Odwiedziny
Anieze… Ach ta Anieze… Amy ledwo co się
obudziła, a ona już wskoczyła jak oparzona do skrzydła szpitalnego, nie
zważając na nikogo dookoła. Jej wzrok utkwił w łóżku na którym leżała
przyjaciółka. Amy na się nie zdziwiła. Jej wystarczyło pół miesiąca, w którym
nie leżała w szpitalu, by dobrze ją poznać. Anieze przebiegła jak tornado przez
pomieszczenie i błyskawicznie usiadła obok blondynki. Ona jednak nawet nie
podniosła głowy znad książki i powitała przyjaciółkę.
-Jak się czujesz? Pamiętasz mnie? Nie masz
przypadkiem amnezji? Czemu się nie odzywasz? A może nie żyjesz i tak naprawdę
podmienili cię jakimś robotem czy czymś tam?!- Anieze od razu obrzuciła
dziewczynę pytaniami i zaczęła trząść jej ręką nerwowo.
-SPOKÓJ!!!- Krzyknęła
ślizgonka.- Spokój, spokój, spokój… Dobrze, tak, nie, bo mi nie pozwoliłaś,
żyję i nie jestem robotem.- Odpowiedziała hurtem i uspokoiła Anieze.
Do pomieszczenia wszedł z wielkim hukiem
czarnowłosy, przystojny ślizgon. Nie umknęło to uwadze Anieze, ponieważ ten
chłopak, który szedł w olśniewającym blasku księżyca dobiegającym z okna,
wielbił tylko ją. Theodor Nott. Ten niezwykły ślizgon nie cierpiący drobnej
Amy, pokochał jej najlepszą przyjaciółkę- gryfonkę. Jego czystość krwi nie
interesowała. Kochał ją i nic tego nie potrafiło zmienić.
Czarnowłosy szedł dostojnie w kierunku
swego przyjaciela- Draco Malfoya. Oczywiście on też od razu zauważył swoją
dziewczynę. Uśmiechnął się do niej uroczo lecz na chwile i usiadł obok
blondyna.
-Co tak długo.- Syknął
ostro Malfoy.
-Bo nie szybciej.-
Odpowiedział żartobliwie czarnooki.
-Dobrze, dobrze,
dobrze… To co nowego w Hogwarcie? Tak w ogóle to jak tam Quidditch? Chyba
radzicie sobie be zemnie.
-Bez ciebie tak. Bez
niej też, ale bez was obojga nie.- Odpowiedział wiedząc, że Draco zaraz
wybuchnie.
-COOOOOOOOOOOOOOOO!!!-
Głos Malfoya wstrząsnął całą salą, ale po sekundzie się uciszył ponieważ dostał
poduszką w twarz.
-Zamknij się blondas.-
Amy syknęła ze złośliwym uśmieszkiem i zaczęła dalej rozmawiać z Anieze.
-
Anieze wyszła równocześnie z Theodorem,
pod jego ramieniem. Ślizgoni nie mógł odwrócić wzroku od pięknych oczu
dziewczyny. Ona pod jego ramieniem czuła się taka bezpieczna. Szli cicho przez
ciemny korytarz, jednak tą ciszę musiał przełamać ślizgon. Zaczął szeptać jej
do ucha.
-Theodor.- Powiedziała
i odepchnęła chłopaka na ścianę. Ona złapał ją w talii i przewiesił sobie przez
ramię.
-Nie wiem czy
pamiętasz, ale spadł już śnieg.- Odpowiedział z szyderczym uśmiechem na twarzy.
-Puść mnie! To był
rozkaz.- Anieze zaczęła uderzać pięściami w plecy swojego ukochanego.
-Okej.- Uśmiechnął się
i wyszedł na mróz przez najbliższe okno. Rzucił blondynkę w zaspę śniegu, a ona
pociągnęła go za rękę i upadł obok niej.
Draco i Amy siedzieli w ciemnym pokoju.
Wpatrywali się w siebie ze wściekłością. Ich jadowite oczy błyszczały, niczym
dwie pary jasnych płomyków. Nie chcieli spuścić z siebie wzroku. Tego gniewnego
i pełnego nienawiści wzroku.
-Przestań się na mnie
patrzeć.- Syknął blondyn.
-Nie przestanę do póki
ty nie przestaniesz.- Odpowiedziała złowrogo.
-To idź spać!
-Nie pójdę. Nigdy nie
wiadomo co ci strzeli do głowy. Ty idź pierwszy.
-Hahaha. Chciała byś.
Pewnie gdy zasnę obetniesz mi włosy czy coś.- Nagle jednocześnie ucichli. Nawet
nie poczuli zmęczenia. W ich głowach roiły się kłęby najczarniejsze myśli.
Tuż po śniadaniu panna Weasley przyszła
odwiedzić Amy. Zastała ją wpatrującą się w Draco. Ona tak samo nie spuszczał z
niej wzroku. Do o koła na podłodze leżały poduszki. Ginny szybko ominęła
poduszki. Wzięła dwie i podała je Amy. Rudowłosa szybko się zorientowała, że w
nocy musiała wybuchnąć bitwa na poduszki. Oczywiście to nie była taka zwykła
bitwa po przyjacielsku. Parę poduszek było rozszarpanych. We włosach blondynki
było pełno piór z poduszek i miała niewiarygodnie roztrzepane włosy. Malfoy był
niewiarygodnie wściekły. Jego włosy też wyglądały jak szopa z piórami, ale w
znacznie mniejszym stopniu.
-Hej Amy. Jak się czujesz?- Spytała
rozpromieniona Ginny.
-Każdego dnia czuje się
lepiej. Mam ochotę wyskoczyć z łóżka i zanurzyć się w śniegu.- Odpowiedziała
tak samo radosna Fas.
-Za chwilę musze iść na
lekcje, ale przyniosłam ci coś.- Panna Weasley sięgnęła do torebki i po kolei
zaczęła wyjmować listy oraz jakieś paczki.- Mam dla ciebie notatki z lekcji na,
których cię nie było. Są też zapisane prace domowe. Heormiona mnie prosiła,
żebym ci przekazała, ona przyjdzie później z Harrym i Ronem. Jest też list od
Freda i Georga.- Amy sięgnęła po kopertę na, której było nabazgrolone „W &
W”. Dziewczyna od razu się zorientowała, że to od bliźniaków.- Lepiej go nie
otwieraj, a przynajmniej bez nich.- Dodała ruda, a blondynka odłożyła kopertę.-
Oprócz tego przyniosłam ci parę smakołyków ze śniadania.- Dziewczyna zaczęła
wymieniać i po kolei wskazywać na poszczególne paczki.
Kiedy Ginny wyszła blondynka położyła się
spać. Była padnięta po całej nocy bójki na odległość z Malfoyem. Już ją nie
interesowało czy coś jej zrobi czy nie. Wolała iść spać niż wpatrywać się w
swojego wroga.
Ciekawe, że po jednaj bójce oboje wpadli w
śpiączkę. Choć właściwie nie. Najpierw Draco zorganizował męczący trening,
który nie był trudny dla Amy. Później bili się jakieś sześć i pół godzin.
Wszyscy się dziwili, że aż tak długo mogą się bić. Jednak wzajemna nienawiść
tylko ich nakręcała. Tej dwójki nie można zostawić samej na pięć minut.
Właściwie to na pięć sekund.
Ron, Harry i Hermiona odwiedzili pannę
Fas. Zastali ją śpiącą i z jakimiś rysunkami na twarzy. Gdy Ron próbował ją
obudzić, dostał od niej z pięści w twarz. Nie dość, że pawie mu złamała szczękę
to jeszcze zaczęła na niego krzyczeć. Hermiona jednym machnięciem różdżki zmyła
z twarzy dziewczyny bazgroły, które okazały się „arcydziełem” Pansy Parkinson.
Amy dowiedziała się od Harrego, o swoim
byłym wstrząsie mózgu, złamanej nodze, która jest już prawie w pełni zdrowa i
rozszarpanym ramieniu. Gdy Harry chciał dokładniej opowiedzieć o jej wypadku,
Hermiona mu przerwała i zaczęła wypytywać o to czy Ginny doniosła jej wszystko.
Pytała jak wytrzymała z Draco i co drugie słowo pytała się czy aby na pewno
dobrze się czuje. Granger zawalała ją stertą pytań, a gdy chłopcy próbowali jej
przerwać od razu lądowali na podłodze.
Wieczorem Fred i George w końcu przyszli
odwiedzić Amy. Gdy dziewczyna zobaczyła jak bliźniaki wbiegają wyskoczyła z pod
pościeli i usiadła na brzegu łóżka. George szybko do niej podbiegł złapał ją w
pasie i usadowił ją na swym ramieniu.
-Panie Weasley! Panie
Weasley!- Pani Pomfrey szybo przybiegła gdy tylko usłyszała ich krzyki.- Proszę
ją postawić. Powinna jeszcze odpoczywać.- Kobieta zaczęła się denerwować i
biegać wokół nich.
-Dobrze pani P.-
Powiedział wciąż rozbawiony rudzielec i odstawił dziewczynę przy łóżku. Amy o
mało się nie przewrócił, ale Fred prędko ją złapał i ułożył na łóżku.
-Teodor… Ach przyjacielu… Ona mnie tak
denerwuje, że nie wiem czy wytrzymam z nią… Eee… Właściwie ile mam tu jeszcze
siedzieć?- Draco spytał patrząc na swojego przyjaciela.
-Trzy dni.- Odpowiedział mu wyglądając przez okno.
-Trzy dni.- Odpowiedział mu wyglądając przez okno.
-Trzy dni? Trzy dni! Mam
tu siedzieć trzy dni z tą maszkarą naprzeciwko.- Oznajmił gniewnie patrząc na
śmiejącą się Fas, która rozmawiała z Weasleyamy.
-Yhy…- Wymruczał
czarnowłosy.
-Czy ty mnie w ogóle
słuchasz?
-Mhm…- Znów wymruczał
nie spuszczając wzroku z okna.
-THEODORE!!!
-Co?- Chłopak nagle się
otrząsnął i znów myślami był w środku, a nie gdzieś na dziedzińcu.
-Nic. Absolutnie nic.-
Powiedział trochę oburzony blondyn.
-To po co się na mnie
drzesz? Dobra ja już musze iść.- Ślizgon wyszedł w dość szybkim tempie
zatrzaskując za sobą drzwi.
Malfoy został sam i wpatrywał się z
nienawiścią w gryfonów i tą niedoszłą ślizgonkę. Postanowił sprawdzić co tak
interesowało jego przyjaciela i wyjrzał przez okno. Zamiast opadających płatków
śniegu i gór białego puchu, zobaczył topniejące zaspy i gwiazdy błyskające zza
szarych nocnych chmur. Jednak gwiazdy nie były swym blaskiem w koło jak co noc.
Swe złociste i delikatne promienie kierowały ku parze całującej się na samym
środku dziedzińca. Inni uczniowie przechodzili obok nich obojętnie. Ten widok
był dla nich codziennością. Od drugiej klasy zawsze tą dwójkę widywali
codziennie. Anieze i Theodor także nie zwracali uwagi na resztę. Widzieli tylko
siebie w tym tłumie.
Ślizgon wtedy odwrócił wzrok. Znów spojrzał
na Amy. Tym razem w jego spojrzeniu nie było ani trochę nienawiści. Co to było
za spojrzenie? Co w nim było? Współczucie? Akceptacja? Może nawet i sympatia?
Lub ZAZDROŚĆ?!
Wiecznie oczekiwany rozdział. Bardzo was przepraszam mam nadzieje, że mnie jeszcze nie opuściliście :D Ten rozdział jest z dedykacją- Dla Anieze Bonazzi i dla "Anonima", który tak niecierpliwie prosił o następny rozdział :D ;)
Jejku dziękuję, że wstawiłaś w moje urodziny :-D
OdpowiedzUsuńNo tak się złożyło... WSZYSTKIEGO NAJ!!! :D
Usuń