niedziela, 25 sierpnia 2013

Dwunasty rozdział

Niedługo bal

     Tego dnia na lekcji eliksirów uczniowie pracowali w parach. Za oknem panowała straszliwa burza, a przy niej ślizgoni i krukoni musieli się skupić przy tworzeniu eliksiru skurczającego. Amy pracowała z Malfoyem. Czuli się jak skuci kajdanami. Dziewczyna odwalała całą robotę, a Draco tylko podawał jej składniki.
-Sok z pijawek.- Powiedziała sucho wyciągając rękę w stronę chłopaka.
-Skoro już musimy pracować razem to mogła byś być milsza.- Odpowiedział znudzony opierając się ręką o ławkę.
-Dobrze.- Zaczęła słodkim głosem i delikatnym uśmiechem na twarzy.- Jeśli zaraz nie dasz mi soku z pijawek to wypijesz go z moją pomocą.- Dokończyła wyciągając rękę jeszcze raz, a Draco podał jej szybko napuj.
-Dżdżownica.- Gdy Blondyn chciał jej podać robala dziewczyna odsunęła się i kazała jemu to dodać do wywaru.
-Śledziona szczura.
-Prosz…
-To nie jest śledziona szczura tylko wiewiórki!- Krzyknęła.
-Jakiej wiewiórki! Co ty ślepa jesteś.
-Ja to ty nie odróżniasz narządów zwierzęcych.- Odpowiedziała i prychnęła.
-Ja! Weź się przyjrzyj.- Chłopak złapał za śledzionę i rzucił nią Amy w twarz.
-Wiesz co masz rację to szczurza śledziona, a co sądzisz o tej śledzionie?- Blondynka wrzuciła organ do wywaru i rzuciła w ślizgona innym narządem.
-To nawet nie śledziona! To jest nerka idiotko.
-Pan arystokrata jak widzę jest specem od anatomii zwierzęcej.
     Wkrótce po całej sali walały się flaki, wątroby, żołądki, trzustki i inne organy. Mimo krzyków Snape’a i całej klasy, która była w śluzie z wnętrzności i soku z pijawek, spółka Fas&Malfoy kontynuowała swoje przedstawienie. Gdy w chaosie jeden z krukonów przebiegł obok ławki z eliksirem niechcący ją trącił, po czym cały wywar oblał Dracona i o mały włos wylądował by także na ślizgonce, gdyby nie Brian, który złapał ją za rękę i przycisnął twarzą do siebie, dzięki czemu na Amy nie spoczęła ani kropla napoju. Blondyna dopadł nieopanowany śmiech tak samo jak Pannę Fas.
-Dlaczego się śmiejesz?- Spytała Pansy, która pomagała wstać ślizgonowi.
-Nie mam pojęcia.- Odpowiedział jej na chwilę powstrzymując śmiać.
-Bałwany!- Ryknął profesor i rzucił książką o podłogę.- Pomyliliście strony. Zamiast eliksiru skurczającego zrobiliście eliksir rozśmieszający.
-Ale dlaczego Amy też się śmieje?- Spytał Brian i dopiero teraz puścił dziewczynę.- Przecież eliksir nawet jej nie dotknął.
-Ja śmieje z niego.- Odpowiedziała dusząc się i wskazując na Malfoya.
-Dałbym wam szlaban gdyby nie te głupie próby.- Wysyczał Snape i z hukiem opuścił książkę na swoje biurko.
     Wszyscy wymienili się jakimiś uwagami. W klasie było słychać tylko jeden wielki szept. Amy zaczęła się zastanawiać o co chodzi- właściwie jak wszyscy. Tyle, że inni zdziwili się, że jeszcze nikt ich o tym nie informował. Na ogół takie informacje są oznajmiane parę dni wcześniej, ewentualnie na śniadaniu. Profesor podniósł się gwałtownie i zaczął wszystkim tłumaczyć, że Dumbledore kazał nauczycielom przekazać informację o dzisiejszych próbach. Dodał, że będzie je prowadzić profesor McGonagal i zwolniła wszystkich wcześniej z lekcji, żeby Filch mógł wszystko posprzątać.
     Dziewczyna wróciła z kapitanem drużyny do salonu ślizgonów, jednak tuż przed końcem lekcji ślizgonka już czekała przed salą w której Anieze miała historie magii. Gdy uczniowie zaczęli wychodzić z klas, ni stąd, ni sowiąt pojawili się Fred i George. Złapali Amy pod ramiona i ruszyli przed siebie.
-Hej Amy!- Powiedzieli równocześnie.
-Hej wiecie…- Zaczęła, ale chłopaki od razu jej przerwali.
-Wiesz mamy w planach zrobić extra numer Filchowi i potrzebujemy twojej pomocy.
     W tym samym momencie złotowłosa wyszła z sali. Ślizgonka od razu pobiegła do niej zostawiając bliźniaków i krzycząc:
-Muszę lecieć. Anieze!
-Do kiedy ona nas zostawia dla Niez?- Spytał się brata George
-I to w chwili kiedy chcemy zrobić numer Filchowi. Ona nie opuściła by takiej okazji!- Odpowiedział mu Fred.
     Dziewczyny zaczęły iść w stronę Wielkiej Sali, gdzie miały zacząć się próby dla ślizgonów i gryfonów. Burza nie ustała. Grzmoty i pioruny straszyła część uczniów w Hogwarcie, między innymi Hermione Granger, którą spotkały na schadach. Siedziała z Harrym i Ronem. Cała trójka rozmawiała o czymś czego Amy w ogóle nie rozumiała. Blondynki podeszły do złotej trójcy i przysiadły się do nich.
-Hej o czym rozmawiacie?- Anieze się spytała i uśmiechnęła szeroko.
-O dzisiejszym spotkaniu. Będziesz, prawda?- Hermiona wydawała się unikać tego tematu jak najbardziej. Najwidoczniej spowodowała to obecność Amy.
-Czemu się tak dziwnie zachowujesz? No oczywiste, że będę dziś w pokoju życzeń. Przyjdę z Luną i Cho.- Odpowiedziała szeptem Niez, rozglądając się jednocześnie, czy w pobliżu nie ma nauczycieli lub nie proszonych ślizgonów.
-Zamknij się! Przecież Amy tu jest.- Włączył się do rozmowy Ron. Tak samo jak reszta mówił półszeptem.
-A niby dlaczego Amy miała by o tym nie wiedzieć. Przecież jest naszą przyjaciółką. W ogóle nie wiem czemu nie chcieliście jej o tym powiedzieć.
-Ponieważ jest ślizgonką!- Oznajmił Harry.
-I co w związku z tym. Przecież znasz ją. Można jej zaufać.- Anieze dalej broniła pewnie przyjaciółki.
-Ale i tak wciąż jest ślizgonką. Nawet jeśli by nie chciała mogła by niezauważalnie nasz im wydać.- Znów głos przejęła Hermiona.
-Dobra o co chodzi! Przecież mi można zaufać i wy o tym dobrze wiecie. Przecież jestem uważna nie wydam was nikomu nawet przez przypadek. Wiesz Herma nie sądziłam, że ty mi nie będziesz ufać.- Uniosła się zielonooka.
-Po pierwsze nie mów do mnie Herma. To dziwnie brzmi, a po drugie… Niech ci już będzie… Niez powiedz jej.
-Więc tak.- Panna Bonieze wzięła głęboki wdech i zaczęła wszystko opowiadać.- Kiedy byłaś w śpiączce to Umbridge była coraz bardziej nieznośna. Nie chciała nas uczyć prawdziwej obrony przed czrną magią. Musieliśmy wziąć sprawy w swoje ręce. Stworzyliśmy „Gwardię Dumbledora”. Harry uczy nas tam OPCM. Wszystko odbywa się w pokoju życzeń. Zobaczysz go dziś wieczorem na pierwszej spotkaniu. Wtedy zobaczysz jak działa. Pójdziesz tam ze mną i dziewczynami o 19, tu na schodach.- Powiedziała wszystko jednym ciągiem i skończyła szerokim uśmiechem.
     Parę minut później dziewczyny wybrały się na próbę, a złota trójca ruszyła później z Nevillem. Anieze złapała Amy za dłoń i spytała się:
-Co ci się stało w rękę?
-Co? A nic. Umbridge mnie zaciągnęła do gabinetu i…- Dziewczynie przerwało zdanie głośny śmiech gryfonki.- No kurde! Ty to we wszystkim znajdziesz podtekst.- Podniosła głos jednocześnie śmiejąc się i tupnęła nogą.- Dobra kontynuując. Kazała mi napisać ileś tam razy „Nie będę się więcej kłócić z nauczycielami”, czy coś takiego. Stwierdziłam, że nie będę pisać kłamstw, więc zaczęłam pisać „Jestem zajebista”. Poczułam jakieś łaskotanie na łapie, patrzę i mam ten napis wyryty w skórze.
-Ale jak to łaskotanie? Przecież normalnie to powinno cię boleć.
-Serio? Może to dlatego, że ja mam tak, że właściwie to nie czuje bólu.- Odpowiedziała jej i machnęła lekceważąco ręką.
-Niby jakim cudem.- Niez uważała, że blondynka znowu sobie z niej żartuje. Jednak tym razem mówiła prawdę.
-No bo czuję, że coś czuję i wiem, że to ból, ale mnie to nie boli. Rozumiesz?- Spytała tuż przed wejściem do Wielkiej Sali.
-Ej aniołku.- Zarechotał jakiś puchon za dziewczynami. Spojrzał na swojego kolegę, który stał za nim, a gdy znów odwrócił głowę w stronę Amy dostał z pięścią prosto w twarz. Chłopak padł na ziemię, a blondynka oparła prawą nogę o jego klatkę piersiową i pochyliła się nad nim. Położyła ręce na biodrach, uśmiechnęła się szyderczo niczym wszyscy ślizgoni i otworzyła usta:
-Anielica nie taka anielska. Co?- I weszła do Sali z przyjaciółką.
     W środku pomieszczenia stoły były rozsunięte na boki. Ślizgoni i gryfoni chodzili w te i z powrotem. Jedynie stół nauczycieli został na swoim miejscu, a przy nim stał prefekt naczelny- krukon. Razem z nim stało trzech innych krukonów, wszyscy patrzyli jak prefekt jeździ palcem po jakiś planach i wskazuje na różne miejsca w sali. Hermiona właśnie konfiskowała Fredowi petardy, a Georg kłócił się z Draco.
    Do wielkiej Sali weszła Minerwa McGonagall, zamykając za sobą z wielkim hukiem, który uciszył tłum. Uczniowie na rozkaz profesorki usiedli na swoich miejscach. Chłopcy po prawej, a dziewczęta po lewej.
-Jak wiecie bal jest urządzany co roku, z okazji świąt. Mimo iż w zeszłym rok też uczyliście się kroków tanecznych, musimy je dalej ćwiczyć.- Zaczęła profesor McGonagall.- Więc, czy jest ktoś na ochotnika?
     Nikt się nie zgłosił, więc McGonagall złapała któregoś ze ślizgonów i zaczęła z nim tańczyć.
-Dobrze, że nie wzięła mnie.- Mrukną Ron do Harrego. Gdy profesorka skończyła poprosiła, by chłopcy poprosili dziewczęta do tańca.
     Nikt się nie ruszył ze swoich miejsc. Słychać było tylko dość cichy głos prefekta i szepty dziewczyn. Chłopcy zaczęli rozglądać się i udawali, że ich nie ma. Minerwa chrząknęła i patrząc na uczniów wskazała ruchem głowy dziewczęta. Nagle wszyscy usłyszeli jak ktoś wstaje. Szepty ucichły, a oczy wszystkich były skierowane na stojącą z kamienną miną Amy. Blondynka zrobiła trzy kroki do przodu, obróciła się w lewo, minęła Hermionę, pochyliła się nad Anieze z opuszczoną głową i wyciągnęła rękę, a drugą elegancko trzymała zgiętą przy plecach.
-Milej di, czy nie zechciałabyś ze mną zatańczyć?- Spytała wciąż kłaniając się jej bez ruchy. Nikt nie spuszczał z niej wzroku, a Fred i George zastanawiali się czy nie zabrać jej do skrzydła szpitalnego. Zresztą Brian sądził, że to jakiś późny uraz po jej upadku, który dopiero teraz się ukazał.
-Ach milordzie.- Odpowiedziała gryfonka. Powachlowała się dłonią i podała rękę przyjaciółce.
     Obie wyszły na środek sali, a wszyscy zgromadzeni zaczęli śmiać się w głębi duszy. Nauczycielka postanowiła, że na razie nie będzie interweniować. Przecież przez jeden taniec nie zniszczą całego Hogwartu.
     Dziewczyny zaczęła tańczyć. O ile można to było nazwać tańcem. Powtarzały kroki profesor McGonagall, niezdarnie, ale jednak. Co chwila patrzyły na swoje stopy i sprawdzały czy aby na pewno jeszcze je mają.
-Co my robimy…- Powiedziała Anieze powstrzymując śmiech.
-Chyba tańczymy, ale nie jestem pewna.- Ślizgonka odpowiedziała jej także śmiejąc się.
     Panna Bonazzi potknęła się i upadła na ziemię, przewracając przy okazji Amy. Wszyscy wybuchli nieopanowanym śmiechem. Przyjaciółki śmiały się i tarzały po podłodze. Słychać ich było w całym Hogwarcie. McGonagall nie miała sił by coś zrobić. Załamała się całkowicie. Usiadła obok prefekta i obserwowała co się dzieje.
     Podczas gdy cała sala się śmiała Theodore wstał i podszedł do dziewczyn. Kucnął obok gryfonki, wyciągnął rękę i powiedział:
-Tańczysz beznadziejnie. Będę cię musiał tego nauczyć.- Pomógł wstać Anieze, lecz nie mógł pomóc jej stać stabilnie, ponieważ ona wciąż się śmiała. Stawiał powoli kroki, a ona podążała za jego stopami. Panna Fas wciąż się śmiała na podłodze i próbowała wstać. Para przyśpieszyła. Wszyscy im się przyglądali. Szło im wspaniale, lecz Niez znów się potknęła i przewróciła się na Theodora.
-Oj chyba będziemy musieli długo trenować.- Powiedział po czym pocałował swoją dziewczynę w nos.
     Gdy McGonagall odzyskała siłę psychiczną, pozwoliła wszystkim się rozejść. Wszyscy już wychodzili, ale Anieze zatrzymała zielonooką łapiąc ją pod ramię.
-Wiesz mam dla ciebie mały zakładzik.- Oznajmiła chytrym głosem.
-Dajesz.
-Znasz prefekta naczelnego? Oczywiście, że nie. Wiem z kim się zadajesz. Więc nasz zakład polega na tym, że masz dwa miesiące na poderwanie go. Stoi?- Wypowiedziała warunki umowy w mgnieniu oka. Jej głos nie brzmiał jak głos słodkiej wariatki Anieze. Bardziej przypominał wrednego spryciarza Draco.
-Nie.- Odpowiedziała stanowczo.- Nie wolno się tak bawić uczuciami chłopaków. Ani nikogo innego.
-Oj weź. To tylko mały zakładzik. Jakby co ze wszystkiego cie wyciągnę. To jak?
-No nie wiem. To może go zranić.- Powiedziała już niepewnie i spojrzała na niego.
-Powiedziałam „Ze wszystkiego cię wyciągnę”. Nawet jak złamiesz mu serce.
-Serce…
-No nie pękaj. Nie zachowuj się jak Draco. On też nie chciał się ze mną założyć, że poderwie taką jedną.
-Draco?! Nie będę gorsza od tego arystokraty! Stoi.- Zgodziła się nie myśląc i podały sobie ręce.
     Ślizgonka szła już w stronę stołu przy, którym pracowali krukoni. Szturchnęła w ramię prefekta o kruczo czarnych włosach, a przyszła pani Not wszystko obserwowała ze środka sali.
-Buuu!!!- Dziewczyna nagle ktoś złapał za ramiona i krzykną jej do ucha. Odwróciła się i ujrzała Theodora. On ją uścisnął.
-Jesteś okropna.
-A ty nie będziesz miał dziewczyny jak dalej tak będzie.- Zaśmiała się gryfona.
-Dobra, dobra… Przestaje, ale naprawdę założyć się z przyjaciółką o uczucia innej osoby. To nie jest okey.
-A od kiedy to jest z ciebie taki grzeczny chłopczyk.- Powiedziała i oparła ręce na jego ramionach.- Nie mów, że stałeś się grzecznym gryfonem. Gdzie ten ostry ślizgon.- I zaczęła go całować, co prawdzie mówiąc jemu nie przeszkadzało.

     -Hej- Przywitała się Amy. Krukon się odwrócił i ukazała się blondynce dziewczęca twarz i błękitne oczy. Wysoki chłopak okazał się wysoką dziewczyną z krótkimi włosami.
-Ty jesteś dziewczyną.- Wydukała i zrobiła duże oczy.


     Hej, hej, hej... Mój wielki powrót, może nie wielki, ale powrót! Mam nadzieje, że wam się spodobał nowy rozdział. Komentujcie, komentujcie chcę poznać waszą opinię ;D

1 komentarz: