„Olać to!!!”
W salonie gryfonów siedziała cała paczka. Fred, George,
Harry, Ron, Hermiona i Amy. Brakowało
tylko Anieze, która niewiadomo co robiła w swoim pokoju. Mimo iż bliźniaki
opierali się faktowi, że są zmęczeni( zwłaszcza po tej bijatyce z blondynką gdy
tylko przyszła), Amy cięgle się z nimi kłuciła.
-George jesteś zmęczony
i ty Fred też, nie próbujcie zaprzeczać.- Amy spojrzała na nich spod łba i
uśmiechnęła się uroczo.
-Nie! Ile razy mamy ci
to powtarzać.- Chłopcy zaczęli się unosić, a „złota trójca” się im przyglądała.
-Dobra jak sobie
chcecie…- Odpowiedziała i jednym zwinnym ruchem przykryła ich obu kocem i od
niechcenia zaczęła śpiewać cichym i kojącym głosem.
-Śpij i zamknij oczy
śnij… Śnij… Śnij… Śnij… Śpij i zamknij oczy śnij… Śnij… Śnij… Śnij… A ja będę
tym aniołem, twą radością, smutkiem, żalem… Będę gwiazdą na twym niebie, będę
zawsze obok ciebie… Jak wytłumaczyć tobie mam, że jesteś wszystkim tym co mam…
Tym co jest dobre i co złe. Uwierz tak bardzo kocham cię…- Nim blondynka się
obejrzała wszyscy obecni w Sali zasnęli. Jedynie Fred mruknął coś typu „jesteś
aniołeeeeem”. Amy przykryła resztę kocami i zaczęła kierować się do wyjścia.
Gdy przechodziła obok schodów zauważyła Anieze, która spała rozwalona na
schodach, a obok niej leżało pudełko pełne jakiś bibelotów. Prawdopodobnie
złotowłosa też usłyszała kołysankę i padła schodząc do pokoju wspólnego.
Wracając dziewczyna napotkała po drodze
profesor Umbridge. Amy jedynie jej pomachała z szyderczym uśmieszkiem.
-Panno Fas, proszę do
mnie!- Ryknęła i obie odwróciły się do siebie. Blondynka przewróciła oczami i
skrzyżowała ręce.
-Słucham…-
Wypowiedziała lekceważąco i oparła się o zimną ścianę.
-Nie przyszłaś do
mojego gabinetu dwa razy z rzędu. To jest obu…
-Proszę się wyczilować
pani psor… Nie samą pracą człowiek żyje.- Rzuciła arogancko przeciągając
końcówki wyrazów.
- -5 punktów dla
slytherinu. Za arogancję i nie wykonywanie poleceń!- Twarz Dolores Umbridge stała
się czerwieńsza od jej rubinowej broszki przypiętej do różowego szala. Landryna chciała już odejść
gdy ślizgonka wykrzyczała na cały korytarz:
- -10, za
niewyobrażalny brak luzu i beznadziejne ubranie!
-Co proszę?
- -10, za brak luzu i
beznadziejne ubranie. Kobieto mogła byś choć raz ubrać coś co nie jest różowe.-
Korytarze były od dawna puste, a ich kłótnia stawała się coraz bardziej
„ostra”.
- -15, za obrażanie
nauczyciela.
- -20, ja mogę tak całą
noc, a pani widocznie już pada.- Amy mrugnęła do profesorki. Obie kłóciły się
tak jeszcze pół godziny, aż w końcu Umbridge zaprowadziła ślizgonkę do jej
dormitorium.
Następnego ranka przy śniadaniu Dumbledore
ogłosił, że slitherin dostaje -65 punktów. Różowa kula wełny zabrała dziewczynę
tuż po śniadaniu prosto do swojego gabinetu.
-Proszę napisz na
pergaminie zdanie „zawsze będę wykonywała polecenia nauczycieli”.- Oznajmiła i
podała zielonookiej pióro. Ona ze znudzeniem położyła twarz na ławce i nie
patrząc zaczęła pisać. Po paru minutach poczuła łaskotanie na ręce i zaczęła
się śmiać.
-Z czego się tak
śmiejesz.- Zapytała gwałtownie zdziwiona profesorka.
-Dłoń mnie łaskocze.-
Odpowiedziała jej dziewczyna podnosząc głowę i dusząc się ze śmiechu.
-Pokaż.- Umbridge
złapała ją za rękę i ujrzała napis „Jestem zajebista!!!”- Co to ma być!
-Hę- Ziewnęła i
spojrzała na dłoń.- Prawda.- Odrzekła po chwili i wyszła bez czekania na
odpowiedź profesorki, której buchała para z uszu.
Po zajęciach Panna Fas szła w stronę
stadionu do Quidditcha. Każdy kogo mijała witał się z nią słowami „hej aniele”.
Dziewczynę to dziwiło. Nie wiedziała o co chodzi do póki nie zauważyła dwójki
Weasleyów stojących przed wejściem do korytarza i śmiejących się.
-Hej aniołku.- Odrzekł
Fred gdy ślizgonka się do nich zbliżyła.
-To wy wymyśliliście
tego „aniołem”!- Krzyknęła uderzając rudzielca w ramie.
-Tak. Nie mów, że cię
to denerwuje…- Odezwał się George i uśmiechną szyderczo.
-Nie no skąd. Przecież
tylko ¼ Hogwartu mnie tak nazywa. Wystarczy to olać.- Amy odgarnęła kosmyk
włosów z twarzy i znów ruszyła na trening Quidditcha.
Podczas
treningu drużynie ślizgonów szły świetnie przygotowania do zbliżającego się
meczu z gryfonami. Co chwila chłopcy naśmiewali się z Amy, ale jednak całkiem
nieźle się zgrali. Dziewczyna leciała na miotle prosto w stronę bramek z piłką
w ręku. Wiatr świszczał jej w uszach, a włosy powiewały. Obrońca zdawał się być
gotowy na każdy jej ruch. Był gotowy na wszystko. Patrzył jej prosto w oczy, z
niebywałą pewnością. Ślizgonka stanęła na miotle. Zgięła kolana gotowa do skoku…
-Tylko nam nie odleć aniołku.- Krzyknął złośliwie Matt. Amy odwróciła głowę ich stronę i zawarczała, wyszczerzając kły. Wtedy straciła równowagę i spadła z miotły. Po upadku na twardy piach Brian od razu do niej zleciał. Dziewczyna leżała bez ruchy. Wyglądała jakby nie oddychała.
-Tylko nam nie odleć aniołku.- Krzyknął złośliwie Matt. Amy odwróciła głowę ich stronę i zawarczała, wyszczerzając kły. Wtedy straciła równowagę i spadła z miotły. Po upadku na twardy piach Brian od razu do niej zleciał. Dziewczyna leżała bez ruchy. Wyglądała jakby nie oddychała.
-Amy! Amy coś ci się
stało?!- Powiedział zdenerwowany łapiąc ją za ramiona. Wtedy Panna Fas zaczęła
się śmiać. Podparła się na rękach i usiadła.
-No co ty.- Mówiła
śmiejąc się jednocześnie.- To było zabawne. Mam chyba twarde kości. Hahaha.
-Ale jak to?- Chłopak
był całkowicie skołowany.- Nic cię nie boli. Dziewczyno czy ty w ogóle jesteś
normalna. Po bójce z Draco wpadłaś w śpiączkę, a po takim upadku śmiejesz się!
-Tak.- Odpowiedziała i
uśmiechnęła się.
Wieczorem kiedy Malfoy siedział rozłożony
na kanapie w pustym salonie ślizgonów, nagle ze swojego dormitorium wyszła
rozwścieczona Panna Fas ściskająca w ręku poduszkę. Bez zahamowania weszła do
dormitorium Theodora. Po chwili czarnowłosy wyskoczył ze swojego pokoju jak
oparzony i krzycząc wybiegł na korytarz. Amy wyszła tuż po nim i podeszła do
Dracona.
-Spadaj stąd. Jestem
zmęczona.- Rzuciła ziewając i położyła rękę na biodrze.
-Czemu nie położysz się
w swoim łóżku?- Spytał lekceważąco blondyn.
-Ponieważ Theodor ułożył
spać węże w moim łóżku.
-A dlaczego on tak
wyskoczył z sypialni?
-Dlatego, że wsadziłam
mu dziesięć węży pod koszulkę, a jeśli ty zaraz nie zejdziesz z kanapy będziesz
miał nie jednego węża w spodniach, lecz 16!- Krzyknęła, a chłopak szybko zwiał
do swojego dormitorium. Dziewczyna położyła się wygodnie na kanapie, po czym
myśląc o swojej porażce podczas treningu zasnęła.
Siemanko... Wiem długo nie było nic nowego, ale w końcu znalazłam czas na napisanie tego rozdziału (I Anieze mnie przyciskała czwartku). Mam nadzieje, że wam się spodoba. A i mam pytanie... Ktoś z was lubi "Pora na przygodę"? Bo ja tak i to bardzo. Oprócz tego polecam stronkę moich znajomych ------> https://www.facebook.com/PoraNaPrzygodeCosWiecejNizZwyklaBajka <------- Sama ją obserwuje i mi się podoba. Na prawdę ją polecam ;D
P.S. Dopiero zaczynają.