sobota, 22 czerwca 2013

Jedenasty rozdział

„Olać to!!!”

     W salonie gryfonów siedziała cała paczka. Fred, George, Harry, Ron, Hermiona i Amy. Brakowało tylko Anieze, która niewiadomo co robiła w swoim pokoju. Mimo iż bliźniaki opierali się faktowi, że są zmęczeni( zwłaszcza po tej bijatyce z blondynką gdy tylko przyszła), Amy cięgle się z nimi kłuciła.
-George jesteś zmęczony i ty Fred też, nie próbujcie zaprzeczać.- Amy spojrzała na nich spod łba i uśmiechnęła się uroczo.
-Nie! Ile razy mamy ci to powtarzać.- Chłopcy zaczęli się unosić, a „złota trójca” się im przyglądała.
-Dobra jak sobie chcecie…- Odpowiedziała i jednym zwinnym ruchem przykryła ich obu kocem i od niechcenia zaczęła śpiewać cichym i kojącym głosem.
-Śpij i zamknij oczy śnij… Śnij… Śnij… Śnij… Śpij i zamknij oczy śnij… Śnij… Śnij… Śnij… A ja będę tym aniołem, twą radością, smutkiem, żalem… Będę gwiazdą na twym niebie, będę zawsze obok ciebie… Jak wytłumaczyć tobie mam, że jesteś wszystkim tym co mam… Tym co jest dobre i co złe. Uwierz tak bardzo kocham cię…- Nim blondynka się obejrzała wszyscy obecni w Sali zasnęli. Jedynie Fred mruknął coś typu „jesteś aniołeeeeem”. Amy przykryła resztę kocami i zaczęła kierować się do wyjścia. Gdy przechodziła obok schodów zauważyła Anieze, która spała rozwalona na schodach, a obok niej leżało pudełko pełne jakiś bibelotów. Prawdopodobnie złotowłosa też usłyszała kołysankę i padła schodząc do pokoju wspólnego.
     Wracając dziewczyna napotkała po drodze profesor Umbridge. Amy jedynie jej pomachała z szyderczym uśmieszkiem.
-Panno Fas, proszę do mnie!- Ryknęła i obie odwróciły się do siebie. Blondynka przewróciła oczami i skrzyżowała ręce.
-Słucham…- Wypowiedziała lekceważąco i oparła się o zimną ścianę.
-Nie przyszłaś do mojego gabinetu dwa razy z rzędu. To jest obu…
-Proszę się wyczilować pani psor… Nie samą pracą człowiek żyje.- Rzuciła arogancko przeciągając końcówki wyrazów.
- -5 punktów dla slytherinu. Za arogancję i nie wykonywanie poleceń!- Twarz Dolores Umbridge stała się czerwieńsza od jej rubinowej broszki przypiętej do  różowego szala. Landryna chciała już odejść gdy ślizgonka wykrzyczała na cały korytarz:
- -10, za niewyobrażalny brak luzu i beznadziejne ubranie!
-Co proszę?
- -10, za brak luzu i beznadziejne ubranie. Kobieto mogła byś choć raz ubrać coś co nie jest różowe.- Korytarze były od dawna puste, a ich kłótnia stawała się coraz bardziej „ostra”.
- -15, za obrażanie nauczyciela.
- -20, ja mogę tak całą noc, a pani widocznie już pada.- Amy mrugnęła do profesorki. Obie kłóciły się tak jeszcze pół godziny, aż w końcu Umbridge zaprowadziła ślizgonkę do jej dormitorium.
     Następnego ranka przy śniadaniu Dumbledore ogłosił, że slitherin dostaje -65 punktów. Różowa kula wełny zabrała dziewczynę tuż po śniadaniu prosto do swojego gabinetu.
-Proszę napisz na pergaminie zdanie „zawsze będę wykonywała polecenia nauczycieli”.- Oznajmiła i podała zielonookiej pióro. Ona ze znudzeniem położyła twarz na ławce i nie patrząc zaczęła pisać. Po paru minutach poczuła łaskotanie na ręce i zaczęła się śmiać.
-Z czego się tak śmiejesz.- Zapytała gwałtownie zdziwiona profesorka.
-Dłoń mnie łaskocze.- Odpowiedziała jej dziewczyna podnosząc głowę i dusząc się ze śmiechu.
-Pokaż.- Umbridge złapała ją za rękę i ujrzała napis „Jestem zajebista!!!”- Co to ma być!
-Hę- Ziewnęła i spojrzała na dłoń.- Prawda.- Odrzekła po chwili i wyszła bez czekania na odpowiedź profesorki, której buchała para z uszu.
     Po zajęciach Panna Fas szła w stronę stadionu do Quidditcha. Każdy kogo mijała witał się z nią słowami „hej aniele”. Dziewczynę to dziwiło. Nie wiedziała o co chodzi do póki nie zauważyła dwójki Weasleyów stojących przed wejściem do korytarza i śmiejących się.
-Hej aniołku.- Odrzekł Fred gdy ślizgonka się do nich zbliżyła.
-To wy wymyśliliście tego „aniołem”!- Krzyknęła uderzając rudzielca w ramie.
-Tak. Nie mów, że cię to denerwuje…- Odezwał się George i uśmiechną szyderczo.
-Nie no skąd. Przecież tylko ¼ Hogwartu mnie tak nazywa. Wystarczy to olać.- Amy odgarnęła kosmyk włosów z twarzy i znów ruszyła na trening Quidditcha.
     Podczas treningu drużynie ślizgonów szły świetnie przygotowania do zbliżającego się meczu z gryfonami. Co chwila chłopcy naśmiewali się z Amy, ale jednak całkiem nieźle się zgrali. Dziewczyna leciała na miotle prosto w stronę bramek z piłką w ręku. Wiatr świszczał jej w uszach, a włosy powiewały. Obrońca zdawał się być gotowy na każdy jej ruch. Był gotowy na wszystko. Patrzył jej prosto w oczy, z niebywałą pewnością. Ślizgonka stanęła na miotle. Zgięła kolana gotowa do skoku…
-Tylko nam nie odleć aniołku.- Krzyknął złośliwie Matt. Amy odwróciła głowę ich stronę i zawarczała, wyszczerzając kły. Wtedy straciła równowagę i spadła z miotły. Po upadku na twardy piach Brian od razu do niej zleciał. Dziewczyna leżała bez ruchy. Wyglądała jakby nie oddychała.
-Amy! Amy coś ci się stało?!- Powiedział zdenerwowany łapiąc ją za ramiona. Wtedy Panna Fas zaczęła się śmiać. Podparła się na rękach i usiadła.
-No co ty.- Mówiła śmiejąc się jednocześnie.- To było zabawne. Mam chyba twarde kości. Hahaha.
-Ale jak to?- Chłopak był całkowicie skołowany.- Nic cię nie boli. Dziewczyno czy ty w ogóle jesteś normalna. Po bójce z Draco wpadłaś w śpiączkę, a po takim upadku śmiejesz się!
-Tak.- Odpowiedziała i uśmiechnęła się.
     Wieczorem kiedy Malfoy siedział rozłożony na kanapie w pustym salonie ślizgonów, nagle ze swojego dormitorium wyszła rozwścieczona Panna Fas ściskająca w ręku poduszkę. Bez zahamowania weszła do dormitorium Theodora. Po chwili czarnowłosy wyskoczył ze swojego pokoju jak oparzony i krzycząc wybiegł na korytarz. Amy wyszła tuż po nim i podeszła do Dracona.
-Spadaj stąd. Jestem zmęczona.- Rzuciła ziewając i położyła rękę na biodrze.
-Czemu nie położysz się w swoim łóżku?- Spytał lekceważąco blondyn.
-Ponieważ Theodor ułożył spać węże w moim łóżku.
-A dlaczego on tak wyskoczył z sypialni?

-Dlatego, że wsadziłam mu dziesięć węży pod koszulkę, a jeśli ty zaraz nie zejdziesz z kanapy będziesz miał nie jednego węża w spodniach, lecz 16!- Krzyknęła, a chłopak szybko zwiał do swojego dormitorium. Dziewczyna położyła się wygodnie na kanapie, po czym myśląc o swojej porażce podczas treningu zasnęła.

Siemanko... Wiem długo nie było nic nowego, ale w końcu znalazłam czas na napisanie tego rozdziału (I Anieze mnie przyciskała czwartku). Mam nadzieje, że wam się spodoba. A i mam pytanie... Ktoś z was lubi "Pora na przygodę"? Bo ja tak i to bardzo. Oprócz tego polecam stronkę moich znajomych ------> https://www.facebook.com/PoraNaPrzygodeCosWiecejNizZwyklaBajka <------- Sama ją obserwuje i mi się podoba. Na prawdę ją polecam ;D
P.S. Dopiero zaczynają.