiiiiiiiiszaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa.- Piskliwie krzyknęła Hermiona, a na jej głos wszyscy się uciszyli. Przyjaciele spojrzeli na dziewczynę i spokojnie usiedli.
-No mów. O co się znowu pokłóciliście?- Spytała jeszcze raz spokojnie. Teraz wzrok wszystkich był skierowany na Freda.
-No bo ona będzie w drużynie ślizgonów. Będzie z nami rywalizować podczas meczy Quidditcha.- Powiedział niepewnie, bo wiedział, że to nonsens się o cos takiego pokłócić. Przeczesał włosy ręką i spojrzał na bliźniaka. George był całkiem skołowany. Wszyscy pobladli i wyglądali jak prawie bez głowy Nick.
-CO!!!- Krzyknęła Hermiona i wytrzeszczyła oczy. Fred był gotowy przyjąć jej całe kazanie, ale ona wybiegła z pokoju wspólnego szybciej niż Harry na miotle.
     Amy właśnie zawstydzała chłopaków z drużyny swoją gracją, stylem, zwinnością, szybkością i sprytem, podczas lotu na miotle. Malfoy zmarszczył nos i na chwilę odwrócił głowę. Dla dziewczyny to była tylko zwykła zabawa. Od dziecka była zwinna i giętka. Powiew wiatru we włosach dodawał jej tylko chęci do piruetów i akrobacji. W ogóle nie czuła lęku. Śmiała się. Nawet przez chwilę zapomniała, że jest na treningu. Gdy usłyszała krzyki Draco, co oznaczało, że ma wracać na ziemie, wylądowała. Wszyscy byli zachwyceni jej występem, ale to ukrywali.
     -100 pompek i to już!- Ryknął jej w twarz Malfoy i wskazał palcem ku ziemi. Nie minęło pół minuty, a blondynka już wykonała zadanie.
-Nawet się nie zgrzałam.- Powiedziała, co było i dla niej i dla blondyna, rzuceniem rękawicy. Chłopak przyjął wyzwanie. Zadawał jej wiele trudnych zadań. Raz musiała z nim się ścigać, a raz wejść na najwyższe drzewo w pobliży. Oboje nie wiedzieli jaki to miało związek z Quidditchem, ale po pięciu minutach Amy była znów na ziemi i trzymała w ręku gałązkę z samego czubka drzewa. Wszystkie polecenia dziewczyna wykonała w mgnieniu oka.
     Draco nie wierzyła w to. Musiało być jakieś zadanie, którego nie zdoła wykonać. Już wiedział co musi zrobić.
-Teraz musisz mnie powalić na łopatki.- Powiedział pewny siebie. Zdioł przeszkadzającą pelerynę i podwinął rękawy.- Bez różdżek, bez magii, a ze względu na to, że jesteś dziewczyną dam ci fory.- Uśmiechnął się do niej szyderczo.
-Weź te swoje fory dla siebie.- Powiedziała i jednym eleganckim ruchem zrzuciła pelerynę na ziemie.- Przyda ci się każda pomoc.- Tak że uśmiechnęła się szyderczo, a twarz Dracona zmieniła się z pewnej siebie na „lepiej uważaj mała”.
     Hermiona dotarła już na boisko. Zastała tam Draco i Amy tarzających się po trawie, a reszta kibicowała Malfoy’ owi.
-Kamień z serca.- Powiedziała do siebie z ulgą. Usiadła na trybunach z myślą, że to się za chwile skończy. Przecież co może się stać. Nawet Draco nie pobił by dziewczyny, a Amy mimo iż jest silna to pewnie nie zrobi chłopakowi krzywdy. Walka wciąż trwała. Chłopcy z drużyny się już znudzili i usiedli na trawniku obok. Bójka zrobiła się bardziej niebezpieczna niż wcześniej. Hermiona postanowiła ich rozdzielić, jednak nie udało jej się. W końcu Draco odepchnął dziewczynę od siebie. Oboje stanęli i patrzyli na siebie ze wściekłością w oczach. Zaczęło kropić. Rozpętała się burza. Nagle oboje zasłabli, zrobili się bladzi i zemdleli. 

Mam nadzieja, że spodobał się wam kolejny rozdział :D Od razu mówię, że następny rozdział będzie na blogu gdy moja przyjaciółka go przeczyta. Ona dostaje je wcześniej i daje mi opinie, ewentualnie proponuję małe zmiany. Możemy zrobić też tak, że jeśli będzie co najmniej 5 komentarzy od razu wstawię dziewiąty rozdział. ;D
P.S. Często zamiast "George" jest pewnie "Georg". Dowiedziałam się tego od kuzynki, a zbytnio nie mam czasu szukać jego imienia i zmieniać, więc mam nadzieje, że mi to wybaczycie :)

środa, 3 kwietnia 2013

Siódmy rozdział


Quiddith

     Fred razem z Amy uczyli się w jego dormitorium. Mieli się uczyć w trójkę, razem z Georg’ em, ale on gdzieś wyszedł z Luną. Obojgu się nudziło. Sekundy mijały jak godziny, a minuty jak lata. Położyli się na łóżku jednego z bliźniaków.
-Amy, chce ci się uczyć?- Spytał Fred.
-Nie.- Odpowiedziała obojętnie.
-Chce ci się spać?- Znów zapytał.
-Nie.
-A chcesz pograć w Quidditha?
-Tak.- Odpowiedziała entuzjastycznie i odłożyła książkę, a chłopak zrobił to samo. Fred złapał za swoją miotłę, a Amy szybko zbiegła do lochów po swoją. Nie zwracała uwagi na osoby, które omijała. Nawet na Draco, który wychodził z pokoju wspólnego.
     Spotkali się na boisku szkolnym. Ścigali się i wygłupiali. Nie zwracali uwagi na to jak mija czas. Ćwiczyli podania i celność. Pani Hooch pojawiła się na boisku. Wezwała ją tam Anieze, która widziała jak Amy ćwiczy z Fredem. Stwierdziła, że nadawała by się do drużyny Quidditha. Nauczycielka przez chwile ich obserwowała i doszła do tego samego wniosku.
-Zbliża się cisza nocna, a wy jeszcze na boisku.- Powiedziała wyrywając z transu przyjaciół. Oboje rozejrzeli się. Faktycznie było już późno i ciemno.
-Fred wracaj do swojego dormitorium, a ty Amy idziesz ze mną.- Amy uścisnęła Freda na pożegnanie i podeszła do Pani Hooch.
     Poszły do kapitana drużyny ślizgonów, Brian Remon. To był wysoki chłopak, o wściekle czarnych oczach i kasztanowych włosach. Nie zgodził się za pierwszym razem, wręcz się awanturował, ale po tym jak Amy pokazała co potrafi ugiął się. Wystarczyło parę akrobacji, celność i pewny chwyt i już ją przyjął. Zmienił odczucia do niej. Spodobała się mu. Wrócili razem do lochów i usiedli na kanapie. Pokój nie był pusty. Wszyscy się zdziwili czemu oni rozmawiają. Kapitan drużyny i znienawidzona przez wszystkich Amy siedzą obok siebie i życzliwie rozmawiają. Niemożliwe, a jednak.
-Cieszę się, że jestem w drużynie.- Powiedziała uśmiechając się do chłopaka.
-Ja też. Zaraz powiem reszcie, że mamy nową ścigającą.- Odpowiedział i odszedł. Amy skierowała się ku swojemu dormitorium zastanawiając się jak ją przyjmą ślizgoni do drużyny.
     Brian wybiegł z lochów w poszukiwaniu osób z drużyny. Na szczęście byli wszyscy w bibliotece. Czarnooki usłyszał, że rozmawiają o tym, że jeszcze nie mają ścigającego, a sezon niedługo się zacznie.
-Problem rozwiązany.- Powiedział Brian podchodząc do nich.
-O i nagle znalazł się kapitan. Mów kogo masz.- Rozkazał młody Malfoy.
-Amy.
-AMY!!!- Krzyknął wściekły.- AMY!!! Przecież ona nie powinna być nawet ślizgonką, a ty ją przyjmujesz do drużyny. Co ona może wiedzieć o Quiddithu.
-Zdziwił byś się.- Powiedział stanowczo i zielenice mu się rozszerzyły.
    Wszyscy byli wściekli na swojego kapitana. Jak on mógł wziąć tą ofiarę do drużyny. Nikt z nich jej nigdy nie widział na miotle, ale od razu stwierdzili, że jest beznadziejna.
-Dajcie jej chociaż szansę. Nie widzieliście jej nawet.- Powiedział Brian widząc zniesmaczenie na oczach zawodników.
-Kiedy mamy najbliższy trening?- Spytał Draco.
-Możemy mieć jutro. Jest sobota.- Odpowiedział mu.
-Zajmij boisko na dwunastą. Dam jej taki wycisk, że sama odejdzie.- Powiedział na zakończenie i wszyscy ruszyli do pokoju wspólnego.
     Fred leżał na swoim łóżku. Nie mógł zasnąć. Georg spał, a bliźniak nie chciał go budzić. Był zdany na nudę. Sądził, że wszyscy spali, w końcu była druga w nocy. Lecz była jedna osoba oprócz brata na, która zawsze mógł liczyć i wiedział, że nigdy by nie była na niego zła. Postanowił napisać list do Amy i umówić się z nią jeszcze przed śniadaniem. Napisał list i „pożyczył” sowę od Harrego.
     Tak jak myślał rudzielec, Amy spała. Obudził ją zły sen. Zobaczyła Hedwigę za oknem i wpuścił ją. Harry wysłał do niej sowę tak późno, w dodatku w taką wichurę. Dziewczyna była zdziwiona. Otuliła sowę kocykiem i zaczęła czytać list.

Spotkajmy się o 7:00 na schodach
Przed wielka salą
Nudzi mi się i nie mogę spać
Więc postanowiłem Cię obudzić
FRED ;D

     On jest nie możliwy… Pomyślała i szybko mu odpisała. Dala list Hedwidzę, pocałowała ją i puściła. Przez chwile patrzyła w niebo, ciesząc się, że wreszcie jest w drużynie Quidditha. Położyła się szczęśliwa nie wiedząc jakie katorgi wymyślił dla niej Draco.
     Fred szybko dostał list. Oddał sowę Harremu i go przeczytał.

Dobra,
Ale nie budź mnie więcej o trzeciej w nocy
Widzimy się rano
Życzę ci samych koszmarów
Amy


Trochę krótki ten rozdział, ale nie mogłam nic więcej do niego wymyślić. Przepraszam, że musieliście tak długo czekać. Piszcie swoje opinie w komentarzach ;D  Amy