Był wietrzny dzień,
w samo południe na peronie 9 i ¾ stała drobna, złoto włosa blondynka. Ta wysoka
dziewczyna nazywała się Amy. Dumbledore kazał jej przyjechać dwa tygodnie przed
rozpoczęciem roku szkolnego do Nory. Mimo, że Amy miała iść do piątej klasy, na
tym peronie była pierwszy raz. Dziewczyna była już w drodze do rodziny Weasley' ów.
„Dumbledore ponoć powiedział im o moim przyjeździe. Mam nadzieje, że nie będę
przeszkadzać” to były pierwsze myśli Amy gdy wysiadła z pociągu. Ku jej oczom
ukazał się ogromny budynek. Blondynka zapukała do drzwi znajdujących się w
kuchni. Cichy, żeński głos krzyknął „proszę wejść”. Amy delikatnie złapała z
klamkę i weszła do kuchni, w której zobaczyła rudowłosą Panią Weasley.
-Dzień dobry. Pan Dumbeldore kazał mi tu przyjechać przed
rozpoczęciem roku szkolnego. Mam nadziej że nie przeszkadzam.-Dziewczyna
uśmiechnęła się, a w ręce ściskała swoją białą sukienkę.
-Ależ skąd skarbie, miejsca u nas dostatek. Dumbledore
przekazał mi, że przyjedziesz. Zaraz zawołam chłopców, żeby ci pomogli z
bagażami.
-Dziękuje, ale nie trzeba. Poradzę sobie.-Mówiąc te słowa Amy
złapała swój bagaż i wchodząc na górę spytała się Pani Weasley do, którego
pokoju ma się udać.
Amy została
umieszczona naprzeciwko pokoju bliźniaków. Wszyscy byli teraz w ogrodzie, więc
blondynka zaczęła się im przyglądać przez okno. Grali w Qidditcha. Intensywne
zielone oczy Amy przyglądały się Weasleyom, Potterowi i Greanger, która
siedziała z boku i czytała książkę. Blondynka chciała się im przyjrzeć, żeby
wiedzieć z kim z ich grona warto się przyjaźnić. Dziewczyna szybko uznała, że
wszyscy będą dobrymi przyjaciółmi, ale jej największą uwagę zwrócili bliźniacy.
Fred i George ciągle doprowadzali ją do śmiechu, aż przez nich płakała. „To są
przyjaciele dla mnie” pomyślała szczęśliwa Amy. Kiedy wszyscy zaczęli się
zbierać, dziewczyna złapała za podręcznik do transmutacji i wskoczyła na łóżko.
Zielonooka usłyszała jak tłum ludzi wchodzi po schodach, więc zaczęła udawać,
że czyta książkę. Na dole zatrzasnęły się drzwi, potem chłopcy wbiegli na
najwyższe piętro, czyli to na którym była ona. Ron i Harry wbiegli do swojego
pokoju, tak jak George, a Fred poszedł do łazienki zmyć z twarzy błoto, w które
wpadł podczas gry. Kiedy odgłos ucichły, Amy postanowiła wyjść na spacer wzdłuż
rzeki. Podczas gdy ona miała już schodzić, ktoś złapał ją za ramię.
-Kim jesteś i skąd się tu wzięłaś?- Spokojnie zapytał się Fred
odwracając ją w swoją stronę.
-Jestem Amy Fas, jestem nowa uczennicą Hogwartu. Pan
Dumbledore kazał mi tu przyjechać, wasza mama o wszystkim wie. Będę chodzić do
piątej klasy.- Amy odpowiedziała na pytania Freda odważnie i w taki sposób,
żeby nie zadawał ich więcej, ponieważ dziewczyna była dość nieśmiała, lecz
często pokonywała swoją nieśmiałość.
-Ja jestem Fred. Wybacz za te suche pytania, ale nie
wiedziałem kim jesteś i czego chcesz.- Po tych słowach rudowłosy chłopak
uśmiechnął się uroczo. Dziewczyna chciała się odwrócić i odejść.
-To ja lecę, miło było cie poznać.- Amy uśmiechnęła się
nieśmiało i zaczęła schodzić po schodach.
-Czeka, może pójdziemy wszyscy na polane, zrobimy sobie
piknik.
-Pewnie jeśli chcecie.- Blondynka uśmiechnęła się szerzej i
spojrzała w oczy rudzielca- To ja poczekam na dole. Okej?
-Jasne. Zaraz zejdziemy na dół.- Fred pobiegł po rodzeństwo i
przyjaciół, a Amy zeszła na dół i usiadła na krześle w kuchni.
-Ej chłopaki
poznaliście już tą nową w Hogwarcie? Jest tu u nas.- To były pierwsze słowa
jakie powiedział Fred wbiegając zdyszany do pokoju.
-Nowa? Czyli pierwszoklasistka.- Odpowiedział mu Harry.
-No właśnie nie, ale wiem na razie tylko tyle, że idzie do
piątej klasy.- Fred wyprowadził Harrego z błędu.
-A jest ładna?- Powiedział żartobliwie George ukazując rząd
białych zębów.
-Taaa… Niezła z niej laska.- Oznajmił żartobliwym tonem jeden
z bliźniaków.
-Ostra szatynka, czy ognista ruda jak my.
-Jeszcze lepiej. Gorąca, złoto włosa blondyna- Rozmowa
chłopaków trwała tak jeszcze chwile. Gdy skończyli rozmawiać wyszli z pokoju,
wzięli co było im potrzebne i pobiegli po Ginny i Hermione.
-Amy to jest George,
Harry, Ron, Ginny i Hermiona.- Fred przedstawił zielonookiej wszystkich i
razem wybiegli z domu. Na polanie obok rzeki, wszyscy usiedli na jej brzegu i
zaczęli wypytywać Amy o różne rzeczy.
-Amy, a tak właściwie to czemu dopiero teraz zaczniesz naukę w
Hogwarcie?- Zapytał Ginny licząc na jakąś fascynującą opowieść.
-To było tak, że rodzice mnie nie chcieli, więc jak miałam
siedem lat wysłali mnie do dziadków. Tam nie było tak źle. Miałam własny pokój,
a dziadkowie mieli psa z, który był moim jedynym przyjacielem. W dniu moich
jedenastych urodzin jechałam z dziadkami do lasu po grzyby i po drodze mieliśmy
wypadek. Oni nie przeżyli, a ja byłam w śpiączce przez dwa miesiące.- Blondynka
podkuliła swoja prawą nogę do tułowia i oparła brodę o kolano- Potem trafiłam
do domu dziecka, dlatego list z Hogwartu się zagubił. Pan Dumbledore dowiedział
się o tym pół roku temu, a ze względu na moją sytuację postanowił wysłać ten
list znowu. Przekazał mi wszystkie dane i kazał przyjechać tutaj.- Amy skuliła
obie nogi i zasłoniła twarz włosami. Z jej oka spłynęła jedna łza, a potem
dodała- Pies moich dziadków jechał z nami. Tuż przed tym jak straciłam
przytomność zobaczyłam jak on stoi nade mną. Był cały zakrwawiony, bez sil, ale
i tak podszedł do mnie i wtulił się we mnie. Ponoć znaleźli mnie leżącą na
asfalcie i ściskającą go. Kiedy wieźli mnie do szpitala on już nie żył.-
Dziewczyna rozpłakała się, ale nie chciała tego pokazać innym. Wszyscy ucichli,
Fred pogłaskał ją po głowie. Hermiona, która siedziała obok niej przysunęła się
i przytuliła ją.
-Po tym jak wyszłam ze szpitala trafiłam do domu dziecka.- Amy
już nie wytrzymała. Rozpłakała się całkowicie. Harry do niej podszedł i też ją
przytulił.
-Nie przejmuj się. Z nami może już być tylko lepiej.- Oznajmił
George próbując ją pocieszyć. Amy otarła łzy i uśmiechnęła się do niego. Po
chwili atmosfera się rozluźniła. Wszyscy się śmiali, jakby zapomnieli o tym co
powiedziała Amy. Jedynie Hermiona oraz bliźniacy wydawali się zamyśleni nad tym
co powiedziała blondynka. Nagle Ginny wpadła do rzeki, tuż po niej Hermiona.
Amy szybko się zorientowała że to bliźniaki chcieli zrobić im kawał i, że to
ona będzie następną ofiara. Zanim George do niej podszedł, ona wykazała się
refleksem i szybko uciekła. Chciała wejść na drzewo, ale Fred zdążył ją złapać
tuż przed pniem. Szybko podbiegł do nich George i złapał ją za nogi, a Fred za
ręce. Amy rwała się i próbowała uwolnić. Oczywiście tylko udawała, lubiła jak
chłopaki się z nią drażnią i wrzucają ja do wody, ale też dobrze wiedziała, że
chłopcy mają lepsza zabawę gdy się rwie. Fred się nie spodziewał, że to tak
naprawdę on jest jej ofiarą, a nie na odwrót. Kiedy bliźniaki mieli ja
puszczać, blondynka złapała rudzielca mocno za nadgarstki i on wpadł do rzeki
razem z nią. Ginny i Hermiona już wyszły z wody, całe przemoczone i chciały
zemścić się na Georgu. Kiedy Amy wynurzyła się na powierzchnie, Fred zaczął
chlapać w nią wodą. Zielonooka wykorzystała moment w, którym Fred uspokoił się
i zanurzyła go pod wodę. Chwile jeszcze tak się bili w wodzie i wyszli z niej. Wszyscy
się na nich patrzyli jakby byli na filmie w kinie. W końcu dziewczyny dały
spokój Georgowi. Fred zdjął przemoczoną bluzkę, a Amy wycisnęła wodę z włosów
na niego.
-Ej, jestem dość przez ciebie mokry.- Powiedział żartobliwie
Fred.
-Przeze mnie, to przecież ty z Georg' em postanowiliście nas
wrzucić do rzeki.- Po tych słowach dziewczyna otrzepała włosy jak pies, żeby
jeszcze bardziej zmoczyć chłopaka. Wszyscy zaczęli się głośno śmiać.
-Amy czy ty jesteś psem.- Żartobliwie odezwał się Ron.
-A i owszem. Jestem seterem irlandzkim.- Z poważną miną
oznajmiła dziewczyna po czym zaczęła się śmiać z resztą znajomych. Fred rzucił
w nią swoja mokrą koszulką, w ramach zemsty. Kiedy Amy zdjęła z twarzy jego
bluzkę. Wtedy słońce zaczęło świecić jaśniej zza placów Freda, a lekki wiatr
sprawił, że jego włosy zaczęły powiewać. Pana Fas otrząsnęła się po chwili i
usiadła obok Georga na trawie. Rzuciła w Freda jego bluzką i położyła się na
trawie.
-Idziemy? Zimno się zrobiło.-Nagle powiedziała Ginny
wyciągając w ten sposób Amy z rozmyśleń.
-Masz rację, chodźmy już.- Przyznał jej rację Harry i wstał.
Wszyscy się podnieśliśmy i wróciliśmy do Nory.
Przy kolacji Pani
Weasley chciała spytać się o to samo, co spytała się Ginny nad rzeką. Wtedy
Fred skinął głową dając sygnał matce, że nie powinna o to pytać. Wieczorek
kiedy już wszyscy kładli się spać Amy rozmyślała o dzisiejszym dniu, w momencie
kiedy myślała o mokrej klacie Freda, bliźniacy ukazali się w jej drzwiach.
-Jak ci minął dzień? Jak się u nas czujesz?- Zapytał
troskliwym głosem George, uśmiechając się.
-Mi minął tak jak wam, w końcu spędziliśmy go razem.-
Dziewczyna odpowiedział mu z uśmiechem na twarzy.- Świetnie się u was czuje,
dzięki za troskę.
-A ta historia, która nam mówiłaś nad rzeką jest prawdziwa?-
Zapytał Fred z niepokojem
-Jest prawdziwa w stu procentach.- Zielonooka spojrzała się mu
w oczy.
-Współczujemy ci, szczerze.- Powiedzieli bliźniacy chórem. Amy
uśmiechnęła się do nich szeroko. George wyszedł z pokoju bez słowa, z smutną
mina. Fred podszedł do jej łóżka i usiadł z brzegu. Delikatnie otarł jej
policzek swoja dłonią, a ona patrzyła mu głęboko w jego piękne brązowe oczy.
-Pamiętaj w nas masz zawsze wsparcie.- Powiedział uśmiechając
się.-Dobranoc.
-Dobranoc Fred.
Bardzo fajnie piszesz ^^
OdpowiedzUsuńDzięki :D
Usuń