Pierwszy trening
Amy szła korytarzem na spotkanie przed
wielką salą z Fredem. Czuła, że ktoś ją obserwuje, że ktoś za nią idzie.
-Sir Nikolasie.-
Wypowiedziała, a przed jej oczami pojawił się duch.
-Skąd wiedziałaś, że to
ja?- Zapytał uśmiechając się do dziewczyny.
-Tak dostojnego ducha
nie trudno rozpoznać.
-Schlebiasz mi.- Sir
Nikolas uśmiechną się jeszcze szerzej i ruszył w stroną Freda razem z
dziewczyną.
-I widziałam cię za
oknem.- Zaczęli się cicho śmiać. Duch musiał odejść, a blondynka szła dalej.
Gdy w końcu doszła chłopak już siedział na schodach. Zobaczył ją, jednak nie
wstał. Amy przysiadła się do niego. Zaczęli rozmawiać. Niektórzy uczniowie już
zaczęli schodzić na śniadanie. Jednak przyjaciele nie zwracali na nich uwagi.
Rozmawiali głośno. Śmiali się na cały głos. Brian zauważył dziewczynę z
gryfonem i postanowił powiedzieć jej o dzisiejszym treningu.
-CO!!!- Krzyknął Fred
wstając gwałtownie z ziemi, tuż po tym jak ślizgon poinformował dziewczynę o
dzisiejszym spotkaniu.- Jesteś w drużynie ślizgonów! Jak mogłaś! Przecież
będziesz rywalizować ze mną!- Chłopak był wściekły na dziewczynę. Nie wiedział
co myśleć.
-Myślałam, że chcesz,
żebym grała w Quidditch.- Powiedziała spokojnie, lecz wstała dość gwałtownie.
-Ale myślałem, że
będziesz gryfonką!- znów krzyknął.
-Czyli mogę grać w
Quidditcha tylko z tobą!.- Amy zaczęła podnosić głos na przyjaciela.- Proszę
powiedz mi czego jeszcze nie mogę robić bez ciebie!.- Krzyknęła oburzona. Tłum
uczniów przyglądał się ich kłótni. Oczy Amy zaczęły wypełniać się jadem, co Fred
od razu zauważył. Uspokoił się. Próbował uspokoić i przytulic przyjaciółkę,
lecz ona się wyrywała. Była na niego wściekła. W końcu odeszła z Brianem na
śniadanie.
Po południu Amy szła na trening. Była tak
podekscytowana, że zapomniała o Fredzie i kłótni z nim. Podążała pewnym krokiem
w zielonym stroju do Quidditch. Nie myślała o innych ślizgonach z drużyny, ani
o Draco, który na pewno będzie się awanturował o to, że Amy jest w drużynie.
Jej głowę zaprzątała tylko jedna myśl- Quidditch. Szybowanie na miotle wśród błękitnych obłoków sprawiało, że Amy nie myślała o problemach. Wręcz odrywała
się od świata teraźniejszego.
Na boisku już na nią czekali. Twarze mieli skwaszone. Dziewczyna wiedziała co to znaczy, ale nie przejmowała się tym. Gdy tylko do nich podeszła Malfoy się na nią rzucił.
Na boisku już na nią czekali. Twarze mieli skwaszone. Dziewczyna wiedziała co to znaczy, ale nie przejmowała się tym. Gdy tylko do nich podeszła Malfoy się na nią rzucił.
-Gdzie ty byłaś!-
Ryknął jej prosto w twarz.
-Miałam być o 16, a jest 15:30. To nie moja wina, że wy przyszliście o wiele za wcześnie.- Odpowiedziała pewnie patrząc prosto w oczy chłopaka.
-Miałam być o 16, a jest 15:30. To nie moja wina, że wy przyszliście o wiele za wcześnie.- Odpowiedziała pewnie patrząc prosto w oczy chłopaka.
-Trening miał się
rozpocząć o 15 Fas.
-Brian mi mówił, że o
16. To chyba on jest kapitanem w drużynie.
-Plany się zmieniły.
Kazałem Mattowi ci przekazać o której masz przyjść.- Powiedział kapitan stając
między blondynem, a dziewczyną.
-Dzisiaj widziałam się
z Matem chyba z dziesięć razy i nic mi nie mówił.- Odpowiedziała niepewnie Amy,
ale po chwili spojrzała ze wściekłością na resztę drużyny. Trochę się zdziwiła,
że była jedyną dziewczyną w drużynie, ale jej to nie przeszkadzało. Nie bała
się żadnego upadku, potrącenia, złamania, ani nawet śmierci. Nie pozwoli
zniszczyć im, a głównie Malfoy’ owi jej pierwszego roku w Hogwarcie.
-Oj zapomniałem.-
Powiedział czarnowłosy i machnął lekceważąco ręką.- Dobra, skoro przyszła to
może zaczniemy trening. Musimy ją w końcu sprawdzić.- Powiedział i wstał, co
też uczyniła reszta chłopaków.
Draco spojrzał na Briana jakby chciał
powiedzieć- idź już, tak jak się umawialiśmy, ja się wszystkim zajmę- i kiwnął
lekko głową wskazując szkołę.
-Przypomniało mi się…
Eee… że…- Brian mówił powoli, żeby wymyślić jakąś dobrą wymówkę.- Już wiem…-
wykrzyczał.- Że musze porozmawiać ze Snapem.- Powiedział dumny, a wszyscy
patrzyli się na niego jakby powiedział, że idzie zjeść brodę Hagrida. Spojrzał się na nich bez wyrazu i szybko pobiegł w
stronę zamku.
Fred nie mógł zapomnieć o dzisiejszej
kłótni przed śniadaniem. To go po prostu męczyło. Udał się do pokoju wspólnego
gryfonów. Byli tam wszyscy- Harry, Ron, Hermiona, George, Luna. Wszyscy się
głośno śmiali, rozmawiali, po prostu się cieszyli, a on miał tam wmaszerować ze
smętną miną. To nie w jego stylu. Powoli zaczął się rozchmurzać i ruszył dość
dziarskim krokiem.
-Fred!- Krzyknęli
chórem i uśmiechnęli się.
-Hej.- Powiedział
trochę zdziwiony.
-O co się znów
pokłóciłeś z Amy?- Spytał George.
-No… o…- Zaczął, ale
nie pozwoliła mu dokończyć Luna.
-Pewnie o jakiś
nonsens.
-Właściwie to…- Znów mu
przerwano. Tym razem był to Harry.
-Dajcie mu powiedzieć
co się stało.- Powiedział chłopak próbując wszystkich uciszyć.
-Uciszcie się.-
Krzyknął Ron, w nadziei, że pomoże Harremu.
W pomieszczeniu zrobił się jeszcze większy
harmider niż wcześniej.
-Ciiiiiiiiiiiiiiiiiiiiszaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa.-
Piskliwie krzyknęła Hermiona, a na jej głos wszyscy się uciszyli. Przyjaciele
spojrzeli na dziewczynę i spokojnie usiedli.
-No mów. O co się znowu
pokłóciliście?- Spytała jeszcze raz spokojnie. Teraz wzrok wszystkich był
skierowany na Freda.
-No bo ona będzie w
drużynie ślizgonów. Będzie z nami rywalizować podczas meczy Quidditcha.-
Powiedział niepewnie, bo wiedział, że to nonsens się o cos takiego pokłócić.
Przeczesał włosy ręką i spojrzał na bliźniaka. George był całkiem skołowany.
Wszyscy pobladli i wyglądali jak prawie bez głowy Nick.
-CO!!!- Krzyknęła
Hermiona i wytrzeszczyła oczy. Fred był gotowy przyjąć jej całe kazanie, ale
ona wybiegła z pokoju wspólnego szybciej niż Harry na miotle.
Amy właśnie zawstydzała chłopaków z
drużyny swoją gracją, stylem, zwinnością, szybkością i sprytem, podczas lotu na
miotle. Malfoy zmarszczył nos i na chwilę odwrócił głowę. Dla dziewczyny to
była tylko zwykła zabawa. Od dziecka była zwinna i giętka. Powiew wiatru we
włosach dodawał jej tylko chęci do piruetów i akrobacji. W ogóle nie czuła
lęku. Śmiała się. Nawet przez chwilę zapomniała, że jest na treningu. Gdy usłyszała
krzyki Draco, co oznaczało, że ma wracać na ziemie, wylądowała. Wszyscy byli
zachwyceni jej występem, ale to ukrywali.
-100 pompek i to już!- Ryknął jej w twarz
Malfoy i wskazał palcem ku ziemi. Nie minęło pół minuty, a blondynka już
wykonała zadanie.
-Nawet się nie
zgrzałam.- Powiedziała, co było i dla niej i dla blondyna, rzuceniem rękawicy.
Chłopak przyjął wyzwanie. Zadawał jej wiele trudnych zadań. Raz musiała z nim
się ścigać, a raz wejść na najwyższe drzewo w pobliży. Oboje nie wiedzieli jaki
to miało związek z Quidditchem, ale po pięciu minutach Amy była znów na ziemi i
trzymała w ręku gałązkę z samego czubka drzewa. Wszystkie polecenia dziewczyna
wykonała w mgnieniu oka.
Draco nie wierzyła w to. Musiało być
jakieś zadanie, którego nie zdoła wykonać. Już wiedział co musi zrobić.
-Teraz musisz mnie
powalić na łopatki.- Powiedział pewny siebie. Zdioł przeszkadzającą pelerynę i
podwinął rękawy.- Bez różdżek, bez magii, a ze względu na to, że jesteś
dziewczyną dam ci fory.- Uśmiechnął się do niej szyderczo.
-Weź te swoje fory dla
siebie.- Powiedziała i jednym eleganckim ruchem zrzuciła pelerynę na ziemie.- Przyda
ci się każda pomoc.- Tak że uśmiechnęła się szyderczo, a twarz Dracona zmieniła
się z pewnej siebie na „lepiej uważaj mała”.
Hermiona dotarła już na boisko. Zastała
tam Draco i Amy tarzających się po trawie, a reszta kibicowała Malfoy’ owi.
-Kamień z serca.-
Powiedziała do siebie z ulgą. Usiadła na trybunach z myślą, że to się za chwile
skończy. Przecież co może się stać. Nawet Draco nie pobił by dziewczyny, a Amy
mimo iż jest silna to pewnie nie zrobi chłopakowi krzywdy. Walka wciąż trwała.
Chłopcy z drużyny się już znudzili i usiedli na trawniku obok. Bójka zrobiła
się bardziej niebezpieczna niż wcześniej. Hermiona postanowiła ich rozdzielić,
jednak nie udało jej się. W końcu Draco odepchnął dziewczynę od siebie. Oboje
stanęli i patrzyli na siebie ze wściekłością w oczach. Zaczęło kropić.
Rozpętała się burza. Nagle oboje zasłabli, zrobili się bladzi i zemdleli.
Mam nadzieja, że spodobał się wam kolejny rozdział :D Od razu mówię, że następny rozdział będzie na blogu gdy moja przyjaciółka go przeczyta. Ona dostaje je wcześniej i daje mi opinie, ewentualnie proponuję małe zmiany. Możemy zrobić też tak, że jeśli będzie co najmniej 5 komentarzy od razu wstawię dziewiąty rozdział. ;D
P.S. Często zamiast "George" jest pewnie "Georg". Dowiedziałam się tego od kuzynki, a zbytnio nie mam czasu szukać jego imienia i zmieniać, więc mam nadzieje, że mi to wybaczycie :)
P.S. Często zamiast "George" jest pewnie "Georg". Dowiedziałam się tego od kuzynki, a zbytnio nie mam czasu szukać jego imienia i zmieniać, więc mam nadzieje, że mi to wybaczycie :)
Proszę wstaw 9 rozdział
OdpowiedzUsuńWstawiaj !!!
OdpowiedzUsuńWstaw już!!!!
OdpowiedzUsuńNie czekaj. Wstawiaj!
OdpowiedzUsuńJest 5. Wstawiaj
OdpowiedzUsuńPodejrzewam, ze te 4 komentarze są od tej samej osoby, ale nie będę robić śledztwa. ;D
OdpowiedzUsuńBLOG ZAWIESZONY ?
OdpowiedzUsuńNie do końca, bo w każdej wolnej chwili myślę o rozdziale i już go mam całego w głowie, ale jeszcze potrzebuje czasu do napisania go. Mam fragment, ale on nie wystarczy na rozdział...
Usuń